Karnawał i do faworków podejście pierwsze


czyli prace ręczne zbiorowe
i o tym jak udało się złapać
młode pokolenie!

Impuls do zmierzenia się z nowym przepisem przyszedł wraz z noworocznymi postanowieniami – wprowadzać nowe, nie zastygać, zmieniać! I jednocześnie – odpuścić, odpoczywać, zostawić! Hmm, na pierwszy rzut oka to wielka sprzeczność jest, niewykonalne! Na drugi rzut – zabawne. Na trzeci – zobaczymy!

Zostawiając jednak impulsy, wracam do meritum. Faworki inaczej chrust to karnawał. Robiły go nasze Babcie i Mamy, teraz rzadko kto się za to zabiera bo podobno czasochłonne i wymagające nie lada siły. Dlatego biegniemy do najbliższej cukierni i sprawa załatwiona. Nie do końca jednak bo jeśli ktoś pamięta najkruchszą kruchość babcinego chrustu ten nie zazna spełnienia w najlepszych nawet cukierniach. A na te kupne chruściki, które od biedy ujdą, trzeba wydać majątek.

Tak więc wspomnienia i poznańskie wychowanie zagnało mnie do kuchni.

Oto przepis

500 dag przesianej mąki pszennej

5 żółtek

szklanka kwaśnej śmietany 18%

1 łyżka spirytusu

szczypta soli

litr oleju rzepakowego do smażenia

cukier puder do posypania

Do mąki dodajemy żółtka, śmietanę i spirytus i wyrabiamy gładkie ciasto. Pozostawiamy je na około 30 min, pod przykryciem.

 

Potem zaczynamy rozwałkowywać i składać ciasto, rozwałkowywać i składać tak aby jak dostało się do niego jak najwięcej powietrza. Dobrym sposobem jest też ubijanie ciasta wałkiem i jak tylko bedę wiedziała jak umieszczę tutaj film jak to zabawnie robię. Muszę przyznać, że chwycenie wałka oburącz i wizualizacje, które zachowam dla siebie bardzo mi pomogły w pokonaniu trudów tej części procesu. Ale przede wszystkim nie byłam sama i jest to najważniejszy aspekt przygotowania faworków – to świetny moment aby do kuchni zaprosić wszystkich – przybiegną rączo, kto bowiem nie lubi faworków!

Wspólne ubijanie i napowietrzanie ciasta trwa około 30 minut. Następnie ciasto ląduje w lodówce na około godzinę i po tym czasie możemy zacząć smażyć. Do tego również przydaje się więcej niż jedna para rąk.

Pracochłonne jest bowiem wycinanie pasków ciasta, rozwałkowanego najcieniej jak się da (powinno być na tyle miękkie i elastyczne aby nie wymagało dodatkowego podsypywania mąki) i przekładanie go przez dziurkę. W tym czasie rozgrzewamy olej i zaczynamy ostrożnie wkładać faworki, smażąc do zarumienienia tj bardzo krótko, z każdej strony. Usmażone chruściki odsączamy na papierowym ręczniku i kiedy przestygną, oprószamy je cukrem pudrem.

Przepis, który podałam jest bardzo dobry – faworki są chrupiące i dość kruche. Nie jest to jednak ideał z moich wspomnień. Lubię faworki, które wręcz rozpadają się i są jak chmurki. Będę próbowała dalej – podobno dodanie masła do ciasta zwiększa jeszcze kruchość. Dam znać, kiedy uda się nam cofnąć czas o te 40 lat i rozpuścimy się w zachwycie a faworek w naszych ustach, haha!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s