To już za chwilę

lada dzień odlecą bociany. I tak jak wydaje się, że jednego dnia nagle, ni stąd ni z owąd przylatują i moszczą się w swoich starych gniazdach i wiadomo, że wiosna, tak wiadomo też, że jesień idzie gdy nagle po prostu znikają. Zresztą wiosnę nie one ogłaszają ale żurawie, o czym łatwo sie u nas przekonać bo jako pierwszy słychać donośny klangor a nie klekot.

Już kilka razy na dachu lipowego domu stawał bocian, czasem nawet krążył dzień lub dwa, nigdy jednak nie zainteresował się na tyle ta nieruchomością aby zainwestować w nią wysiłek budowy gniazda. I całe szczęście. Romantyczna wizją bociana na dachu ustapiłaby szybko zniecierpliwieniu na codzienne pobudki  donośnym klekotem około 4 rano. Właśnie dlatego nie zachęcaliśmy bocianów żadnymi oponkami na dachu.

Za to obserwujemy parę, którą od kilku lat nazywamy bocianimi hippisami

image

Gnazdo na drewnianym słupie przy drodze jest zawsze w opłakanym stanie. Coś tam w kwietniu samiec podłubie ale od niechcenia, bez zaangażowania w budowe domu dla żony i potomstwa. No i też zonę ma taką wyemancypowaną, niespieszno jej do wychowywania młodych i slęczenia nad nimi dniami i nocami. Pod tym względem para się dobrała – lubią niezależność i brak obowiązków, wystarcza im podupadające M2 i od czasu do czasu coś na ząb. Za to kochają długie podniebne loty i często obserwujemy je, jak szybują niestrudzenie. Jest nawet teoria, która podejrzewa je o zaburzenia osobowości lub łagodniej mówiąc wyobraźnię i ambicje ponad bociani stan. Podejrzewamy bowiem czasem, że nasza para myśli, ze jest parą kondorów. I niech tak zostanie, kochamy je za to, z niecierpliwością codziennie wypatrujemy – czy Pan już poleciał na bumelkę a Pani korzystając z tego, wcale nie rozzłoszczona, oddaje się swoim umiłowanym wysokim podrózom…

 

No i skojarzenia z kondorami nieprzypadkowe, przynajmniej od niedawnego dnia, kiedy goście opowiedzieli nam o spotkaniu na łąkach z polskim kolibrem.  To piękne, kolorowe maleństwo to fruczak gołąbek, ćma, która lata w dzień, jeszcze jeden przykład jak to nic nie jest tym co się wydaje…

image

zdjęcie z serwisu bialczynski.wordpress

A i wężową skórę znależć można czasem na drodze, co to ją zostawił zaskroniec i nieustraszony jaguar też się znajdzie.  Kot Rydzyk, co prawda rudy (stąd też jego imię, od rudego grzybka rzecz jasna) ale serce ma odważne i duch w nim waleczny – nie tylko w stosunku do braci mniejszych ale i wielkich psów się nie lęka.

Tak więc wszystko jest tak jak powinno, na swoim miejscu i nie trzeba wyprawiać się do kanionu Colka, żeby doświadczać i czerpać z przyrody, która jest cały czas obecna. A może wcale nie potrzeba być na Mazurach czy gdziekolwiek POZA, żeby niestrudzenie szukać i czasem odnajdywać szybujące ptaki w sobie i nieulękłe koty?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s