Archiwa miesięczne: Wrzesień 2014

Porzuć nadzieję? Zaufaj.

image

“Nadzieja i lęk to dwie strony tego samego medalu, podobnie jak brak nadziei i zaufanie. Jeśli porzucimy nadzieję na to, że uda nam się pozbyć niepewności i cierpienia, to zdobędziemy się także na odwagę, by odnaleźć spokój nawet w braku oparcia. To pierwszy krok na ścieżce.

Brak nadziei to fundament praktyki. Gdyby nie on, odbywalibyśmy podróż ścieżką buddyjskich nauk z wiarą, że możliwe jest uzyskanie poczucia bezpieczeństwa. Jeśli praktyce przyświeca taki cel, rozmijamy się z jej sensem. Możemy medytować, studiować nauki, możemy podążać za wszelkimi wskazówkami i instrukcjami, ale czyniąc to wszystko w nadziei uzyskania poczucia bezpieczeństwa, osiągniemy jedynie rozczarowanie i cierpienie. lepiej zatem oszczędzić sobie czasu i już teraz poważnie potraktować to przesłanie. Wejdźmy na duchową ścieżkę wolni od nadziei na zdobycie dla siebie punktu oparcia. Zacznijmy od wyrzeczenia się nadziei”. Pema Cziedryn

Kochamy marchewkę

image

och, jak jest pięknie, jak cicho
nagle jednego dnia
odlatują żurawie
opada mgła
przychodzi jesień
Wraz z nią czas na rozgrzewające zupy i warzywa. Marchewka z imbirem jest jednym z hitów – po prostu nowsza wersja kochanej przez wszystkich marchewki z groszkiem, którą robiły nasze Mamy i Babcie. Czasem z zasmażką, czasem bez ale było to niedzielne trio w każdym polskim domu w 70-latach: kotlet schabowy, marchewka z groszkiem i ziemniaki puree. Chyba się nie mylę:)
image
rysunek Marty Maji Gierczyńskiej, z naszych pierwszych zeszytów z przepisami

Nasza propozycja jest równie prosta:

–  5 marchewek jesiennych lub 10 młodziutkich

– 2-3 cm kawałek imbiru

– pół łyżeczki kurkumy

– tymianku na końcu łyżeczki

 – sól, pieprz

Surowmarchewk– jeli jest młodziutka nie skrobijej ani nie obieram tylko myj, kroimy na słupki 4-5 cm długie. Do garnka wrzucamy masło, roztapiamy, dodajemy kurkumi tymianek, wrzucamy utarty imbir i prze- smaamy chwil. Dodajemy marchewki odrobinwody – dosłownie parę łyek, aby masło i przyprawy oblepiły marchewk. Dusimy pod przykryciem ok. 10 min, tak aby marchewka była twardawa.

Jeśli do naszej marchewki dodamy rodzynki lub suszone morele i podusimy trochę dłużej, na końcu doprawiając danie miodem i cytryną otrzymamy cymes, żydowska potrawa, które w zależności od wersji może być daniem głównym albo deserem!  A cymes, każdy wie to pycha nad pychami!


Lubimy mieszać

Przed chwilą zahipnotyzowana mocą obrazu Tomasza Alana Kopera postanowiłam “podzielić się” nim na blogu (tutaj można zobaczyć o czym piszę). Wszystkie dzieła tego artysty budzą moje emocje. I nie chodzi tu o podobanie się czy nie – doceniam zawsze warsztat ale nie tylko o niego też chodzi. Musi kopnąć, poruszyć, przytrzymać, zaniepokoić i wyprosić choćby na chwilę z ciepłej strefy komfortu. To jedno z najważniejszych zadań sztuki. Może najważniejsze. Obraz o którym mowa poruszył wiele i wiele tytułów cisnęło mi się do głowy. Ale to tylko nazywanie, które samo w sobie okrawa nas i zubaża – niech więc mówi każdemu do ucha i duszy to co ma być usłyszane.

A kiedy już wysłyszymy, to co nie zawsze chcemy, można zrobić coś dla przeciwwagi. Ogniska palą na polanach, jabłka i śliwki spadają z drzew, to najlepszy czas na najprzytulniejsze ciasto jakie znam – na szarlotkę. Zawsze kojarzyć mi się będzie z moją Mamą a moim dzieciom z Babcią – ten zapach, słodko-kwaśny smak, początek szkoły i koniec lata. Początek i koniec jednocześnie. Może więc można byłoby dalekie echa tego stanu wrześniowego znaleźć jednak na obrazie Kopera? Nie wiem, tak po prostu sobie to płynie…

Na szarlotkę i racuchy najlepsze są antonówki a najlepsza na nie pora jest właśnie teraz. Trzeba jednak przy zakupie (zwłaszcza 20 kg na zaprawy:) zachować czujność – za bardzo zielona antonówka, choć z natury taka jest, jest niedojrzała i kwaśna ponad nasze potrzeby a ta za bardzo żółta może być już przejrzała.

image

 

antonówki, co do których czułam, że może są za żółte w środku wyglądały tak

image

Przygotowujemy kruche ciasto

40 dag przesianej przez sito mąki pszennej

25 dag masła

1 lub 2 żółtka + 1 całe jajko

1 łyżeczka proszku do pieczenia

0.5 szklanki cukru

Masło wykładamy na stolnice i kroimy nożem. ąkę mieszamy z proszkiem do pieczenie i dosypujemy do masła. Kruche ciasto powinno być zarobione jak najszybciej, aby uniknąć ogrzania nadmiernego masła (dlatego dłoni używamy pod sam koniec łączenia składników). Dodajemy jajka, chwilę łączymy w dłoniach aby ciasto utworzyło kulę. Wkładamy ją do woreczka i do lodówki na min 1 godzinę.

Obieramy jabłka, kroimy na ósemki, dusimy w garnku na odrobinie wody przez ok 10 min. Chodzi o to aby zmniejszyły swoją objętość ale nie rozpadły się. Odcedzamy je na sicie.

Wyciągamy ciasto z lodówki i dzielimy na dwie części. Jedną kroimy na równe plastry (ok 5mm) i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przerwy między plastrami łączymy palcami ( trochę jakbyśmy plasteliną wykładali dno). Wykładamy jabłka na tak przygotowany spód, posypujemy cukrem (ok. 4-5 łyżek) i cynamonem (2-3 łyżeczki). Drugą część ciasta kroimy na plastry i przykrywamy jabłka – mogą pozostać przerwy – widać to na drugim zdjęciu.image

image

image

Ciasto wkładamy do nagrzanego do 190 stopni piekarnika i pieczemy 45 min. Na ostatnie 15 min zmieniamy grzanie na góra – dół.

Kiedy przestygnie, co nie zawsze ma niestety miejsce – możemy ciasto popruszyć cukrem pudrem lub pokryć lukrem (0.5 szklanki cukru pudru+sok z jednej cytryny, wymieszać, nie dodawać wody, nie zagotowywać, wyleć na ciasto)

Do dzieła!

Nasz pierwsza szakszuka

Lubimy owsiankę i jej liczne odmiany jaglankowo-ryżowe. Ale kiedy kończą się wakacje podczas których gotujemy ją dla Was codziennie, pragniemy odmiany. I nie trzeba się bardzo głowić – w skrzynkach czekają już pomidory i papryki, na piecu bulgoce ajvar i nasze pomidorowe przeciery. Dużo więcej nie potrzeba aby zrobić pyszną szakszukę, tunezyjskie danie jednogarnkowe, w którym orginalne kiełbaski zamieniamy na jajka.

Nasza pierwszą szakszukę zrobił Maciej, który jest mistrzem dosmaczania i drobnego siekania. Ja mam dużo mniej cierpliwości, no i robię kilka rzeczy na raz. Dlatego to on wypróbowuje wszystkie przepisy i wkłada do nich własnego ducha. Uwielbiam patrzeć jak w skupieniu przygotowuje wszystkie potrzebne skłądniki, sprawdza noże (i najczęściej ostrzy je), robi porządek na kawałku blatu, który za chwile stanie się jego laboratorium. Potem zaczyna kroić…

image

“krojczy” Maciej z Julien Garrido podczas przygotowywania paelli (Hania nagrywa cały proces)

Kiedy już wszystko jest pokrojone zaczyna się gotowanie, odparowywanie, smakowanie i przyprawianie. Z szakszuką było tak samo. Warto było poczekać, zresztą zawsze warto, bo wyszła wyśmienita, aromatyczna i bardzo sycąca. A ponieważ usiedliśmy do niej koło południa stała się właściwie lunchem. Tak więc dwa w jednym!

image

A oto przepis:

2 -3 malinowe pomidory

1-2 łyżki przecieru pomidorowego (można pominąć ale wtedy uzyskamy łagodny smak i wyblakły kolor potrawy)

½ czerwonej papryki

1 liść jarmużu, z którego usuwamy główną łodygę i szatkujemy go drobno

1 cebula, my mieliśmy małą, jeśli duża to ½, pokrojona w kostkę

2 ząbki czosnku pokrojone w płatki

4 jajka

oliwa z oliwek

½ łyżeczki kumin

1 sucha papryczka chilli

Na rozgrzaną oliwę wrzucamy papryczke chilli i kiedy zaczyna brązowieć, wyciągamy ją. Chodzi o to aby przekazała ostrość oliwie ale aby nikt nie natknął sie na nią w potrawie. Robimy tak z większością ostrych sosów. Prawdopodobnie ten sam efekt uzyskalibyśmy używając paprykowej oliwy ale mamy swoje ścieżki i sposoby – dodawanie różnej ilości papryczek chilli do oliwy i usuwanie ich po chwili pozwala kontrolować ostrość.

Na oliwę wrzucamy cebule i czosnek i podsmażamy mieszając – tyle aby cebula była zeszklona. Dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę, jarmuż, kunmin i dalej przesmażamy, dodajemy pomidory i odparowujemy sos ok. 15-30 min. To najdłuższy etap, myślimy, że można użyć sosu przygotowanego dzień wcześniej. Dodajemy przecier, sól, pieprz i jeśli za mało ostre pieprz kajeński, mieszamy sos. Robimy w nim wgłębienia i wbijamy do nich jajka. Przykrywamy patelnie i dusimy na małym ogniu przez 5 minut – białka muszą się ściąć, żółtka powinny pozostać płynne. Podajemy posypane świeżą bazylią. Do szakszuki nie potrzebujemy pieczywa – jest bardzo sycąca a każda okazja jest dobra aby uniknąć glutenu.

Tak jak większość potraw, który rodowód swój maja w jednogarnkowych daniach regionalnych, domowych tak i szakszuka ma mnóstwo odmian i można tu trochę poszaleć. Zamiast jarmużu (my mamy teraz akcję próbowania go ze wszystkim co się da) można użyć szpinaku lub botwiny. Paprykę może zastąpić bakłażan, cebulę por. Chyba tylko pomidory sa stałą pozycją. Ale czy na pewno?

Jarmuż już

image

To nieprawda że moda na jarmuż przychodzi zza oceanu. Moda może tak natomiast nie sam jarmuż. Do nas wraca po latach. Był bowiem kiedyś, obok brukwi, warzywem powszechnym, kojarzonym z siermiężnym losem powojennych lat. Duszono go jak kapustę (jest zresztą z tej samej rodziny roślin kapustnych) – z czosnkiem i cebulą, podawano z ziemniakami, polany słoniną. Teraz przebojem zdobywa salony.
Nic dziwnego – jest piękny. Lub piękna – po angielsku jest bowiem kobietą o pięknym imieniu Kale. Tylko patrzeć jak jego zielone falbany staną się inspiracja dla projektantów mody. Zresztą może już tak jest, w lipowym domu nie jesteśmy na bieżąco:)

image

Ale zanim będziemy go nosić zjedzmy go ze smakiem. Oto kilka ku temu powodów:

1. jarmuż jest wręcz napakowany witaminami – garść poszatkowanych liści przynosi 200% dziennego zapotrzebowania na witaminę A (więcej niż jakiekolwiek inne liściaste warzywo), 134% zapotrzebowania na witaminę C (więcej niż pomarańcza) i 700% na witaminę K. Jest źródłem witaminy E i witamin z grupy B.  Poza tym zawiera magnez, potas i żelazo.

2. zawiera mnóstwo chlorofilu a co za tym idzie wiele antyoksydantów – quercetina ma własności przeciwwirusowe, luteina i zeaxantina wzmacniają wzrok

3. jest źródłem „dobrego” tłuszczu i błonnika – garść jarmużu zawiera 120mg Omega3 – więcej niż jakiekolwiek warzywa

4. jest naszym rodzimym warzywem, polskim superfood – łatwym w uprawie, odpornym na zimno i szkodniki, dostępnym praktycznie cały rok (świetnie znosi zamrożenie, choć oczywiście traci przy tym część właściwości).

W lipowym domu robimy pesto z jarmużu – pozwala zachować wszystkie dobroci.

– 3 liście jarmużu, pozbawione łodygi

– garść świeżej bazylii

– ulubione lub te które są pod ręką orzechy, uprażone na patelni

– łyżeczka utartego parmezanu (można pominąć)

– oliwa z oliwek  – tyle aby uzyskać ulubioną konsystencję

– sól, pieprz

Wszystko blendujemy i podajemy z pieczonymi warzywami. Lub z makaronem i suszonymi pomidorami.

Robimy też zieloną zupę z jarmużu i wspaniałe soki. Wypróbowana przez nas kombinacja to jarmuż, natka pietruszki, świeży ogórek, świeży ananas, cytryna. Mmm. Do soku wlewamy łyżkę oleju lnianego, który ułatwia wchłanianie witamin i szczyptę kurkumy, która jest dobra na wszystko i potrzebuje oleju, żeby się przyswoić. A my przyswajamy to wszystko na raz.

image

a tutaj strona, z której pochodzi część informacji i którą śledzę, ze względu na autora.