Żurawina czy brusznica?

sama nie wiem… staram się ustalić i jeśli się uda podziele się wynikami badań. Panie, które przynoszą mi żurawinę w ilościach hurtowych zaklinają się, że to właśnie ona – a nie jakaś tam borówka. Zbierają ją na bagnach. Byłam z nimi kiedyś to wiem jaka to straszna robota: po chwili człowiek jest przemoczony, w butach chlupie, kolana zziębnięte…Ziemia na tych bagnach czarna, torfowa, taka jaką żurawina lubi najbardziej. Z drugiej strony jednak nie widziałam nigdy leżących koło siebie żurawiny i brusznicy więc choć wiem, że ta pierwsza ma prawie dwukrotnie wieksze owoce, to nie ma tego jak porównać. Może najprościej będzie pobiec w Warszawie na targ i raz na zawsze rozwiać wątpliwości…

Tak czy owak, owoce które miałam potraktowałam zgodnie z przepisem znalezionych w internecie (podobno pierwotnie przepis pochodził od Olgi Smile ale nie tropiłam jego drzewa genealogicznego) , który po mojej modyfikacji wygląda tak:

1 kg opłukanej żurawiny

3 pomarańcze

szklanka miodu

szklanka cukru

łyżka ziaren kolendry utłuczonych w moździeżu

łyżeczka soli

Prawie całą żurawinę (pozostawiłam garstkę) mielę w maszynce na grubych oczkach (konkretnie w elektrycznej maszynce do mielenia mięsa). Malakser rozbił żurawinę na miazgę a ja wolę grubsza strukturę.

image

lubię mrok tego zdjęcia…

Pomarańcza parzę wrzątkiem, obieram, usuwam białą część między miąższem a skórką i mielę w maszynce – skórkę i owoc. 

Wsypuję cukier, wlewam miód, dodaję kolendre i sól i gotuję ok. godziny. Po tym czasie dorzucam pozostałe całe owoce bo lubię jak żurawiny pękają podczas gryzienia, gotuję jeszcze pół godziny. Zostwiam na noc. Rano zagotowuje i wkładam do słoików. Pasteryzuję 20 min. Bardzo zasmakowała mi kolendra w tej wersji.

Cześć zrobiłam jednak w klasycznym już wydaniu – z gruszkami

image

Na 1 kg żurawiny dałam 3 twarde gruszki i pół kilo cukru. Z przypraw goździki i cynamon. Podobnie jak w poprzedniej wersji cześć żurawiny zmieliłam a cześc dodałam póżniej. Gruszki pokroiłam na kawałki 1.5X1.5cm i dodałam razem z całymi żurawinami do konfitury, która gotowała sie od godziny.

Z żurawinami u nas na Mazurach jest jeden problem – zbierane sa najszybciej jak sie da – aby inni nie ubiegli. Tak jest z całym runem leśnym, bo jest to w sezonie duży zastrzyk gotówki. Wiadomo, ze żurawina najlepsza jest po pierwszych przymrozkach. U nas jednak nigdy ich nie doczeka. Dlatego częśc jej zamroziłam i mam nadzieje, ze właśnie z tej przemrożonej wyjdą najaromatyczniejsze konfitury. Poza tym będzie więcej czasu aby je dopieścić…od czerwca bowiem czyli od truskawek wiecznie coś wekujemy. Cóż jednak zrobić na te poznańskie korzenie, nic zmarnować sie nie może…i co ja tu wypisuję o czerwcu? Przecież już w maju zbieramy mniszka a na spacer zabieramy foliowe torebki – a nuż pojawił się młody szczaw na łąkach?

I choć wygląda to na fioła (przecież jak człowiek wypatruje listków szczawiu w trawie to żadna rozmowa się nie klei, zaden wątek sie nie utrzyma a co dopiero gdy zacznie liczyć kwiaty mlecza ) lubię to wariactwo z domu wyniesione. Jestem wtedy z Nimi, a właściwie One sa ze mną – Kobiety z mojej Rodziny – Mama i Babcia, połączone charakterystycznym zgarbieniem pleców i skupieniem gdy cos na kuchni bulgocze. I uśmiecham się do Nich nie tylko wstecz ale i w przód: w tym roku śliwki wręcz zasypały moją starszą Córkę…

image

lipowy dom 2009 – moja Mama i moje Córki robią babkę cytrynową

image

płyniemy na ostatnią wspólną “przeprawę”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s