Archiwa miesięczne: Sierpień 2014

Stanislav Grof w Polsce

Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że w połowie września przybędzie do Polski Stanislav Grof, wielki badacz psychiki i przede wszystkim wpływu jaki mają na nią środki psychodeliczne. Choć nie tylko. Jest on również ojcem oddychania holotropowego – metody, która bez użycia substancji zmienia i poszerza stany świadomości. Zarówno środki psychodeliczne, zwłaszcza LSD, jak i oddychanie holotropowe, służą Grofovi do badań nad leczeniem nerwic, psychoz, uzależnień oraz do pomocy nieuleczalnie chorym i umierającym w pogodzeniu się i zaakceptowaniu nadchodzącej śmierci. Wyniki jego kilkudziesięcioletnich badań i terapii, rozpoczętych w Pradze a od 1967 kontynuowanych w USA, dokąd Grof wyemigrował, są fascynujące, przede wszystkim dlatego, że ukazują i eksplorują obszary wypierane bądź wykluczane z kręgu zainteresowań zachodniej medycyny. 

informacje dt wizyty Stanislava Grofa w Polsce

Czytałam dwie książki Stanislava Grofa, obydwie wspaniałe i obydwie wydane przez nieocenioną i niezastąpioną Okulturę, o której na pewno będzie osobny wpis.Pierwsza z nich to niedostępna na razie:

“Mój pierwszy kontakt ze stanami holotropowymi był bardzo trudny i kłopotliwy pod względem intelektualnym
i uczuciowym. W początkowym okresie swych badań laboratoryjnych i klinicznych nad psychodelikami codziennie bombardowały mnie przeżycia i spostrzeżenia, do których nie byłem przygotowany jako lekarz
i psychiatra. Tak naprawdę, widziałem rzeczy, które z naukowego punktu widzenia, czyli światopoglądu,
w którym się wychowałem, w ogóle nie powinny mieć miejsca. A jednak cały czas zdarzało się to, co niemożliwe.

Kiedy niemożliwe staje się możliwe to zbiór opowieści opisujących różne wydarzenia
z mojego życia zawodowego i osobistego, które nakłoniły mnie do porzucenia sceptycznego i naukowo-materialistycznego spojrzenia na życie oraz przyjęcia perspektywy w dużej mierze ukształtowanej przez filozofie duchowe Wschodu i nauki mistyczne świata. Dzięki tym wydarzeniom wykształciłem w sobie olbrzymi szacunek dla życia duchowego i obrzędowego oraz tradycji uzdrowicielskich występujących
w tzw. kulturach plemiennych, które świat Zachodu zbywa jako wytwory prymitywnych zabobonów. Mam całkowitą świadomość tego, że samo czytanie o tych niezwykłych historiach nie jest w stanie oddać ich mocy. Ale mam nadzieję, że pozwolą one czytelnikom choćby zasmakować tego ponownego oczarowania światem, jakie stało się moim udziałem.”.
(fragment książki), wybrany przez wydawnictwo Okultura

druga doczekała się już drugiego wydania

“Do późnych lat sześćdziesiątych XX wieku zachodnia cywilizacja przemysłowa niemal w ogóle nie interesowała się problematyką śmierci i umierania. Jedynym wiarygodnym wytłumaczeniem tego fenomenu jest masowe wypieranie się śmierci i tłumienie wszystkiego, co się z nią wiąże”. Topimy śmierć we łzach, odpędzamy śmiechem, zagłuszamy szumem medialnym. W Najdalszej podróżyStanislav Grof proponuje nam wyprawę aż po kres istnienia w celu zobaczenia, co znajduje się dalej. Czym jest śmierć – końcem czy początkiem wszystkiego? Jakie towarzyszą jej wizje? Dokąd prowadzą? Książka Grofa nie zabiera ostatecznego głosu w tej kwestii, ale dostarcza fascynującego spojrzenia na problematykę, która dotyczy każdego.“ fragment książki

I oczywiście koniecznie trzeba pamiętać o tych, którzy poświęcają czas, pasję, nierzadko angażując własne środki aby odwiedziny takich gości były możliwe. Organizatorem przyjazdu i wykładów Stanislava Grofa jest Fundacja Gaia Mater, która w tamtym roku zaprosiła do nas Ralpha Metznera

Reklamy

Pora na cukinię

Ostatni przepis był na gaspacho – najlepszą zupę na takie upały jakie były jeszcze parę dni temu. I nagle przeszedł mały froncik i mamy już odczuwalny koniec lata. W ciagu 3 dni temperatury spadły o 15 stopni! To jest wspaniała zmienność naszej polskiej aury. Zmienność i nieprzewidywalność. I na pewno brak nudy.

nasz ogród w sierpniu

Cukinia jest chyba najprostszym warzywem do uprawy. U nas ziemia jest słaba, potrzebuje jesiennego wspomagania obornikiem, poza tym nie używamy innych nawozów ani środków przeciwko chwastom. Wszystko ręczna robota – przede wszystkim nieocenionej Pani Helenki, która  przebiega grządki tam i z powrotem. Jeśli sami schodzimy do pielenia, co zdarza się rzadko, unikamy konfrontacji z tą niezmordowaną kobietą – po prostu wstyd nam, że po 15 minutach plecy wysiadają i że gdy ledwo kończymy jeden rządek ona już “obskoczyła” już dwa albo trzy! No i dzięki tej ręcznej robocie mamy chyba najdroższe warzywa w regionie. Rachunek ekonomiczny żaden, jednak świadomość , że jemy własne warzywa warta jest wiele.

najdroższa cukinia w okolicy

I choć cukinia obrodzi wspaniale nie znajduję dla niej tak wielu zastosowań. Bo wiadomo – zupa krem z cukini, pasta z cukinią i czosnkiem, cukinia zapiekana…Dlatego z najwyższą przyjemnością przedstawiam ten przepis. Jest moją wersją hinduskiej kormy. Można użyć go jako bazę do wariantów z innymi warzywami lub, w wersji luksusowej – do krewetek.

Przepis dla 2 osób

1 średnia cukinia, pokrojona w grubą kostkę (min. 2×2 cm)

1 cebula, 2 ząbki czosnku, 1 cm utartego korzenia imbiru

mały pojemnik naturalnego jogurtu

2 łyżki białego sera – najlepiej kremowego, może być almette

1-2 łyżki przecieru pomidorowego – najlepiej pudliszki

100 ml mleka kokosowego. jeśli nie mamy może być 1 łyżka wiórków

2 łyżeczki garam masala, ¼ łyżeczki cynamonu, 2 ziarna kardamonu

chilli (wg uznania, może być szczypta lub odrobina ze strączka)

sól, 1 łyżka oleju, 1 łyżka masła, woda do rozcieńczenia sosu

Wszystkie składniki (oprócz cukini i ewentualnie innych warzyw, które podzielone sa na części) wkładamy do miski i blendujemy na gładką masę. Jeśli nie mamy kremowego twarogu tylko zwykły z plastikowego opakowania mogą pozostać drobne grudki. Nie należy sie tym przejmować – smak pozostanie ten sam, po prostu ucierpi trochę efekt wizualny i aksamitność potrawy.Jeśli sos jest bardzo gęsty dolewamy trochę wody. Powinien mieć konsystencję ciasta na racuchy. Sos wlewamy do garnka lub woka, wrzucamy cukinię i dusimy na małym ogniu do miękkości. To zwykle około 15 min. Dobrze jeśli sosu jest dużo więcej niż warzyw bo jest pyszny sam w sobie. Podajemy posypane kolendrą, z ryżem albo z ziemniaczkami.

nasza korma na 20 osób!

Biegnąca z wilkami

Rzadko piszę o książkach choć czytam je bez ustanku. Są najlepszymi przyjaciółmi. Zawsze tym były, odkąd pamiętam. Niepohamowana ciekawość co będzie dalej pchała mnie do najśmielszych wyczynów w czasach dzieciństwa i młodości. Do nich należało czytanie „Przeminęło z wiatrem” na lekcji geografii u Pani Patyry w V LO w Szczecinie (kobiety- legendy, pożerającej struchlałych uczniów na drugie śniadanie), taszczenie książek w plecaku przez góry, czytanie pod kołdrą przy latarce, kiedy dawno już kazano zgasić światła.
Nie ma natomiast wiele tytułów do których wracam – stoją na półce „w razie czego”, są bezcenne, kochane ale cały czas jest tyle nowego do przeczytania, że nie starcza czasu na powroty.
Ale ta książka jest inna. Pierwszy raz sięgnęłam po nią, niech no sprawdzę, w 2001 roku bo wtedy było pierwsze polskie wydanie. Przeczytałam pierwsze rozdziały, były trudne, wymagały skupienia. Nie wiem na czym wtedy skończyłam, z całą pewnością nie doczytałam do końca.
Teraz ta książka zawołała mnie – nie umiem tego inaczej określić ale tak właśnie było. Czytałam ją miesiąc, od deski do deski, wracając do fragmentów szczególnie dla mnie ważnych.

image

ilustracje Justyny Stoszek

Wiele baśni, zwłaszcza od połowy książki, wrecz mnie zahipnotyzowały – taką opowieścią jest Kobieta – szkielet. Potem już tylko napięcie rosło:). I osiągało szczyt, po to aby przetoczyć się z łoskotem na drugą stronę – stronę uzdrawiającej mocy opowieści. Jak fale, zagarniała mnie ta książka, otwierała serce, opatrywała rany. Kołysała i śpiewała do ucha pieśń o naszej prawdziwej naturze. Pieśń o Tej, która Wie, pieśń o Dzikiej Kobiecie w każdej z nas.
Mowa oczywiście o Biegnącej z wilkami Clarissy Pinkoli Estes. Nie będe tu pisać o autorce, można o niej przeczytać na stronie
a jej komentarze do rzeczywistości oraz najnowsze poematy sa między innymi tutaj

image

Wiele baśni, które opowiada, które na nowo odsłania dla nas rozpoznawałam jako „historyczne” dla mojego życia. To te, które mówią o naszej młodości, o błędach, które popełniamy i popełniać musimy aby przejść inicjacje, aby wkraczać głębiej i głębiej do naszej Jaźni, do naszej prawdy o sobie. Choć są motywy, które nie mijają z wiekiem. Ciągle potykamy się o sytuacje, które tylko z pozoru są nowe i inne. Są coraz głośniej rozbrzmiewającym mitem naszego własnego życia. Początkowo to tylko szmer…Estes nie cacka się z nami – dotąd będziemy krwawić, będziemy się potykać, dokąd nie rozpoznamy swojego prawdziwego oblicza – oblicza Dzikiej Kobiety.

image

Etapy w życiu kobiety wg Estes

0-7 wiek ciała i marzeń, socjalizacja bez utraty wyobraźni
7-14 wiek rozdzielenia i splatania sie rozumu i wyobraźni
14-21 wiek nowego ciała, wiek dziewczęcy, pączkująca, jeszcze skrywana zmysłowosc
21-28 wiek nowego świata, nowe życie, poznawanie różnych swiatów
28-35 wiek acierzyństwa, nauka matkowania sobie i innym
35-42 – wiek poszukiwań, matkowanie własnej tożsamości, poszukiwanie tożsamości
42-49 początek starczej mądrości, odnalezienie swej dalekiej siedziby, dodawanie otuchy innym
49-56 wiek podziemnego świata, poznawanie znaczenia słów i obrzędów
56-63 wiek wyboru, wybór swojego świata i pracy, jaka została jeszcze do zrobienia
63-70 wiek strażniczki, przewodniczki, przetworzenie całej zdobytej wiedzy
70-77 wiek odmłodzenia, pogłębianie wiedzy staruchy
77-84 wiek istoty mgielnej, znajdowanie wielkich rzeczy w małych
84-91 wiek snucia szkarłatnej nici, zrozumienie splotów życia
91-98 wiek eteryczności, mniej słów, więcej istnienia
98-105 wiek pneumy – oddechu, ducha, tchnienia życia, powiewu
105+ wiek nieskończoności

W tym roku skończyłam 50 lat. Bardzo cieszyłam się na tą chwilę i przygotowywałam do niej.  Życie po raz kolejny pokazało, że ma w nosie moje plany. Przyszła choroba najbliższej osoby, która sprawiła, że planowanie jest ostatnia rzeczą, która mi w głowie. Przyszła potrzeba podążania za życiem, takim jakie ono jest, bez naginania go do własnych wizji. Przyszła akceptacja cykli, których amplitudy zmieniają się nie tylko z roku na rok, z miesiąca na miesiąc ale z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Zdałam sobie sprawę, że jedyne słowo, którego nie ma w moim słowniku to czekać. I znalazłam je w etapie teraz mi przynależnym – w świecie podziemnym poznajemy znaczenie słów i obrzędów.

image

Ostatnia baśń w książce “Bezręka dziewczyna” obejmuje cały cykl życia kobiety.

Oto fragmenty książki
Nie trwamy żeby trwać. Wytrwałość jest tworzeniem czegoś solidnego i ważnego.
W mitach próba wytrwałości jest jednym z rytuałów Odwiecznej Pierwotnej Matki, archetypu Dzikiej Kobiety…
Gdzie odbywa się ta nauka? w podziemnym lesie…Ten pierwotny świat leży pod światem widzialnym, pod światem postrzeganym przez ego…
dziewczyna z baśni kilkakrotnie zstępuje w podziemny świat. po opanowaniu jednego etapu zstąpienie i transformacji zagłębia się w następny. Te alchemiczne szczeble stanowią pełne cykle, a w każdym z nich następują po sobie zagubienie, ofiara, nadejście światła.
Możemy sobie świetnie radzić zw życiu codziennym ale każda kobieta, jeśli tylko trafi się okazja, bez namysłu da się wciągnąc w pakt z diabłem. Ta katastrofalna w skutkach transakcja wiąże się z ogromnym i znamiennym paradoksem. choć niefortunna decyzje można uznac za patologiczny akt samozniszczenia, najczęściej staje się on przełomowym i życiodajnym wydarzeniem, które otwiera drogę do odrodzenia potęgi instynktownej natury. Biorac to pod uwagę, choc nastepuje chaos, nieszczeście i smutek, błędna decyzja, tak jak narodziny i śmierć, okazuje sie dobroczynnym w skutkach balansowaniem na skraju przepaści, zaplanowanym przez Jaźń, żeby wprowadzic kobiete na głębiny jej dzikosci.

By umożliwić pełny rozkwit, własny instynkt prowadzi nas do odkrycia, że nic nie jest takie jak się z pozoru wydaje.
Zagubienie i zdrada to pierwsze nieporadne kroki w podziemnym lesie. Tam, nierzadko po raz pierwszy w życiu, możemy przestać sie obijać o mury wzniesione własnymi rękami i wyjść z ich kręgu.

…nawet podczas chwil najbardziej mrocznych kobieca nieświadomość, nasza najgłębsza natura, karmi duszę kobiety. Kobiety relacjonują, że nawet w nieprzeniknionych ciemnościach duszy czują muśnięcie skrzydeł i doznają oświecenia. Czują przypływ pożywienia z wewnątrz, wytrysk świętej wody z suchej spękanej ziemi. ..skąd dokładnie, nie wiedzą. To źródło nie kładzie kresu cierpieniom, ale karmi w chwilach kiedy nic innego nie ma. Zaspokaja głod byśmy mogły iśc dalej. A to najważniejsze – iść dalej. Dążyć do przeznaczonej nam wiedzy.

stajemy przed wyzwaniem pokochania „brzydkich” aspektów naszej osobowości i jest to największy wysiłek, jaki musi podjąć każda bohaterka.

ta opowieść zostawia cenna wskazówkę – jeśli czujesz że zaprzepaściłaś swoją misję, jeśli jesteś zagubiona, zbita z tropu, to poszukaj diabła zastawiającego zasadzki w twojej własnej psychice.

Jest wielką zasługą kobiety, że nawet jeśli wielokrotnie tego sobie życzy, to nie odjeżdża samochodem, zapatrzona w zachód słońca. A przynajmniej nie robi tego permanentnie. Właśnie to zewnętrzne życie wytwarza bowiem odpowiednie ciśnienie, napięcie potrzebne do wykonania podziemnych zadań. To napięcie jest dla nas korzystne, ono tworzy głębię i sens życia.

I jeszcze jedna rzecz – nie mogąc oderwać się od książki, wędrowałam z nią pod pachą po mieście. Wchodziłam do kilku sklepów, do gabinetu kosmetycznego na swoje wymarzone pazurki, szwendałam się po mieście niespiesznie bo jest to pierwsze od wielu lat lato, którego nie spędzam wyłącznie na Mazurach. Gdziekolwiek wchodziłam, kobiety widząc książkę, podnosiły głowy znad kas, lad czy stóp i mówiły – też ją uwielbiam. 

Nasz wielki klan jest tutaj, wokół, tuż za rogiem. Kobiety połączone niewidzialną nicią, więzami przeżyć i odczuć, pragnień i niezłomności. Siostrzaństwo.

Za gorąco na gotowanie – w sam raz na gaspacho!

Nie wiem jak tak długo uchowaliśmy się bez tej przepysznej i najprostszej na świecie zupy. Może dotąd nie “przycisnęły” nas takie upały, ot i co.

Poza tym do wypróbowania nowych smaków i włączenia do naszego lipowego menu całych dni inspirowanych kuchniami z różnych krajów zachęciła mnie znakomita książką Tadeusza Olszańskiego “Podróże z łyżką i widelcem”. Pan Olszański jest dziennikarzem, specjalizującym się w tematyce sportowej  i wielkim znawcą kuchni. Przede wszystkim węgierskiej, z racji tego, że jako syn Węgierki, włada tym językiem. Napisał przewodnik kulinarny “Nobel dla papryki”, który jest na mojej liście – koniecznie przeczytać.

image

Książeczka powyżej różni się bardzo od książek kulinarnych wydawanych teraz. Zdjęć w niej malutko i na dodatek słabych ale wolę ją od sterty najnowszych tytułów gdzie roi się od przepisów typu – carpaccio z pomidora – pokrój pomidora, posól, popieprz, posyp bazylią – i tutaj następuje sesja zdjęciowa pomidora w najróżniejszych odsłonach (najmodniej pokazać tylko kawałeczek ciała, za to dużo przestrzeni wokół). No cóż, takie czasy, liczy się obraz a nie tekst, bo któż ma teraz czas na czytanie. Dlatego dobrze znaleźć gdzieś książkę kucharską sprzed 20 lat, gdzie o gaspacho możemy się wiele dowiedzieć. Przepis, który podaję nie pochodzi jednak z tej książki – ma inne proporcje ale to nie ma znaczenia – idea jest stamtąd.

Przepis klasyczny to:

– 4 duże, gruntowe pomidory, sparzone i obrane ze skórki

– 2 ogórki gruntowe, średniej wielkości

– 1-2 papryk (czerwona, żółta, zielona – do wyboru, lub wszystkie razem)

– 1 cebula, sparzona

– 2 ząbki czosnku

– kawałek bagietki, z której wyciągamy miąższ (albo biały chleb z poprzedniego dnia)

– 4 łyżki oliwy z oliwek

– 0.5-1 litra zimnej wody

– sól, pieprz, parę kropli octu balsamicznego

Jedyną chwilą, gdy do czynienia mamy z ciepłem to parzenie pomidorów i cebuli. To ważne przy takich upałach. Poza tym zupę może zrobić dziecko – wrzucamy wszystko do miksera albo do garnka i miksujemy blenderem. Gaspacho może być bardzo gładkie lub z wyczuwalnymi kawałkami warzyw – wszystko zależy od naszego upodobania. Po zmiksowaniu zupę przelewamy do kamionkowego naczynia (najlepiej by było:) i odstawiamy na min 2 godziny do lodówki. Podajemy posypane pokrojonymi w drobną kostkę warzywami z których się zupa składa. Pięknie to wygląda. I wybornie smakuje.

I oczywiście jest to wersja podstawowa, często ta najlepsza ale dla odmiany można eksperymentować. Ostatnio, akurat w dniu gdy podawałam gaspacho w lipowym domu, dostałam od znajomego takiego oto maila:

Gazpacho: Not Hot 
and Not a Bother

By  JULY 30, 2014

The simple chilled soup is perfect for steamy August days.

image

Zdjęcia: Sam Kaplan dla New York Times

Gaspacho z awokado i groszku

– 2 awokado

– 2 filiżanki zielonego groszku (może być mrożony)

– 2 łyżki oliwy

– 3 łyżki soku z cytryny

– 2.5 filiżanki wody

– sól i pieprz

Zmiksować, bzzzyyytttt, i podawać posypane parmezanem i bazylią

image

Gaspacho z winogron

– 2 ogórki

– 0.5 kg zielonych winogron

– 1 kromka białego chleba

– 1/3 filiżanki orzechów laskowych

– 3 łyżki oliwy

– 2 łyżki winegret z sherry (myślę że może być sama sherry:)

– 1 szalotka

– 1 filiżanka wody

No i cóż? Zmiksować. To akurat łączy wszystkie gaspacho, które dają pole do eksperymentowania, mieszania, doprawiania i miksowania do woli i z radochą.

dla ochłody