Archiwa miesięczne: Luty 2015

Zainspirowana pysznym śniadaniem, którym zostałam podjęta w Sztokholmie, postanowiłam na stałe wprowadzić do naszego menu śniadaniowego miseczkę odżywczej mamałygi.
O owsiance już pisałam i znacie ją w różnych wersjach z lipowego domu. Podobnie jest z granolą, która podajemy z jagodami i jogurtem.
Ale śniadanie sztokholmskie odkryło przede mną nieskończone możliwości blendowania.
Codziennie dostawałam ajurwedyjską mieszankę na wzmacnianie wilgoci – ogórek (ze skórką). jabłko (podobnie), seler naciowy. Do tego łyżka chia, łyżka hempe, zzzzz i gotowe. Pałaszowałam tak szybko, ze nie zdążyłam zdjęcia zrobić. Ale znacie przecież te wszystkie piękne blogi i kucharskie książki gdzie ogórek, jak gwiazda filmowa, zdejmowany jest z każdej strony, najlepiej na koronkowej antycznej serwetce lub wprost przeciwnie, na chłodnym metalowym, minimalistycznym blacie. Ponieważ to znacie, przejdę, od razu do rzeczy.
Blendować można wszystko. Aby dało się zjeść trzeba spróbować przed podaniem.
Moje pierwsze posztokholmskie blendowanie na 3 osoby:
jabłko ze skórką, pokrojone na ósemki, gniazda nasienne zostawione! Toż tam B17 siedzi.
banan
ćwiartka obranego ananasa
2 łyżki stołowe hempe
2 łyżki stołowe siemienia lnianego złocistego
1 łyżka nasion chia

Zzzzzzzz

Wyglada to tak jak na zdjęciu powyżej. Smakuje wybornie.

Reklamy