Czas na kawę

14956653_1309602075779990_2960062705129300637_n

Czas na kawę, o której przepis pytacie goszcząc w lipowym domu.

Robimy ją tak:
na wrzątek wsypujemy

-szczyptę (jeśli dla 1 lub 2 osób) do 1/4 łyżeczki, (jeśli na garnek) kurkumy
-na to łyżkę na osobę kawy mielonej – trzeba uważać, bo zacznie kipieć
-parę ziaren kardamonu utartego w moździeżu
-kawałek kory cynamonu
-2-4 goździki
– plasterek mbiru
– parę kropli cytryna
– szczypta soli
a po odstawieniu na chwilę dosładzamy miodem wg uznania
Podajemy tylko kolejność, wg pięciu przemian, bez teorii, której możecie nauczyć się z książek lub warsztatów, bez proporcji, bo te zależą od tego jaką ilość gotujecie, jaki smak lubicie i jaką MOC.
Traktujcie więc jak ściągę i przypomnienie chwil u nas:)

Albo zaproszenie, jeśli jeszcze u nas nie byliście.
Nie jest tak daleko jak się wydaje. Mamy gości ze Szczecina, Poznania, Wrocławia, Katowic, Krakowa, Niemiec, Anglii, oj nie chcielibyśmy nikogo pominąć…

Odległość to kwestia perspektywy – czas w podróży bywa tym darowanym, od którego wszystko się zaczyna.
Do zobaczenia zatem.

 

Jedz i pij, kobieto i mężczyzno

screen-shot-2016-10-29-at-15-41-30

Z okazji zbliżającego się 10-lecia lipowego domu, zapraszam na długo oczekiwany warsztat gotowania,
który bazuje na moim 25-letnim doświadczeniu jako gospodyni (czwórka dzieci, również alergików to „nie w kij dmuchał”), przygotowywaniu zrównoważonego menu dla Lipowego domu,  gotowaniu dla 20 osób i przekonaniu, że gotowanie to sztuka pełna kreacji, natchnienia, wzlotów i…upadków, po których łatwo się jednak podnieść (i otrzepać z mąki)

Moje warsztaty do gotowania podejdą trochę filozoficznie, może pojawią się pytania:
– co lubię jako osoba,
– z czego czerpię radość,
– czy mogę dalej cierpliwie ucierać ten zważony krem, czy wyrzucić go w cholerę?
– po co ja to robię?
– dla kogo?
– czy może coś chcę zmienić?
Bo gotowanie może określać nasz stosunek do świata, siebie i innych a uwaga z jaką pochylamy się nad garnkiem rosołu, zatapiając w nim paloną na ogniu cebulę, wiele mówi o nas samych.

Będą też konkrety, bo warto stąpać pewnie po ziemi aby zerwać wiszące wysoko jabłko.

Ten warsztat będzie pierwszym z cyklu gotowania według pór roku. Zaczynamy ZIMĄ, a więc nauczycie się jak ugotować:
– ogrzewające, niespotykane nigdzie indziej zupy, pełne probiotyków.
– wspaniałe curry, od początku do końca zrobione samemu
– warzywa korzenne zapiekane w odżywczych sosach
– chleby na zakwasie i bezglutenowe
– pasty do chleba (nie tylko hummusowe)
– kimchi – najlepszy probiotyk na świecie
– jarmuż i pasternak w dwóch odsłonach
a na świąteczny stół:
– TORT MAKOWY  z klasycznym kremem
– pierniki z mąki migdałowej
oraz
– zimowe koktajle mocy ze specjalnie dobraną gęstością odżywczą aby udało Wam się doczekać  do naszych wiosennych warsztatów

Jesteśmy różni, dla każdego dobre jest co innego, różne są też stany w jakich znajduje się nasz organizm w danej chwili, różne jego potrzeby.
Ale nie damy się zwariować i przedrzemy się przez ten gąszcz doniesień i jedynych słusznych racji i wybierzemy menu zrównoważone, pełne harmonii i przede wszystkim polotu.

Poza tym dowiecie się:
– czym zastąpić mąkę, dlaczego to ważne i w czym może nam pomóc św. Hildegarda
– jak unikać nabiału i czy uda się jakieś świąteczne ciasto bez niego
– dlaczego ważne są probiotyki
– dlaczego świat oszalał na punkcie fermentacji
– jakie tłuszcze są najzdrowsze – sami sklarujemy masło a resztę będziemy robić na oleju kokosowym

screen-shot-2016-10-24-at-13-59-23

Będzie czekało na Was specjalne menu świąteczne – dostaniecie wszystkie przepisy i materiały a w większości gotowania potraw będziecie brały udział.

Zabierzecie do domu swoje własne:
– kimchi
– dwa rodzaje chleba oraz odżywcze pasty do nich
– ocet jabłowy – do wszystkich potraw (ale i dla skóry)
– zakwas buraczany – na wigilijny stół
– pierniczki i ciasteczka
– po kawałku tortu.

Wszystkie potrawy będziemy gotować z bio produktów – z mąki kasztanowej,kokosowej, ryżowej, orkiszowej od Św. Hildegardy.

Nie będziemy pracować od świtu do nocy.
Chętnych zapraszam codziennie o 8.30 na medytacje.
Skończyłam Mindfulness Based Stress Reduction i chętnie podzielę się tym, co sama od różnych nauczycieli dostałam.
Wieczorem, przy malinowej nalewce albo zimowych herbatach, zapraszam na kultowe kino kulinarne.
Albo do wieczornej medytacji, jeśli odnajdziecie w niej coś dla siebie.

termin warsztatu 1- 4.12 od czwartkowej kolacji, gdzie będzie już na Was czekało mnóstwo roboty, do niedzielnego obiadu

miejsce to lipowy dom
cena to 850zł

za dodatkową opłata będzie można na miejscu relaksować się podczas wspaniałego masażu Lomi Lomi Nui, który trwa 1.5 godziny i kosztuje 200zł.

Lista miejsc bardzo ograniczona.

KONTAKT: lipowydom@poczta.pl lub tel 509685188

Zapraszam
Agnieszka Dziewolska z Lipowego domu

Kiedy kończy się rodzina?

screen-shot-2016-10-28-at-23-51-25

Z takim pytaniem wyszłam z kina po „Ostatniej rodzinie” Jana P.Matuszyńskiego.
Filmem o rodzinie Beksińskich jestem poruszona do głębi nie tylko ze względu na prawdziwe i tragiczne losy bohaterów, bo te znałam wcześniej.
Dzieła Beksińskiego poruszały we mnie zawsze strunę, której dźwięku wolałabym nie słyszeć ale czy przez to dźwięk ten nie istnieje? Ciekawe, bo wrażenie dźwięczności (albo niemego krzyku) obrazów Beksińskiego, spotęgowane jest w filmie po mistrzowsku dobraną muzyką.
Muzyka jest też przede wszystkim żywiołem Tomka Beksińskiego, którego audycje pamiętam jeszcze z radiowej Trójki.

Obszary, których nie chcemy zobaczyć, a nawet jeśli wpełzają na krawędź świadomości, spychamy je jak najszybciej – inność, życie jako umieranie, rozkład, śmierć, samotność.
A z drugiej strony bliskość w rodzinie, potrzeba relacji, autentyczność i zniewalające, skomplikowane ciepło bijące od Beksińskich. Miłość. Znajduję ją nawet w słowach ojca, który prosi lekarza aby nie ratować syna po nieudanej próbie samobójczej  (bo znów będzie tak cierpiał żyjąc) oraz w ostatecznym- „gratuluję, w końcu ci się udało”, nad martwym już ciałem syna.

screen-shot-2016-10-29-at-00-03-37

Film jest wspaniały we wszystkich aspektach – zachwyciła mnie reżyseria, zdjęcia, dialogi, gra aktorów, kadrowanie, światło, oszczędność formy, kostiumy…niedokończona jakby kreska, niejednoznaczność relacji i „grubość i kruchość” jednocześnie.
Uszanowanie innego, nie ocenianie, powstrzymanie się.

A moje subiektywne, jak wszystko tutaj, pytanie na wstępie?
Kiedyś rodzina jawiła mi się długą historią. Teraz coraz częściej nie znamy imion swoich pradziadków a czasem i dziadków. Rozchodzimy się i rozwodzimy, Wszystkich Świętych staje się Halloweenem, chociażby dlatego, że dzieci „nie wyrabiają” się z zadowoleniem wszystkich stron podczas wszystkich świąt więc i czas rodzinny się skraca.

Gubi się ciągłość.
We wszystkim.
Oprócz
Życia

 

Sobotnia przytulanka czyli gluten-free śliwkowy crumbe

14671337_1290721624334702_5111089666688289684_n

Sobotni wieczór – zrobione w pół godziny… no może trochę dłużej bo jeszcze trzeba posprzątać.
Bezglutenowy crumble śliwkowy:
1. Śliwki – ile jest:) – my mieliśmy 80 dag ale jeśli jest garść to będzie więcej ktuszonki, a przecież właśnie kruszonkę wszyscy wyjadamy sekretnie
2. Ok.100 gr masła
3. 6 łyżek ksylitolu
4. 6 łyżek mąki ryżowej
5. 6 łyżek płatków owsianych bezglutenowych
Śliwki bez pestek układamy w żaroodpornym naczyniu, z reszty składników w palcach ugniatamy kruszonkę, posypujemy śliwki i buch do rozgrzanego na 190 st piekarnika na 40 min. I potem buch do rozgrzanego brzucha!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
…jak człowiek staje sie babcią albo dziadkiem, to tak właśnie się z nim dzieje:)
Bo od środy będzie u nas wnusia!

kinin_daria_v

tak wyglądała dawno dawno temu bo teraz to już dorosła panna:)

img_6518

rok pózniej

Zamach i „Serce psa”Laurie Anderson

screen-shot-2016-10-12-at-21-07-55

kadr z filmu „Serce psa”

Po seansie wyszliśmy poruszeni, cichsi, skupieni. „Serce psa” Laurie Anderson niezwykle intymny, poetycki obraz płynnie łączący wspomnienia osobiste, cytaty filozoficzne, nauki buddyjskie oraz wydarzenia 11 września. Zmieniający ogniskową z tego co bliskie, pamiętane, na to co odległe i zapomniane. Obraz odpływający w sen i powracający z niego. Powracający do czego?
Przywołał do mojej pamięci mój wiersz po runięciu wież WTC

ZAMACH

Jesteś nieśmiertelny
co o tym powiesz?

Byłeś upalnego sierpnia
dwieście lat temu
będziesz nadal za trzysta zim.

W każdej sekundzie
miesza się twoja krew
w nieskończonej ilości połączeń.

Jesteś nieugięty
co o tym powiesz?

Tamtego września byłeś niedaleko
przetarłeś dłonią szybę
został na niej gęsty kurz.

W każdej sekundzie
umiera człowiek
i człowiek się rodzi

Jesteś samotny
co o tym powiesz?

w tej sekundzie tylko ty

w tej sekundzie tylko ty i aż ty
witający na kolanach
wschód słońca

cud

screen-shot-2016-10-12-at-21-13-01

kadr z filmu „Serce psa” – za szybą fragment obrazu Francisco Goy’i Pies

Dziadek powraca za sprawą „Korekt” Jonathana Franzena

Jedne z piękniejszych wspomnień z dzieciństwa to chwile, kiedy wchodziłam do gabinetu mojego dziadka, Mariana Paluszkiewicza, w Poznaniu na ul.Miłej.

IMG_0787.JPG
Gabinet był najpierw na piętrze willi, w której mieszkali dziadkowie, potem, chyba po feralnym upadku dziadka z czereśni, powędrował wraz ze swoim gospodarzem na parter. Dziadek nigdy już nie odzyskał pełni sił.
W moim wspomnieniu widzę pokój , którego cztery ściany zabudowane są od sufitu po podłogę półkami. Na tych półkach piętrzą się książki.
Ich grzbiety niczym nie przypominają dzisiejszych – są stonowane, często skórzane z wygrawerowanym na złoto tytułem i autorem. Część z nich jest oprawiona w płótno, część starannie obłożona w szary pergamin. Na pergaminie pięknym pismem dziadka – autor i tytuł.

img_6943img_6942

książka z biblioteki dziadka. wpis na pierwszej stronie mówi: ten egzemplarz Krzyżaków Sienkiewicza nabyłem w październiku 1939 r, gdy w Poznaniu pod okupacją hitlerowską zaczął się srożyć ucisk polskości. Byłem wówczas w księgarni Tetzlaffa przy Placu Wolności i proszono mnie, abym nabył jeden z ostatnich egzemplarzy Krzyżaków, które wyłapywała i niszczyła policja niemiecka.
Egzemparz ten schowałem w listop. 39r na strychu naszego domku przy ul. Miłej 18a, gdzie szczęśliwie przetrwał do naszego powrotu na wiosnę 1945r.

Aby wziąć książkę do ręki najpierw sięga się po flanelową suchą szmatkę, która była kiedyś miękką koszulą. Szmatka wisi na przyszytej przez dziadka haftce, zawsze w tym samym miejscu. Dziadek bierze szmatkę, potem książkę i przeciera jej wierzch.
Pyta czy myłam ręce.
Siadam w jego starym fotelu, który kiedyś odziedziczę i zaczynam czytać.
Fotel, lampa, książka i ja. Nic więcej się nie liczy, nic więcej nie istnieje.
Nie wiem, kiedy robi się wieczór, ze świata powieści, bardziej realnego niż ten za oknem, wyrywa mnie babcia wołając na kolację. Czy będzie dziś mój ulubiony omlet francuski z waniliowym serkiem? Nie wiem. Nawet dla omleta ciężko pożegnać ten zaczarowany świat, wyjść z kręgu światła rzucanego przez zieloną lampę.

Tego świata już nie ma, nie ma ekslibrysów, katalogowania swoich książek, szelestu kruchego papieru najwyższej jakości. Wydaje się też, że nie ma tych wspaniałych powieści, pisanych z rozmachem, z wiedzą historyczną i wnikliwą psychologiczną głębią. A może nie? Może tylko tak się nam wydaję?
To u dziadka na fotelu czytałam sagę rodziny Buddenbrooków i teraz wróciłam do tych chwil za sprawą innej książki. Tą książka są Korekty Jonathana Franzena.
Obydwie powieści dzieli 100 lat i ocean a łączy historia upadku rodziny, co Buddenbrookowie mają przecież w tytule.

screen-shot-2016-10-04-at-18-15-05

„Korekty „przypomniały mi Buddenbrooków z racji rozmachu z jakim są napisane oraz z racji melancholii i smutku, który zawsze towarzyszy schyłkowi. Opisana rodzina Lambertów jest właśnie u kresu – nieszczęśliwe, stare małżeństwo i trójka dzieci, które dawno już wyszły z domu i mają do niego przyjechać na „ostatnie święta”.
Podobnie jak u Manna dekadencką atmosferę powieści podkreśla ironia i czarny wręcz humor. To współczesna tragikomedia i farsa na społeczeństwo amerykańskie.
Nie brak w niej również proroczych wglądów (powieść została wydana dzień przed zamachem na WTC).
Przeczytałam ją jednym tchem bo choć mówi o amerykańskiej rodzinie po tych kilkunastu latach od jej wydania, jest bardzo aktualna również dla nas. Wiadomo, wszystko przychodzi z Ameryki:) więc zachowania i kody kalekiej (a może po prostu takiej jaka jest) komunikacji miedzy najbliższymi sobie ludźmi są łatwo rozpoznawalne.
Do Buddenbrooków chciałam ostatnio wrócić – nie dałam rady. Ale w powieści Franzena odnajduję jeszcze inne tropy. To mój ukochany kiedyś Kurt Vonnegut i jego zabójczy (nie zawsze śmiechem) pazur.
„Korekty”  to lektura gorzka ale polecam, sama zachęcona odnalezieniem tej pozycji w kanonie literatury XXI wieku ogłoszonej przez BBC.
Czas otrzepać się z pajęczyn i odłożyć XX wiecznych mistrzów – są nowi, którzy, mam nadzieję, pomogą zrozumieć ten dziwny świat.

screen-shot-2016-10-04-at-18-15-36

“ Och, mizantropia i gorycz. Gary chciał cieszyć się tym, że miał bogactwo i wolny czas, ale Ameryka czyniła to niełatwym zadaniem. Wokół niego miliony nowo wyhodowanych, zaangażowanych milionerów uporczywie brały udział w pościgu za poczuciem niezwykłości – za nabyciem idealnej posiadłości wiktoriańskiej, za rozdziewiczeniem nietkniętego stoku narciarskiego, za zaprzyjaźnieniem się z jakimś znanym szefem kuchni, za zlokalizowaniem plaży, której nie dotknęła ludzka stopa.
Oprócz tego były jeszcze dziesiątki milionów młodych Amerykanów, którzy nie mieli pieniędzy, ale i tak gonili za Superżyciem. Tymczasem smutna prawda była taka, że nie każdy mógł być niezwykły, nie każdy mógł być Supergościem, bo kto wówczas pozostałby zwyczajnym człowiekiem? Kto odwaliłby niedocenioną robotę bycia stosunkowo niesuper?”
do tego pięknego opisu po tych kilkunastu latach można by dodać jeszcze pzyjaźń ze znanym fryzjerem i trenerem osobistym:)

i takie perełki

“ brak chęci wydawania pieniędzy uznaje się za objaw choroby wymagającej kosztownego leczenie”

“rozglądała się dookoła i widziała dwustu dobrych ludzi i ani jednego niedobrego. Wszyscy jej znajomi byli porządni i mieli porządnych znajomych, a ponieważ porządni ludzie zwykle miewają porządne dzieci, świat Enid przypominał trawnik tak gęsto obsiany trawą, że chwasty nie miały tam żadnych szans. Prawdziwy cud porządności.

“ całe życie Gary’ego było zaplanowane jako korekta, jak poprawianie życia ojca…dlatego Gary nie miał wyboru i musiał walczyć, zagryzać nieustannie zęby i robić, co w jego mocy, żeby cieszyć się życiem…”

“Niemożność jest atrakcyjna.”

“To, co człowiek w sobie odkrywa w związku z wychowywaniem dzieci, nie zawsze jest miłe i atrakcyjne”.

“Wszyscy jesteśmy tak stworzeni, że myślimy, że nasze dzieci sa od nas ważniejsze, rozumiesz, i przez nie spełniamy się w życiu.”

“Chipa uderzyły ogromne podobieństwa między czarnym rynkiem na Litwie i wolnym rynkiem w Ameryce. W obu krajach wszystkie bogactwa były w rękach nielicznych posiadaczy; zanikły wszystkie istotne różnice między sektorem prywatnym a publicznym; potentaci handlowi żyli w nieustannym strachu, który zmuszał ich do bezlitosnego powiększania imperiów; zwykli ludzie żyli w nieustannym strachu, że zostaną zwolnieni, i wiecznej konfuzji co do tego, który prywatny fundusz może nagle wykupić na własność  publiczną do tej pory instytucję; ekonomię w ogromnej większości napędzały elity i ich nienasycone pragnienie luksusu…Główna różnica między Litwą a Ameryką zdaniem Chipa polegała na tym, że w Ameryce kilku bogaczy niewoliło tłumy biedniejszych od siebie za pomocą ogłupiających i zabijających sumienie rozrywek, gadżetów i leków, podczas gdy na Litwie kilku wpływowych ludzi gnębiło resztę obywateli za pomocą siły i przemocy”.

Z dziadkiem „Korekty” mają jeszcze inne powinowactwo – dziadek był pedagogiem, godzinami pochylonym nad pracami swoich uczniów oraz nad swoimi własnymi i drobnym, pochyłym pismem nanosił na marginesach korekty. Takim go pamiętam.

 

Nie zapomnij o mnie jesienią

14440965_1267146173358914_7653792068641224203_n

Teraz ją jedzcie, nie zapominajcie –
po prostu utartą, z jabłkiem, rodzynkami, orzechami, cytryna i olejem lnianym.
Orzechy namoczcie wcześniej na pół godziny w wodzie – są lepiej przyswajalne.
Posólcie dla smaku i dla soku.
Można też utrzeć ją wraz z marchewką na grubej tarce, posolić i dodać słodkiej śmietanki. To będzie łagodniejsza wersja surówki – marchewka i śmietanka przytępią trochę rzepowe pazurki. Dla koloru i podwójnej dawki witaminy C posypcie natką pietruszki.
Albo sok wetrzyjcie we włosy – pachnie niezbyt przyjemnie ale to naturalny sposób na włosy pozbawione blasku. Przywróci go.
Poza tym odtruwa, wzmacnia, odkaża.
Jest dobra przeciw reumatyzmowi i na lepsze krążenie. 
Na wzmocnienie żołądka
Po prostu ostra zawodniczka- warta pozłacanego talerzyka. Czarna Rzepa.
a to jakoś mi się skojarzyło
może dlatego, że sprawdzałam francuską nazwę tej rzodkwi : Gros Noir d’Hiver de Paris – zaraz jakoś łagodniej:)