Archiwa miesięczne: Wrzesień 2013

Żurawina czy brusznica?

sama nie wiem… staram się ustalić i jeśli się uda podziele się wynikami badań. Panie, które przynoszą mi żurawinę w ilościach hurtowych zaklinają się, że to właśnie ona – a nie jakaś tam borówka. Zbierają ją na bagnach. Byłam z nimi kiedyś to wiem jaka to straszna robota: po chwili człowiek jest przemoczony, w butach chlupie, kolana zziębnięte…Ziemia na tych bagnach czarna, torfowa, taka jaką żurawina lubi najbardziej. Z drugiej strony jednak nie widziałam nigdy leżących koło siebie żurawiny i brusznicy więc choć wiem, że ta pierwsza ma prawie dwukrotnie wieksze owoce, to nie ma tego jak porównać. Może najprościej będzie pobiec w Warszawie na targ i raz na zawsze rozwiać wątpliwości…

Tak czy owak, owoce które miałam potraktowałam zgodnie z przepisem znalezionych w internecie (podobno pierwotnie przepis pochodził od Olgi Smile ale nie tropiłam jego drzewa genealogicznego) , który po mojej modyfikacji wygląda tak:

1 kg opłukanej żurawiny

3 pomarańcze

szklanka miodu

szklanka cukru

łyżka ziaren kolendry utłuczonych w moździeżu

łyżeczka soli

Prawie całą żurawinę (pozostawiłam garstkę) mielę w maszynce na grubych oczkach (konkretnie w elektrycznej maszynce do mielenia mięsa). Malakser rozbił żurawinę na miazgę a ja wolę grubsza strukturę.

image

lubię mrok tego zdjęcia…

Pomarańcza parzę wrzątkiem, obieram, usuwam białą część między miąższem a skórką i mielę w maszynce – skórkę i owoc. 

Wsypuję cukier, wlewam miód, dodaję kolendre i sól i gotuję ok. godziny. Po tym czasie dorzucam pozostałe całe owoce bo lubię jak żurawiny pękają podczas gryzienia, gotuję jeszcze pół godziny. Zostwiam na noc. Rano zagotowuje i wkładam do słoików. Pasteryzuję 20 min. Bardzo zasmakowała mi kolendra w tej wersji.

Cześć zrobiłam jednak w klasycznym już wydaniu – z gruszkami

image

Na 1 kg żurawiny dałam 3 twarde gruszki i pół kilo cukru. Z przypraw goździki i cynamon. Podobnie jak w poprzedniej wersji cześć żurawiny zmieliłam a cześc dodałam póżniej. Gruszki pokroiłam na kawałki 1.5X1.5cm i dodałam razem z całymi żurawinami do konfitury, która gotowała sie od godziny.

Z żurawinami u nas na Mazurach jest jeden problem – zbierane sa najszybciej jak sie da – aby inni nie ubiegli. Tak jest z całym runem leśnym, bo jest to w sezonie duży zastrzyk gotówki. Wiadomo, ze żurawina najlepsza jest po pierwszych przymrozkach. U nas jednak nigdy ich nie doczeka. Dlatego częśc jej zamroziłam i mam nadzieje, ze właśnie z tej przemrożonej wyjdą najaromatyczniejsze konfitury. Poza tym będzie więcej czasu aby je dopieścić…od czerwca bowiem czyli od truskawek wiecznie coś wekujemy. Cóż jednak zrobić na te poznańskie korzenie, nic zmarnować sie nie może…i co ja tu wypisuję o czerwcu? Przecież już w maju zbieramy mniszka a na spacer zabieramy foliowe torebki – a nuż pojawił się młody szczaw na łąkach?

I choć wygląda to na fioła (przecież jak człowiek wypatruje listków szczawiu w trawie to żadna rozmowa się nie klei, zaden wątek sie nie utrzyma a co dopiero gdy zacznie liczyć kwiaty mlecza ) lubię to wariactwo z domu wyniesione. Jestem wtedy z Nimi, a właściwie One sa ze mną – Kobiety z mojej Rodziny – Mama i Babcia, połączone charakterystycznym zgarbieniem pleców i skupieniem gdy cos na kuchni bulgocze. I uśmiecham się do Nich nie tylko wstecz ale i w przód: w tym roku śliwki wręcz zasypały moją starszą Córkę…

image

lipowy dom 2009 – moja Mama i moje Córki robią babkę cytrynową

image

płyniemy na ostatnią wspólną “przeprawę”

Reklamy

Wywiad z Luisem Eduardo Luna, opublkowany przez Nieznany Świat.

Luis Eduardo Luna urodził się i dorastał w Amazonii kolumbijskiej. Doktorat uzyskał na Uniwersytecie Sztokholmskim w Instytucie Religii Porównawczej. Stypendysta Guggenheima, członek Linnaean Society w Londynie. Współpracownik Muzeum Botanicznego Uniwersytetu Harvarda. B. profesor nadzwyczajny Wydziału Antropologii Federalnego Uniwersytetu Santa Catarina w Florianopólis w Brazylii. Jeden z czołowych badaczy i znawców szamanizmu amazońskiego. Jego najważniejsze publikacje to Vegetalismo: Shamanism among the Mestizo Population of the Peruvian Amazon oraz sławna Ayahuasca visions, the religious iconography of a peruvian shaman – książka napisana wspólnie z szamanem Pablo Amaringo, autorem obrazów z wizji.

image

obraz Pablo Amaringo

DR LUIS EDUARDO LUNA ODPOWIADA NA PYTANIA MACIEJA KUCZYŃSKIEGO

Maciej Kuczyński: Badania antropologiczne świadczą, że bez wątpienia, “obok” naszego świata materialnego lub „pod” nim, istnieje ukryta, interpersonalna przestrzeń informacji, do której dostęp ma każdy człowiek w zmienionym stanie świadomości…

Luis Eduardo Luna: Właśnie tak sądzimy – badacze, poświęcający się studiowaniu tego, co Michael Winkelman nazywa „zintegrowanymi formami świadomości”, bardziej znanymi jako „zmienione stany świadomości”, co bywa krytykowane.

Jest wiele sposobów otwierania tej wewnętrznej przestrzeni. Każda kultura ma własne metody lub kombinacje metod, jak wyzbycie się lub przeciążenie zmysłów, post, wielogodzinne tańce, hiperwentylacja, medytacja lub przyjmowanie roślin psychoaktywnych. Przedłużone posty mogą skutkować procesem oczyszczenia, który ułatwia wejście w zmieniony stan świadomości. Niektóre metody wymagają całkowitej izolacji, aby uniknąć rozproszenia. Organizm przygotowuje się do tego, co może być bardzo mocnym przeżyciem transcendentalnym.

Mam doświadczenie z pewnymi roślinami, szczególnie tymi, których używa się do przygotowania ayahuasca, a także z kaktusem San Pedro i grzybami używanymi przez rdzenne plemiona meksykańskie. Po właściwym przygotowaniu i w odpowiednim kontekście te czynniki roślinne mogą wspomagać wejście do świata wewnętrznego, ukrytego dla ogromnej większości osób. Proces początkowo prowadzi przez to, co osobiste, biograficzne, ale powoli pozwala dotrzeć do doświadczeń transpersonalnych i egzystencjalnych. Wiele razy można doświadczyć rzeczy całkowicie nie do pomyślenia, wystawiających na próbę czyjeś wyobrażenie o tym, czym jest rzeczywistość.

MK: Czy istnieje jakaś definicja tej przestrzeni czy świata wewnętrznego?

LEL: Jak go zdefiniować? Istnieją tylko opisy. Nie mam dostatecznej wiedzy żeby definiować. Wyłącznie próbuję opisać konieczne kroki, a także przedstawić teorie kilku badaczy. Zgadzam się, na przykład, z tym, co mówi Michael Winkelman, gdy twierdzi, że te zintegrowane formy świadomości mogą być wynikiem synchronizacji, poprzez fale theta (od 3 do 6 cykli na sekundę), trzech, nakładających się mózgów, jakie posiadamy: najstarszego, mózgu gadziego, systemu limbicznego, który dzielimy z innymi ssakami i najmłodszego, kory mózgowej. W ten sposób ujawnia się, jakimś sposobem, informacja, która znajduje się wewnątrz nas. Węgierski badacz, Ede Frecska uważa, że istnieją dwie różne drogi poznania: neuro-axonalna, której wszyscy codziennie nieświadomie używamy oraz droga poznania bezpośredniego, intuicyjnego, sub-nerwowego, odsunięta i praktycznie nieznana naszej obecnej kulturze zachodniej.

Sądzę, że tym, co się stało jest narzucenie epistemologii ściśle związanej z bardzo ciasną wizją rzeczywistości tych, którzy sprawowali władzę wewnątrz trzech wielkich religii monoteistycznych, judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. W naszym przypadku utrzymuje się wizja narzucona przez autorytety chrześcijańskie. Chodzi przeto o otwarcie drzwi dla informacji, które znajdują się w naszym wnętrzu. Jeśli rzeczywistość jest holograficzna, to znaczy, że wewnątrz nas istnieje kopia wszechświata, a więc można by do niej dotrzeć i czerpać z oceanu wiedzy, niosącego informację użyteczną na tym planie egzystencji. To właśnie czynią tradycyjnie szamani z pomocą rozmaitych technik.

image

obraz Pablo Amaringo

MK: A więc holograficzna koncepcja wszechświata fizyki kwantowej zbliża nas do zrozumienia zjawiska ukrytego obszaru informacji!

LEL: Tak właśnie! Jest powiedzenie sufijskie, które wywarło na mnie wielkie wrażenie: Bóg śpi w skale, śni w roślinie, porusza się w zwierzęciu i budzi się w człowieku. Posiadamy system, w jakiś sposób dostatecznie złożony, aby nam umożliwić dostęp do wszechświata,istniejącego wewnątrz nas, tak w sensie logicznym jak i artystycznym.

MK: Czy to oznacza, że człowiek jest na szczycie istnienia materialnego?

LEL: Tego nie możemy być pewni dopóki nie zbadamy dostatecznie przestrzeni zewnętrznej. Bardzo możliwe, że wcześniej czy później nawiążemy kontakt z innymi inteligencjami. Ale z drugiej strony mogą istnieć inne plany egzystencji, których dzisiaj jeszcze nie potrafimy odkryć za pomocą konwencjonalnego myślenia naukowego. Zależy to, być może, od receptora, jakim jest nasz własny mózg. W odpowiednich okolicznościach mógłby on wejść w kontakt z tymi innymi planami. Pociąga mnie myśl, że świadomość nie jest czymś, co wyłania się w jakimś momencie ewolucji, czymś tworzonym przez mózg. To raczej świadomość przenika wszystko, co istnieje i oczyszcza się lub, tak powiedzmy, rozwija, przybierając większą jasność. Podobnie organizmy ewoluują przybierając większą złożoność. Postrzegam to, co mistyczne, jako rzeczywistość, której w jakiś sposób, będziemy mogli dowieść.

MK: Pośród naukowców wciąż przeważa opinia, że wizje są własnym tworem mózgu i nie przekraczają granicy indywidualnej czaszki.

LEL: Problem jest zawsze kwestią ontologiczną! Jak twierdził Carl Jung, prawdopodobnie istnieje świat archetypiczny, wspólny wszystkim ludziom, do którego dostęp mają osoby z jakiejkolwiek kultury. Nie wiem jaki to rodzaj rzeczywistości, ale w każdym razie wydaje się ona istnieć, ponieważ są uniwersalne symbole, które pojawiają się w różnych kulturach. Dla przykładu Ouroboros, wąż, który połyka własny ogon, pojawia się w Meksyku, w Europie i Azji, w postaci, która wydaje się być uniwersalna. Tak więc wyobrażenie, do którego docieramy poprzez świat archetypiczny, wspólny całej ludzkości, przestaje być wytworem jednego małego mózgu.

. MK; Istnieją różne typy wizji. Dla przykładu szamani amazońscy opowiadają, że “podróżują” do wielkich miast świata. Czy to znaczy, że oglądają prawdziwy Paryż lub Nowy York?

LEL: Nie potrafię odpowiedzieć ponieważ, po pierwsze, opisy jakie nam dają nie wskazują konkretnych obiektów. Wielokrotnie rozmawialem z szamanami, którzy mi mówili, że byli w jakimś mieście z autobusami, samolotami, kościołami. Ale oczywiście: czym dokladnie było to, co widzieli? Nie jesteśmy w stanie narysować lub opisać w sposób konkretny tego, co zobaczyli. Ale, co ciekawe, na przykład wiele razy krajowcy zamiast mówić “wieczorem napijemy się ayahuasca”, mówią “obejrzyjmy miasta”. Wydaje się, że podróż poza Amazonię, do miast zewnętrznego świata, jest dość częsta.

MK: Inny rodzaj wizji, malowany przez peruwiańskiego szamana, Pabla Amaringa i opisany przez Pana w waszej wspólnej książce, przedstawia selwę z drzewami, lianami i innymi roślinami, ale zaludnioną przez rozmaitość istot duchowych, Panów i Panie roślin, a także dusze zmarłych ludzi.

LEL: Sadzę, że te wizje są dowodem koncepcji świata całkowicie odmiennej od zachodniej: dla nich wszystko jest inteligentne. Rośliny mają inny wymiar. Powiadają, że każda roślina ma swoją “matkę”, ducha, który jest poza każdą rośliną i który w wizjach objawia się antropomorficznie, aby pozwolić na komunikowanie się z nim, aby móc go rozpoznać. Z drugiej strony, miałem doświadczenia, gdzie widziałem istoty niekoniecznie w postaci antropomorficznej, ale w jakiś sposób rozpoznawałem, że tam są. Można mieć wrażenie, że jest jakby oko, ale to oko może być rozproszone przestrzennie, wiesz, że jest oko, ale nie potrafisz go umiejscowić. Może być głos, ale nie ma ust, chociaż przywykliśmy myśleć, że aby był głos powinny istnieć usta, które mówią. Pablo Amaringo maluje królów i księżniczki, żyjących wewnątrz roślin. Może duchy roślin przybierają takie postaci, aby pozwolić się ujrzeć i porozumieć się z nimi?

MK: Czy sądzi Pan, że duchy zmarłych, które pojawiają się w wizjach są prawdziwymi duchami zmarłych ludzi?

LEL: Znowu wchodzimy w kwestie ontologiczne. W istocie nie możemy powiedzieć z całą pewnością, że istnieje życie po śmierci. Możemy wierzyć, że jest, możemy pragnąć, aby było i aby duch i świadomość przeżywały. Możemy mieć różne teorie na ten temat, ale nie możemy mieć pewności. Moglibyśmy jednak rozważać życie po śmierci nie tylko jako byt ontologiczny, ściśle określony, ale jako rodzaj pakietu informacji. Być może nie zostaje on kompletnie zniszczony wraz ze śmiercią, ale w jakiś sposób trwa w innej postaci i nawet w sposób dość precyzyjny.

Niedawno odbył się interdyscyplinarny kongres na temat świadomości. Mówiło się tam o odkryciu, że jeśli wyjmie się wirusa z jego płynnego środowiska, to i tak informacja o nim pozostaje w tym płynie. To by oznaczało, że wykorzystując tę informację, wirusa można by odtworzyć. Wniosek jest taki, że chcąc skutecznie zniszczyć wirusa, trzeba go zabić razem z jego otoczeniem, w którym jest informacja.

Pływamy w oceanie informacji. W każdej z naszych komórek mamy DNA, na podstawie którego można podwoić nasze ciało. Jeśli można tego dokonać na poziomie komórek, to dlaczego nie także na innych poziomach? Jeśli się okaże, że rzeczywistość ma naturę holograficzną, to przeszłość, teraźniejszość i przyszłość mogą stać się w jakiś sposób dostępne. Kontakt z duchami zmarłych można by interpretować z takiej perspektywy.

MK: Jeszcze inny rodzaj wizji jest czysto symboliczny…

LEL: Te symbole są z pewnością związane z naszym życiem, naszą kulturą, naszym otoczeniem fizycznym, geograficznym. Tak jak w snach, to, co nas otacza może przemawiać w sposób symboliczny i trzeba się starać zrozumieć kody.

image

obraz Pablo Amaringo

MK: Wydaje się, że ta ukryta przestrzeń otwiera się nie tylko po spożyciu roślin psychotropowych, ale także w niektórych snach.

LEL: Tak, tak! Sądzę, że rzeczywiście wszyscy podróżujemy w tym sensie każdej nocy. To, czego nie rozwinęliśmy, przynajmniej w naszej zachodniej kulturze, to metody odzyskiwania informacji, które się nam ukazują w snach, metody zapamiętywania i interpretowania tego, co śnimy. Brutalnie przerywamy sny rano, włączając budzik, który nagle przerywa połączenia neurologiczne, właściwe temu stanowi świadomości. Pijemy kawę, zaczynamy pracować i nie mamy żadnej instytucji czy obyczaju kulturowego, który by nam pomógł, rozmawiać o snach, analizować je. Ucinamy i całkowicie je zapominamy. Dlatego, w jakiś sposób, odcięliśmy związki z wielką częścią naszej nieświadomości. Inne kultury, dla odmiany, wydają się kultywować sny. Tak dzieje się lub działo u aborygenów australijskich, którzy kultywują dream time, “czas snu” , co jest bardzo ważne. Być może, my także wchodzimy do tego samego miejsca, tylko tego nie pamiętamy.

W wielkiej mierze dzięki Stevenowi Labarge wiemy dzisiaj, poprzez staranne eksperymenty, że tak zwane “sny świadome” rzeczywiście istnieją. Są osoby mające zdolność śnienia na jawie. Zresztą wielu z nas miało jakieś epizody, w których wiedzieliśmy, że śnimy. Podczas snu, w fazie REM (rapid eye movement), system motoryczny nie działa, jesteśmy “odłączeni” od naszego ciała, ale oczy mogą się poruszać. Tak więc można uzgodnić z eksperymentatorem sygnalizowanie oczami, że jest się świadomym. Osoby z taką zdolnością informują o podróżach bardzo podobnych do tych, szamańskich, o odwiedzaniu dziwnych miejsc, innych światów, kontaktach z innymi bytami… Myślę, że wszyscy mamy takie zdolności. Pozostaje tylko kwestia nauczenia się odpowiednich technik, aby uzyskać dostęp do tych informacji.

MK: Czy wizje mają objektywną wartość poznawczą? Wiemy już, że utwieraja tajemnice świata duchowego, ale czy mogą także nauczyć nas czegoś o procesach i strukturach świata materialnego? Jak pisze Benny Shanon w swojej książce „The Antipodes of the Mind”, częste są wizje struktur submikroskopowych czy modeli matematycznych…

LEL: Jestem absolutnie przekonany, że jest to możliwe, a nawet usiłuję przekonać grupę naukowców, aby się tym zajęli. Myślę, że istnieją wielkie możliwości użycia na przykład ayahuaski czy innych roślin psychointegracyjnych jako instrumentu rozwiązywania problemów. Jednak trzeba wejść w odpowiedni kontekst, mieć cierpliwość i poświęcić czas, jakiego ta droga komunikacji wymaga. Małe grupki naukowców mogłyby użyć którejś z tych roślin podczas specjalnych sesji, aby się przekonać czy potafią uchwycić trudny problem z innej perspektywy, a nawet spróbować odcyfrować przekazy, które mogą się ukazywać w sposób niekoniecznie matematyczny czy dokładny, ale symboliczny, jak to się dzieje w snach. Przypomnijmy, że chemik Friedrich August Kekulé odkrył kolistą strukturę molekuły benzenu gdy przyśnił mu się Ouroboros, wąż, który połyka własny ogon.

Myślę, że ten typ badań można by realizować w sposób systematyczny i ostrożny, sposób, pozwalający rzeczywiście, naukowo, potwierdzić, że jest to możliwe. Jestem całkowicie przekonany, ale konieczne jest przezwyciężenie pewnej ilości przesądów kulturowych. Prawdziwy naukowiec powinien być otwarty na takie możliwości. Mam zawsze problem: gdy mówię o roślinach świętych, naukowcy odnoszą się do nich jak do narkotyków. Ale te rośliny święte, jak ayahuasca, San Pedro i grzyby, były obecne w kulturach od tysięcy lat. Nie mają szkodliwych efektów jeśli zażywane w odpowiednim kontekście. I w żaden sposób nie powodują uzależnienia. Zachodni koncept “narkotyków” jest czymś nowym. Wielokrotnie jest omyłkowo wiązany z roślinami uważanymi przez inne kultury za święte. Rośliny te otworzyły drogę koncepcji świata dużo głębszego, ponieważ mają zdolność łączenia nas w sposób głęboki z przyrodą, która sama jest uważana za świętą.

Tak więc konieczne jest, aby krok za krokiem usuwać przesądy ideologiczne i religijne. I w sposób prawdziwie naukowy (który wymaga osobistego doświadczenia ponieważ chodzi o badanie świadomości) poznawać mechanizmy wchodzenia do tych niezwykle pięknych wewnętrznych światów. Konieczne jest, aby przynajmniej niektórzy naukowcy potraktowali na serio możliwość, że takie mechanizmy poznawcze rzeczywiście istnieją.

Gdy odnoszę się do takiego typu poznania, w którym działający uczestniczyłby w jakiś sposób w sferze poznawczej innych organizmów, albo “przeistaczając” się w nie (inaczej: przenikając ich świat poznawczy) albo przywłaszczając sobie pewne ich właściwości, używam terminu “epistemologia radykalna”. W rzeczywistości chodzi o poznanie “szamańskie”, termin, który niestety jest dziś używany nadmiernie i bez potrzeby. Jest to poznanie najszersze ale zarazem mniej dostępne, ponieważ wymaga pewnej dyscypliny. Jest też mniej precyzyjne w porównaniu z zachodnią metodą analityczną, która dzieli obiekty na części, aby badać ich mechanizmy, w końcu też docierając do równie ezoterycznego świata sił elementarnych i równań matematycznych, usiłujących objaśnić ostateczną naturę tego, co istnieje. Ede Frecska określa te dwa podejścia jako “wizję peryferyjną” wobec “wizji skupionej”. W istocie są one komplementarne.

MK: Jakie mogą być implikacje filozoficzne uznania, że ta ukryta przestrzeń informacji istnieje?

LEL: Sądzę, że gdy tylko naukowcy i filozofowie, rozmyślający o naturze rzeczywistości, sami posiądą takie doświadczenia, zrozumieją jak olbrzymie możliwości one niosą. Wierzę, że nasze wyobrażenie o rzeczywistości wzbogaci się niezwykle. Problemem jest istnienie olbrzymiej ilości przesądów, według których istnienie takiej ukrytej przestrzeni jest niemożliwe. A ponieważ myśli się, że nie jest możliwe, dochodzi się do wniosku, że nie warto podejmować badań. Jest to działanie absolutnie antynaukowe. Prawdziwy naukowiec musi starać się zobaczyć to, co jest, także używając pryzmatu innych tradycji kulturalnych. Nie powinien zamykać się w jednej idei rzeczywistości. Znałem wielu ludzi, którzy mieli te doświadczenia i zdali sobie sprawę, że istnieją także inne światy. Akceptowanie tradycyjnego myślenia zachodniego, jako jedynej metody epistemologicznej, byłoby jak zamiar opisania całego domu przez kogoś pozostającego w jednym pokoju, jakkolwiek obszerny by nie był! Można go opisać drobiazgowo i tak doskonale, że zaczyna się myśleć, że jest jedynym jaki istnieje. Dopiero gdy otworzy się drzwi, okazuje się, że jest coś nieskończenie większego.

Myślę, że zamiast spekulowania, potrzebujemy doświadczenia. Gdy raz ma się doświadczenie można próbować zastosowania metod tradycyjnych do nowo zyskanej wiedzy i wtedy przekonać się, czy można pojąć wiecej. Sądzę, że w tym przypadku praktyka powinna wyprzedzać spekulacje. Trzeba doświadczać i później próbować objaśniania.

MK: Dr Luna, serdecznie dziekuję za tę tak bardzo pouczającą rozmowę!

Tekst był pierwotnie opublikowany przez Nieznany Świat.

POLENTA NA DZIKO

i nowe kulinarne pomysły w lipowym domu. Bo wraz z wyczerpaniem się  Pierwszych zeszytów z przepisami, wyczerpało się tez nasze oddanie dla potraw, które dotąd gotowaliśmy. Tak to już jest, wszystko się kiedyś wyczerpuje…I dzięki temu jest czas na nowe!

image

Przepis nie jest naszym wynalazkiem, zaczerpnęliśmy go z fantastycznej książki Nicoli Graimes “ Kuchnia wegetariańska”. Natomiast w wykonaniu Macieja przechodzi transformacje i ciągle się zmienia. Teraz ewoluuje w polską wersję z suszonymi śliwkami i grzybami.

Pierwowzór wyglądał jednak tak:

Warzywa

100ml oliwy

400g pokrojonych na ćwiartki szalotek

1 bakłażan, pokrojony na kawałki na jeden kęs czyli ok 2X2 cm

1 fenkuł, pokrojony w pióra

3 łyżki soku jabłkowego

1 łyzka octu balsamicznego

1 łyżeczka brązowego cukru

sól, pieprz

Polenta

175g kaszki kukurydzianej

40g masła

½ szklanki parmezanu

1. oliwe rozgrzewamy na ogniu, dodajemy szalotki, smażymy, dodajemy bakłażana  fenkuł. Przykrywamy pokrywka i dusimy ok 25 min

2. do warzyw dodajemy sok jabłkowy i ocet balsamiczny, cukier, sól i pieprz. Gotujemy dalsze 10 min aż ocet odparuje

3. w czasie, kiedy dusimy warzywa przygotowujemy polente. Do 3.5 szklanki gotującej  wody, wsypujemy kaszkę i cały czas mieszamy. Gotujemy 5 min aż polenta będzie gładka i kremowa. Dodajemy masło i parmezan.

4. wylewamy polente na półmisek i dookoła układamy warzywa. Maciej posypuje całość koprem włoskim.

image

Swoją drogą z książkami kucharskimi jest teraz tak, że zdjęcia zastępują treści i ze świeczką szukać pozycji, które rzeczywiście wnoszą w nasze kulinarne życie autentyczny blask. Moda ta udziela się tez na blogach – już nie zamawiam via internet polecanych przez najlepsze nawet blogi pozycji. Po wyrzuceniu pieniędzy na tytuły typu “Zdrowa kuchnia prosto z targu” nabrałam ostrożności i długo wertuję książki zanim je kupie.

I chyba nie dotyczy to tylko działu kulinarnego – świat, przynajmniej ten, który można nabyć na drodze kupna, jawi mi się coraz bardziej jako obrazkowa propozycja dla niepiśmiennych. Ma to jedną podstawową zaletę – coraz mniej go potrzebuję. Cały czas jednak kocham świat liter, które układają się w zdania, te z koleji w rozdziały, a rozdziały w sensy.