Archiwa miesięczne: Listopad 2015

Zaskakująca zupa Misi

W lipcu przyjechała do nas Maria Żelazny, czyli moja córka Misia. Gotuje pysznie, zaskakująco łącząc polskie produkty ze wschodnimi technikami i sposobami podawania. Z niczego wyczarowuje coś – uwielbiamy Jej zachwyt nad prawie pustą lodówką:
– „jak to nic nie ma? A ten kawałek selerka i zeschły serek? masz jeszcze trochę pęczaku? No to za 20 minut obiad”.
Stoję zawsze osłupiała a po chwili siadam nad aromatycznym daniem. Smakuje cudnie. Pewnie to charakterystyczne dla wszystkich, którzy sami gotują dużo. Kiedy role się zamieniają, kiedy jesteśmy ugoszczeni lub ktoś za nas pomyśli co tu dzisiaj zrobić na obiad, jesteśmy w siódmym niebie .

Tak też było z tą zaskakującą zupą z soczewicy, którą Misia wprowadziła do naszego stałego menu.
Podane proporcje starczą na duży garnek zupy na dwa dni dla trojga lub trzy dni dla dwojga:)
– 2 łyżki oliwy z oliwek
– 1 łyżeczka kminu rzymskiego
– 1/2 łyżeczki kurkumy
– duża marchew
– korzeń pietruszki
– 1/4 selera
– dwa ziemniaki obrane i pokrojone w dużą kostkę
– 1/2 łyżeczki startego imbiru
– 2-3 ząbki czosnku
– listek laurowy, pieprz czarny, sól do smaku
– 1 szklanka zielonej soczewicy opłukanej na sicie
– 3 ogórki kiszone wraz z wodą z kiszenia (około szklanki, w zależności jak kwaśne zupy lubimy)
– 5 cm pokrojonej cieniutko, kiszonej rzodkwi lub zamiennie pokrojone oliwki
– łyżka soku z cytryny
– parę plasterków cytryny ze skórką do podania
– natka pietruszki do posypania
Na oliwę wrzucamy kmin i kurkumę, przesmażamy mieszając 1 minutę, potem dodajemy pokrojone w kostkę marchew, seler, pietruszkę i ziemniaki. Dalej podsmażamy ok 3 minut, dodajemy imbir, czosnek, soczewicę. Całość zalewamy 2 litrami wrzątku. Dodajemy przyprawy. Gotujemy ok. 20 min aż soczewica będzie miękka. Na koniec dodajemy pokrojone w plasterki ogórki, rzodkiew – dla mega zdrowia – i wodę z ogórków. Dosmaczamy sokiem z cytryny, dodajemy plasterki cytryny dla urody i pietruszkę dla urody i zdrowia.

IMG_5003

Jest to oryginalna wersja naszej rodzimej ogórkowej a kiszona rzodkiew dodaje trochę tajemniczości.
– „Co to takiego tu pływa?” – próby odpowiedzi bywają rzeczywiście zabawne. A dobry humor przy stole to przecież większość sukcesu kulinarnego.

Na zdjęciu poniżej produkcja Misi – biała kiszona rzodkiew czyli takuan a dalej opis tego smakołyku, który zaczerpnęłam z Jej bloga http://cookingfastandslow.eu/

IMG_5193

Jest to rodzaj kiszonki z białej rzodkwi, popularnej w Japonii ale nie tylko – w Korei czy Wietnamie robi się podobne. Takuan ma żółtawą barwę – tradycyjnie otrzymywano ją przez dodawanie naturalnych przypraw np. suszonych owoców gardenii, skórek persymona czy kurkumy. Takuan zawiera dużo witamin z grupy b (które przenikają do kiszonki z otrębów ryżowych), bakterie i enzymy wspomagające trawienie i rozkładanie złożonych węglowodanów na cukry proste. Receptura na takuan opracowana została przez buddyjskich mnichów około XVI wieku i szybko zaadoptowana została zarówno do prostej diety świątynnej jak i diety codziennej wojowników i świeckich. W Japonii podaje się ją jako dodatek lub najczęściej – jako zakończenie posiłku. Ze względu na obecność enzymów i pożytecznych szczepów bakterii jest nieodzownym elementem w diecie makrobiotycznej.

Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem to oprócz śledzenia bloga nadarza się wspaniała okazja do posłuchania wykładu Misi o kiszonkach już 9.11 w ambasadzie japońskiej.

20151109

Reklamy