Enlightenment Intensive cz.2, tekst Krzysztofa Wirpszy

Idea Enlightenment Intensiva (dosł. Intensywnego Treningu Oświecenia) powstała w Santa Cruz w Kali­fornii w 1968 roku. Jej ojcem był Charles Berner – pasjonat samorealizacji, który większą część życia spędził na testowaniu technik samopoznania pochodzących z rozmaitych ścieżek, głównie pod kątem ich przydatności w wywoływaniu satori.

image

Charles Berner

Berner zastanawiał się, w jaki sposób do­świadczenie satori można przybliżyć zwykłemu człowiekowi, takiemu, który -co zrozumiałe – nie ma czasu na wielolet­nią praktykę medytacji. W Enlightenment Intensive
Berner połączył dwie popularne idee: samodzielnej kontemplacji koanu, czyli mistycznego problemu-zagadki, znanej m.in. z zeń – z popularną w psychoterapii ideą komunikacji werbalnej. W zeń adept kontempluje niewysłowiony fakt swej jaźni. W psychoterapii pacjent opowiada o własnych problemach, postawach i wspomnieniach.

Kojarząc podejście wschodnie z zachodnim, Berner wzboga­cił komunikację o element cichej reflek­sji, która wydobywa z dna umysłu to, co ukryte. Kontemplacja przesuwa cel terapii z czasowej ulgi, jak w psychoterapeutycz­nym wygadaniu się, na doświadczenie głębokiego źródła naszej samoświadomo­ści. Choć takie postępowanie może po drodze ujawniać obszary trudne, nieznane i niewygodne dla umysłu, kierujemy się tu logiką, że zmiana u źródła powinna dać lepszy globalny efekt niż dokonywana na powierzchni.
Enlightenment Intensive to trzy dni pracy z pytaniem (koanem) Kim jestem? Technika ta, znana od przynajmniej 7 tysięcy lat, doprowadziła do oświecenia wielu ludzi. Jej współczesny apologeta, indyjski świę­ty i jogin Ramana Maharishi zalecał za­dawanie sobie pytania Kim jestem? jako najskuteczniejszy sposób na osiągnięcie głębokiej samorealizacji. Podobnie wy­glądało to w zeń, w obrębie którego koan Kim jestem? przez stulecia zgłębiali me­dytujący mnisi.
Tak naprawdę trudno sobie wyobrazić właściwą odpowiedź na to pytanie. Na co dzień identyfikujemy się bowiem z tysią­cami postaw, przekonań i stanów, zaś py­tanie Kim jestem? ma jedynie za zadanie dostrzec – i pominąć – cały ogrom defini­cji siebie, z którym na co dzień się utoż­samiamy. Chodzi o to, aby rozpoznać, że definicje je są fałszywe. Przeglądając je po kolei, tak jak przegląda się zawartość szuflady, zdajemy sobie sprawę z ich prowizoryczności, a zatem i nieprawdziwości.
Koan Kim jestem? pomaga więc nie tyle odkryć jedynie słuszną definicję. co rozpoznać i odrzucić wszystkie błędne. Ostatecznym celem jest tu
doświadczenie siebie samego naprawdę, czyli bezpośrednio.

To właśnie nazywane jest oświeceniem.
Na Enlightenment Intensive pracujemy z koanem Kim jestem?, lecz zamiast czy­nić to samodzielnie (co jest bardzo trudne), uczestnicy pracują ze sobą nawzajem. W ten sposób dynamika stosunków międzyludzkich zostaje zaprzęgnięta w służbę medytacji i skupiona na pytaniu. Umożliwia to kwantowy skok świadomości, który w klasycznej medytacji wydarzą się za­zwyczaj dopiero po kilku latach.
Jak to wygląda w praktyce? Podczas tre­ningu jego uczestnicy przez trzy dni pracu­ją w parach (diadach). Kontemplują to, kim są i przekazują rezultaty tej kontem­placji partnerowi. Potem słuchasz, a twój partner kontempluje i komunikuje tobie. Partnerzy nie komentują nawzajem swoich komunikatów. Trening obejmuje udział w trzydziestu czterech diadach, z których każda trwa czterdzieści minut, przy czym partnerzy diad zmieniają się. tzn. za każ­dym razem pracuje się z kimś innym. Powoduje to, że ów proces nie jest nużący – samo słuchanie kilkunastu różnych ludz­kich legend, jedna po drugiej, przeplatane odkrywaniem własnej legendy, utrzymuje uwagę w napięciu, podobnie jak zmienia­nie kanałów w telewizji, albo surfowanie po internecie.
W trakcie diad doświadczasz, jak ostrze uwagi zagłębia się w materii umysłu, która zdaje się mieć określone warstwy i poziomy. W czasie słuchania uwaga na­pełnia się siłą zaciekawieniem i przejrzy­stością. Zdobytą w ten sposób energię -gdy przyjdzie nasza kolej w diadzie, i gdy to my będziemy musieli nazwać to, kim, naszym zdaniem, jesteśmy – możemy za­stosować do wyraźnego i precyzyjnego nazywania rzeczy po imieniu.
Jednak taka wzajemna psychoterapia nie jest sama w sobie celem treningu. Nasze problemy, sukcesy i wizje, różno­rakie aspekty osobowości wypływające na wierzch z głębin w odpowiedzi na py­tanie Kim jestem? – to treść umysłu. W treningu zaś ostatecznie chodzi o to, aby poza tę treść wykroczyć. Identy­fikacja z nią, jakkolwiek byłaby ona piękna lub głęboka, stanowi przeszkodę. Mistycy powiedzieliby, że to, co można nazwać, nie jest ostateczną prawdą, lecz jedynie jej naszą ludzką wersją. Rzeczy­wista prawda o nas istnieje poza słowami -jest doświadczeniem bezpośrednim. To właśnie takie doświadczenie – w odróż­nieniu od wszelkich „historii", jakie opo­wiada umysł – usiłujemy uchwycić w trakcie Enlightenment Intensive. Zatem Kto myśli? Kto pragnie? Kto jest świadomy?
Można by zastanowić się, czy zastoso­wanie tego swoistego umysłowego tricku, jakim jawi się oświecenie, jest w stanie dopomóc nam w życiu, a jeżeli tak, w ja­ki sposób? Istnieją w tej mierze trzy ro­dzaje ludzi i trzy sposoby pomocy.
Pierwszą grupę stanowią osoby z wymyślonymi pro­blemami. To ci, którzy żyją w oparciu o swoje wew­nętrzne, psychologiczne kło­poty. Inni mówią im: Ee, to nic, nie przejmuj się, oni jednak nie potrafią tak rea­gować. Funkcjonują w świe­cie depresji, nerwicy i traumy, które mają nad nimi władzę, choć są w dużej mierze ich własną kreacją. W przypadku tego typu ludzi oświece­nie działa jak lampa zapalona nocą w dziecinnym pokoju. Rozjaśnia fał­szywe stereotypy, sprawiając, że staje­my się promienni i niezależni od nało­gów umysłu.
Druga grupa to osoby z autentycznymi problemami. Ich źródłem nie wydaje się być psychika, ale przejawiają się one na ze­wnątrz jako obiektywnie istniejące prze­szkody Takim ludziom oświecenie po­maga jak halogen skierowany na roboty drogowe. Potrzebna jest tu jasność, podpo­wiadająca dobre pomysły na roz­wiązania oraz ukazująca sytuację we właściwym świetle. Uświada­miając dokładnie to, co jest do zro­bienia, oświecenie może zwiększyć wydajność i kreatywność ich pracy. Wreszcie trzecią grupę tworzą ci, którzy twierdzą, że problemów w ogóle nie mają. To ludzie, któ­rych życie przebiega gładko, a umysł funkcjonuje bez zarzutu. Są usatysfakcjonowani i nie ocze­kują więcej. Oni jednak również mogą skorzystać z dobrodziejstw samorealizacji. Ich problemem bowiem – często nieuświadomio­nym – bywa pewna powierzchow­ność wynikająca z braku pogłębionej wrażliwości. Wiecznie promienni są ma­ło romantyczni i – choć popularni – mają trudność z odkryciem w sobie ciepła. Oświecenie działa tu jak ogień kominka. Zwracając uwagę wspomnianych osób na to, kim naprawdę są, może zachęcić do uwolnienia się od barwnych stereoty­pów i uczynienia siebie bardziej auten­tycznymi oraz ludzkimi.
Choć oświecenie doświadczone na tre­ningu ma bezpośrednie przełożenie na codzienne życie, nie jest jednak końcem drogi.
To prawda, Budda, Ramana Maharishi, Osho i wielu innych doświad­czyli tego samego oświecenia. Głębia ich ostatecznego przebudzenia była jednak daleko większa choćby dlatego, że zaw­dzięczali ją mnóstwu pomniejszych oświeceń doświadczonych wcześniej. Wi­dać to na prostym przykładzie. Jeżeli w brudnej szybie przetrzemy okienko, wi­dzimy to samo słońce, które pojawi się, gdy umyjemy całą szybę.

Święci oczyścili tak wielką część umysłu że ich przebudzenie stało się trwale obec­ne, jak światło w umytej szybie. Podobne dokonanie wymaga zazwyczaj poświęce­nia życia na wytrwałą praktykę.
Oświecenie przypomina więc przetarte w szybie okienko. Nie jest ono trwałe, oferuje jednak wspomnienie wolności i szczęścia, które daje nadzieję rzeczywi­stej przemiany na lepsze. W stanie oświe­cenia problemy bledną, a z podwyższonej energii możemy korzystać bez przeszkód. Z tego miejsca – niezależnie od sytuacji -życie staje się nieprzerwanym odkryciem, źródłem ekscytacji, a zarazem pewnością i spokojem. To praktyczny haj, który wca­le nie musi odrywać nas od codziennych zadań. Może natomiast – jeśli mu pozwo­limy – tak pokierować naszym życiem, że nabierze ono sensu oraz pełni, o jakich dotąd mogliśmy jedynie marzyć.

Krzysztof Wirpsza

image

image

imageimage

W kursie EI można uczestniczyć w lipowym domu, nie potrezba mieć wcześniejszego przygotowania czy doświadczenia w medytacji. Trzeba mieć potrzebę i wolę aby usiąść na trzy dni z zapytaniem KIM JESTEM?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s