Archiwa miesięczne: Styczeń 2014

Ślepe ryby czyli najszybsza zupa jaką znamy

ŚLEPE RYBY czyli rzadkie pyrki!
Tak ,tak, tak nazywa się ta najszybsza zupa świata
kto z Poznania ten wie i przepada – tak jak my – gospodarze lipowego domu, Poznaniacy z urodzenia miłośnicy sosów, śmietanki, pyrów z gzikiem, popołudniowej kawki z ciasteczkiem (ostatnio herbatki ale to ciasteczko jest istotą, jest kluczem, zaklęciem bo gdy słyszymy – to przyjdź na kawę – to o ciasteczko właśnie chodzi) sznytek i klymek.
A nazwa zupy pochodzi od jej postnego charakteru, wegeterianskiego z natury – nigdy nie była gotowana na mięsie więc nie miała ok:)
Miejcie na nią oko bo jest pyszna, szybka, łatwa aromatyczna, tania i sycąca. Po prostu idealne danie.
A oto przepis na 2 osoby (ilości zależą od wielkości warzyw, jak ugotujecie raz, wszystko będzie jasne) :
– 4-6 ziemniaków
– 1-2 marchewki
– 1-2 cebule
– 2 łyżki masła
– kwasna śmietana
– koperek
no i sól rzecz jasna
Ziemnaki i marchewkę gotujemy w litrze wody. Cebule kroimy w pióra i szklimy na masełku. Dodajemy do warzyw, solimy. Miksujemy całość lub przecieramy przez sito (lepiej łapką nie w blenderze bo to nie ma być kompletna papa). Doprawiamy śmietaną, posypujemy koperkiem, podajemy z grzankami.

image

Najpiękniejsza książka i naleśniki

Którą  przeczytałam w 2013 to Italo Calvino „Jeśli zimową nocą podróżny”.  Książka niezwykła, o której trudno pisać, bo treść nie jest jej istotą. Książka o książce, pisanie o pisaniu, pudełeczko w pudełeczku. Zachwyca i woła z półki już poprzez swoją okładkę a kiedy zaczynasz czytać nie możesz przestać. Rzecz jest o Tobie czytelniku, Ty jesteś podmiotem, z Tobą bawi się autor.  Sięgasz po książkę, która okazuje się wadliwie wydana, w momencie gdy dajesz unieść się wydarzeniom, opowieść jest przerwana, żle zszyte kartki w introligatorni, nakład, który nie powinien zobaczyć światła  dziennego.  Jedziesz do księgarni aby wymienić swój wadliwy egzemplarz, pałasz  z niecierpliwości aby podjąć urwany wątek. Jestes bezbronny i uwikłany w następne historie, którym nie możesz się oprzeć i które jak i pierwsza urywają się w chwili gdy Twoje palce coraz zachłanniej przerzucają kartki. Czułbyś się nawet oszukany, wykorzystany i porzucany, gdyby nie  to co dostajesz w zamian – kunszt i mistrzostwo, wspaniałe dzieło Geniusza.

Więcej zdradzać nie można. No może tylko to jeszcze, że jest Czytelnik i jest Czytelniczka:) 

Podobno wiele w tej pięknej książce odniesień do literatury, filozofii a nawet nauk ścisłych. Nie wiem, nie znam sie na tyle by móc te tropy śledzić, by rozwkłać zagadki, ba…by chociażby być świadomą, że takie się kryją gdzieś w słowach i watkach. Widoczne sa jednak style, które po mistrzowsku naśladuje Calvino, czasem miałam wrażenie, że przecież znam ta powieść, znam to pióro. Ale to dobry powód aby do książki wrócić.

Kiedyś przeczytałam gdzieś takie zdanie, że podróże kształcą tylko wykształconych. Chyba to od Łysiaka pochodziło, nie pamietam. Zafascynowało mnie wtedy takie podejście, dziś się z nim nie zgadzam, ale z całą pewnością wyraża ważny aspekt podróżowania. Z literatura jest podobnie. Czasem mam wrażenie, ze to jedna niekończaca sie opowieść, dialog, gwar i im więcej przeczytałes tym więcej masz rozmówców (słucham was słucham wewnętrzne głosy:)

To pomieszanie, w które mnie wprawił Calvino zagnało mnie do kuchni, gdzie z lubością oddałam się czynności, która jest pewna i prosta i nieodmiennie przywraca poczucie bezpieczeństwa – zaczełam piec naleśniki. Ooojeje

image

naleśniki jak się smaży każdy wie – szklanka mleka, pół szklanki wody, 2 całe jajka, trzy szczypty soli, tyle mąki aby po zmiksowaniu ciasto lało sie jak naleśnikowe:). Dobrze, zeby chwile postało.

To co w moich ukochanych naleśnikach jest poezja to nadzienie i sposób podania.

Nadzienie z sera

– ser biały, ok. 0.5kg, od biedy taki jaki mamy  ale najlepiej twaróg klasyczny, nie mielony, półtłusty albo tłusty. Przeciskam go przez ręczną praskę, aby pozostał grudkowaty.

– 3 jajka – rozdzielone białka i żółtka

– 6-8 łyżeczek cukru

– cukier waniliowy

– garsć rodzynek – zalewam je wrzatkiem aby napęczniały i potem odcedzam na sitku

Z żółtek i cukru ucieram kogel-mogel. Łączę z serem. Ubijam piane z białek, dodaje do masy. Na końcu dosypuje rodzynki.

Wcześniej upieczone naleśniki smaruję z jednej strony, zwijam i podsmażam na masełku. No tak, niestety. Podaję z gęstą, kwaśną śmietaną. No tak, tak – TAK!

 

Chleb na zakwasie

własnego wypieku oczywiście! Bo trzeba przyznać, że to co do niedawna było wyrafinowanym powrotem do wiejskich korzeni (naszych wspólnych:) stało sie modą i teraz w każdym prawie sklepie dostać można przeróżne chleby według starych receptur. I to jest oczywiście dobre rozwiązanie, kiedy nie mamy czasu ani warunków dla własnych wypieków. Trzeba sie jednak liczyć z kosztami 15 – 18 zł za kg.

A ostatnio w zdumienie wprawił mnie chleb w cukierni na Dąbrowskiego w Warszawie, gdzie sprzedaja chleb bez grama mąki – same nasiona! Kosztuje ten smakołyk 21 zł za kg i dla mnie jest raczej forma ascetycznego deseru, poniewaz ma lekko słodkawy smak.

Wracając jednak do naszych lipowych specjałów, mistrzynią jest Pani Iwonka, która wyspecjalizowała się w chlebie – można go u Niej zamówić.

image

Oto nasz przepis podstawowy na 3 bochenki

•    1.5 kg mąki – ja mieszam żytnią razową typ 2000, orkiszową i pszenną z pełnego przemiału.
•    1 szklanka otrębów

•    1 szklanka płatków owsianych

•    1 szklanka siemienia lnianego

•    1 szklanka pestek słonecznika

•    3 łyżki soli

•    3 łyżki zakwasu – najlepiej dostać od
zaprzyjaźnionej osoby

•    ok. 1 -1.5 litra wody – tyle aby ciasto miało konsystencję bardzo gęstej śmietany albo półpłynnego kisielu.
Wszystkie pozostałe składniki zależą od upodobania i smaku – można dodać pestki dyni, czarnuszkę, kmi- nek, orzechy, żurawinę, cebulę…
Składniki łączymy ze sobą w dużej misce i mieszamy drewnianą łyżką do uzyskania jednolitej masy. Odkładamy do słoiczka zakwas na przyszły chleb i chowamy do lodówki. 3 foremki keksowe wykładamy papierem do pieczenia, wlewamy masę – mniej więcej do 3⁄4 wysokości i odstawiamy na 8 godzin w ciepłe miejsce, przykryte serwetką. Ja robię ciasto wieczorem, zostawiam na noc do wyrośnięcia i piekę chleb rano. Wyrośnięte foremki wstawiamy do piekarnika o temp. 50 na pół godziny, potem zwiększamy temp. do 185 i pieczemy 1h 15min. Wyciągamy chleb z formy i skórkę smarujemy zimną wodą.
Czekamy choć chwilę z krojeniem aby chleb trochę przestygł!

imagerysunek Marty Maji Gierczyńskiej z naszego Pierwszego zeszytu z przepisami

zdziwienie

image

dopóki nie wpleciesz

pierwszego siwego włosa

w warkocz swojego życia

powiedzieć łatwo wszystko

pomysleć jeszcze łatwiej

bo rozbrzmiewa w nas hymn

oda własnego zdania

a potem nagle milkną hymny  i ody

kiedy dotkniesz co czyjeś kiedy dotkniesz co nie wiesz

i szanować zaczynasz uciekający kolor swoich czarnych włosów

uciekającą pewność przesuwającego się życia

i przychodzi zdziwienie

że wszystko jest Twoim udziałem

co jest udziałem innych