Archiwa miesięczne: Marzec 2014

WASHOKU – dzień trzeci: onigiri, bento i jeszcze więcej

zamiast glutenu, zamiast nabiału, zamiast tłuszczu – tak, jest coś zamiast naszych kanapeczek.

w naszych pudełeczkach bento, czyli w tym co możesz zabrac ze soba do pracy, do szkoły i gdziekolwiek sie udajesz (super opcja dla alergików, którzy nie mogą jeść na mieście) znalazły się:

onigiri – nasz chleb z masłem czyli kulki ryżowe z nadzieniem lub bez (wtedy w posypce). Ryż do nich musi być świeżo ugotowany i gorący – inaczej kulki się nie skleją. Nadzienia mogą być przeróżne, wedle fantazji. My miałyśmy: kombu posiekane (z dashi oczywiście) z pietruszką, sezamem i olejem sezamowym, pastę ze śliwki umeboshi i posiekany ukiszony daikon z sezamem.

burgery z dyni – wegańskie mini kotleciki, na jeden kęs z dyni, marchewki i tofu

surówka z ogórka i melona – świetna z nich para

fasola w glazurze z ciemnego miso

cała akcja przygotowania swojego pierwszego bento zaczęła się od rzutu oczkiem do lodówki co tam też zostało z poprzednich dni. stąd w naszych pudełeczka znalazła się fasola z dnia pierwszego, której wspaniale posłużył dressing do gotowanych warzyw z dnia drugiego.

image

image

image

image

image

image

image

image

I jakby tego było mało Misia przygotowała dla nas pyszny pożegnalny lunch

image

image

image

a wtórował temu wszystkiemu klangor – krzyk żurawi które przyleciały do nas w pierwszy dzień warsztatów.

no i takie słońce

image

bajka…

Reklamy

WASHOKU – dzień drugi kolacja

wystarczył jeden posiłek przygotowany samodzielnie (pod czujnym okiem Misi) aby na kolację pokusić się o absolutne kulinarne szaleństwo. I oto co przygotowałyśmy:

kiszonke na szybko – rzepę daikon pokrojoną w talarki wrzucamy do foliowego woreczka. Do tego dodajemy cieniutko pokrojone kombu, chilli (pare okruchów ale jak zawsze z chilli uważać), łyżeczkę soli i szczyptę cukru. Potrząsamy wszystkim aby dobrze sie wymieszało i na 2h do lodówki

warzywa na parze – my użyłyśmy dynię (Kabocha, hokaido) i fasolkę mamut. Na zdjęciu wygląda to bardzo prozaicznie ale cały bajer jest w dressingu, który jest mieszanką ciemnej pasty miso, masła orzechowego i …dashi

dendaku czyli bakłażan zapiekany z miso – bakłażan podsmażony na patelni zapiekany w glazurze z białego miso, sake i mirinu.

sałatkę octową – mała rzecz a cieszy – ogórek, pomidorki cherry, rzodkiewka, wodorosty akame w zalewie z dashi z dodatkiem octu ryżowego i cukru

i danie wymagające i kapryśne – GOMATOFU, czyli świąteczny pudding świątynny – w swiątyniach sa tury ucierania sezamu na pastę. My poszłyśmy troche (haha) na skróty i użyłyśmy tahini. Ale i tak zmieniałyśmy się przy mieszaniu bo ręka mdleje. To fragment z zapisków – kładziemy na mały ogień, mieszamy, jest dobrze, robią się grudy, mieszamy, jest dobrze, robią sie grudy, zważyło się!!! nie panikujemy, nie zrażamy się, mieszamy, taka jest praktyka…“

zaczęłyśmy jak zwykle od zrozumienia całości – dokąd zmierzamy?

image

był czas na pytania i podział zadań

image

image

Gwóźdź programu, GOMATOFU. Agnieszka miesza…

image

Napięcie rośnie, Misia miesza. I ja tam byłam i z nimi mieszałam i mieszanie dla historii utrwalałam

Całość wyglądała tak

image

image

image

image

image

A to joga zapracowanej gospodyni

image

o i ja się nawet znalazłam

image

WASHOKU – dzień drugi lunch

rozpoczęłyśmy kleikiem z czarnego ryżu. Był pyszny ale niefotogeniczny. Czarny ryż na tą potrawę, która jest śniadaniem codziennym w buddyjskich światyniach, moczy się na noc a potem gotuje przynajmniej przez dwie godziny. My cieszyłyśmy się wersją hedonistyczną – z bananami, daktylami i mleczkiem kokosowym. Było pyszne. Wersja ascetyczna to kleik z ciemna pasto miso i garścią zieleniny.

Po śniadaniu zabrałyśmy się niezwłocznie do pracy – przygotowania naszego lunchu.

image

Gotowałyśmy swoją pierwszą miso soup. Jej podstawą jest dashi (bulion z wodorostów kombu i grzybów shitake) i pasta miso, czyli sfermentowane ziarno soji. Miso nie zawsze oznacza soję – może być również pastą ze sfermentowanego ryżu, jęczmienia lub pszenicy.

W klasycznej wersji kolor i smak miso soup powinien odpowiadać porze roku. W zimie do jej przygotowania używamy mniej trwałej, zawierającej więcej ryżu białej pasty miso. Na SAKURE, czyli wielkie święto zakwitających wiśni, miso zabarwia sie pierwszymi kroplami czerwonej pasty aby w lecie, w największe upały rozwinac swóją najintensywniejszą barwę.

image

Dashi jest podstawa nie tylko zupy miso. Używa się go do dressingów, do techniki podsmażania warzyw zwanej nitsuke, do gotowania tofu, shitake, do światecznego puddingu gomatofu. Nam objawił sie jako absolutny król japońskiej kuchni. A może jednak szara eminencja – nie je sie go samego ale jest składnikiem prawie wszystkiego. Najprostszy sposób aby mieć go zawsze w lodówce to zalać na noc kawałek kombu i 3 grzyby shitake 1 litrem wody. Rano nasze dashi gotowe.

image

Oprócz miso i ryżu miałyśmy tez dwa rodzaje szpinaku. Jego delikatny smak jest w kuchni japońskiej podkreślany różnymi dressingami. W ich skład wchodzą najcześciej mirin, sake, ocet ryżowy i dashi oczywiście. Brak tam natomiast czosnku, którego na prózno szukać w japońskiej kuchni. W ogóle przyprawy mogłyby nie istnieć – różne techniki gotowania wydobywają z produktów ich naturalny aromat. Początkowo trudno sie przyzwyczaić do tej neutralności japońskich potraw. Z czasem jednak zaczynamy czuć i smakować to co naprawdę jemy.

image

pierwsze próby blanszowania szpinaku w całym pęczku

image

Nic się nie zmarnuje! Misia w gotowaniu wykorzystuje zasady permakultury. Tutaj kroi na cieniutkie słupki skórę daikonu (rzepy), która wykorzystamy do chrupiacej surówki z marchewki i wodorostów arame.

image

grupa była znakomita – same pilne uczennice, chciały widzieć i wiedzieć wszystko

image

nasz fantastyczny szpinak z dressingiem z prażonego sezamu. Przepis prosty jak większosć w tej kuchni: 3 łyżki prażonego sezamu, 1 łyżka tahini, 1  łyzka sake i 1 łyżka mirinu, 2 łyżki sosu sojowego – mieszamy i gotowe

image

Natka odpowiedzialna jest za agedashi tofu – chrupiace kostki tofu w dashi (oczywiście), z utartą rzodkwią i imbirem

image

a tu Zosia z Ania w otoczeniu japońskich książek kucharskich

image

a tu Zosia z mamą Hanią, pilną warsztatowiczką. Skąd my znamy tą pozycje tzw dziecko na bioderko, po ćwiczeniu której warto pobiec do Pana od ustawiania bioder:)

image

to nasze warzywa kimpira gobo, gdzie seler zastapiłysmy ukochanym cukrowym groszkiem. to tutaj znalazła miejsce skóra daikonu.

image

agedashi tofu

WASHOKU – dzień pierwszy

w pierwszy weekend marca gościliśmy w lipowym domu wyjątkowe wydarzenie – warsztaty tradycyjnego gotowania japońskiego. Prowadziła je Misia Sobczyńska – świetny nauczyciel, który rozległą, akademicką wiedzę i praktykę (wiadomo, ze ta w gotowaniu najważniejsza) łączy z humorem i zabawą. Wspaniała to i rzadka umiejętność. No i z dyscyplina – niełatwo było nasza gromadkę od rana do wieczora skupić nad garami! Ba, do nocy nawet – pierwszy wykład skończył się o 23.30!

image

Misia Sobczyńska

Ale dość tego wstępu – przejdźmy do konkretów czyli praktyki.

Oto nasza pierwsza japońska kolacja

image

Składały się na nią:

– ryż – serwowany zawsze na środku jest podstawą każdego japońskiego posiłku. Reszta to dodatki stanowiące całość kompozycyjną – w smaku, kolorze, sposobie gotowania.

– fasola w pomidorowym sosie

– omlet

– sałatka z ogórka i rzepki kabu

– a na deser – gruszki w zaskakującym, słono-słodkim sosie

Cudowna harmonia – WA(harmonia) SHOKU(jedzenie) to najistotniejsze wrażenie, które nasuwa się po japońskim posiłku. To sekret tej kuchni. Siadamy do stołu i jesteśmy zaniepokojeni małą ilością jedzenia. Nabieramy pewności, że nie wstaniemy od niego syci, że zaszła jakaś pomyłka. Ale w miarę jedzenia niepokój mija. A jego miejsce zajmuje błogość i stan, który nazwałabym AKURAT. Jest akurat tyle ile potrzeba – nie mniej nie więcej. Czujemy się najedzeni ale nigdy nie obżarci. Nie mamy ochoty na nic słodkiego, żadne malutkie conieco po obiadku nie chodzi nam po głowie. Jeśli czujemy lekki niedosyt to tylko ze względu na oczywiste przemijające piękno przed chwilą skończonego posiłku. Nawet jeśli był tak prosty jak ten nasz. Jednym słowem harmonia.

image

Jeśli jesteś zainteresowany warsztatami prowadzonymi przez Misię oto kontakt do Niej: