Archiwa miesięczne: Marzec 2017

Włoskie klimaty lat 50-tych i TAK dla pokojowego strajku.

Tęsknota z słońcem przejawia się nie tylko w kolorach potraw, które teraz gotujemy.

screen-shot-2017-03-05-at-14-49-35
miska obfitości – na quinoa pokrojone w kostkę papryki, kiełki fasolki mung, rzodkiewki, awokado, przesmażony jarmuż (na jednej patelni z jajkiem), jajko sadzone

Również w doborze książek.
Tym razem sięgnęłam po następną ,nieznaną mi dotąd autorkę,  z listy najlepszych książek XXI w ogłoszoną przez BBC. Rekomendacja wspaniała, choć jak się okazało książka ze słońcem niewiele wspólnego miała.

Elena Ferrante to postać tajemnicza. Nie wiadomo czy jest pisarką czy pisarzem – dotąd nie ujawniła swojej tożsamości, mimo rozlicznych nagród, które otrzymuje. To zjawisko samo przez się budzi refleksje – a gdyby być tak utalentowaną i docenianą, czy stać byłoby mnie na taką niezależność, na wolność od tych wszystkich pokus, które niesie sława? Bycie rozpoznawalnym, ambicja, potrzeba zostawienia śladu, swojej pieczęci na tym świecie to takie ludzkie i charakterystyczne przynajmniej dla europejskiej i amerykańskiej kultury.
Ale jak zwykle odbiegam od tematu:)

Przeczytałam pierwsza część tzw trylogii neapolitańskiej Ferrante i muszę przyznać, że rozczarowała mnie. Może za dużo oczekiwałam po takich referencjach, może zaufałam czyjejś opinii, że Ferrante to jedyna pisarka czy pisarz włoski, który zaistniał w światowej świadomości. A co z ubóstwianym przeze mnie Italo Calvino i drugiem asem włoskiej literatury – Alessandro Baricco?

screen-shot-2017-03-05-at-13-24-54

Alfred Eisenstaedt

screen-shot-2017-03-05-at-13-09-51

„Genialną przyjaciółkę” przeczytałam z zapartym tchem bo dobrze się to czyta. To pierwszy z czterech tomów tzw trylogii neapolitańskiej. Nie wiem jak dalej potoczą się losy Eleny, narratorki powieści, pewnie dopiero w całości będę mogła docenić to dzieło. Miejmy nadzieję. Na razie jednak tęskno mi trochę do tych powieści, perełek, gdzie na 300 stronach autor przekazywał wszystko, co chciał. Epopeja neapolitańska ma ponad 2000…
„Genialna przyjaciółka” to studium przyjaźni dwóch dziewczynek, którym towarzyszymy od wczesnego dzieciństwa do momentu, aż stają się młodymi kobietami. Przyjaźni gęstej i ciężkiej od skrajnych emocji. To wspaniałe portrety kobiet na tle lat 50-tych w biednej dzielnicy Neapolu, gdzie echa wojny w postawach ludzi z tego samego podwórka są cały czas wyraźnie słyszalne. Powieść to wnikliwa znajomość psychiki dorastających dziewcząt, nieuświadomionych zazdrości, bardziej świadomej rywalizacji, katorga porównywania siebie do innych i niepewność albo przypadkowość pierwszych wyborów.
I największe obawy, wspaniale opisane przez Ferrante: jestem gorsza, oraz podszyta zakazanym uczuciem odrazy, obawa  – oby tylko nie być podobną do matki.
Wszystko to , tak znakomicie oddane w powieści wskazywałaby raczej na to, że Ferrante jest kobietą.

img_7731
ilustracja Maurice’a Sendak do książki Ruth Krauss „Open house for butterflies”

Choć to w sumie nie ma znaczenia, chłopcy muszą przejść podobną drogę odrzucając własnego ojca aby stać się mężczyznami i do ojca powrócić.
To uczucie negacji, odwrócenia się, nieraz nienawiści jest drogą do wyłonienia się odrębnej naszej osoby. Po to, aby w procesie dojrzewania (i nie chodzi tu o burzliwy wiek nastoletni) powrócić do matki i ojca (czasem już dawno nieżyjących) i rozpoznać ich w sobie.
Wtedy przychodzi cud – lekko i nisko pochylamy głowę w akcie wdzięczności za to co dla nas zrobili najważniejszego, za Życie.

I jeszcze jedna, najważniejsza kwestia – jutro 8 marca, dzień kobiet i Międzynarodowy Strajk Kobiet. Ja będę z Maciejem w Poznaniu, na Placu Wolności.
Staniemy spokojnie przeciwko przemocy, której doświadczyłam jako kobieta  na różnych etapach swojego życia ale również przeciwko przemocy w stosunku do wszystkich istot.

Screen Shot 2017-03-07 at 16.40.28

I tak zataczam koło powracając do książki. Bo obok dwóch głównych bohaterek i Neapolu lat 50-tych, jest jeszcze jedna bohaterka – przemoc. Czy tak wiele się zmieniło?
Co możemy zrobić aby zmieniać świat?

 

Dlaczego?

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21441428,cztery-hektary-lasu-pod-ochrona-wyciete-w-lebie-w-dwa-dni.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21446256,wiewiorka-lezy-w-pniu-scietego-drzewa-to-zdjecie-wlasnie-staje.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta

http://wyborcza.pl/7,75400,21441071,90-proc-poteznych-bialowieskich-debow-juz-wyrzneliscie-zostawcie.html

https://www.facebook.com/fundacjadzikapolska/?hc_ref=NEWSFEED

http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/wycinka-drzew-prawo-szyszki,30,0,2272542.html

 

screen-shot-2017-03-04-at-13-50-50

Rozgryziony przypadkiem goździk i wycinka drzew dawno temu

Od dwóch dni jestem zaziębiona. Nic wielkiego, nic strasznego ale uprzykrza życie. Leje się z nosa, leje się z oczu, wyjść nie można a za oknem słońce, którego już tak spragnieni jesteśmy. Nawet w opcji z wiatrem, nawet pod pachę z zimnem – Słońce, Słońce kocham ciebie.

img_7649

Dzisiaj Maciej aby mnie trochę pocieszyć zrobił na śniadanie ryż z prażonymi jabłuszkami, cynamonem i goździkami. Wspaniałe danie, wspomnienie dzieciństwa, proste, szybkie i tanie. I gdy go jadłam ze smakiem, rozgryzłam goździka (no przecież, włąśnie je dodajemy do jabłuszek, a z gwoździ robimy zupę:). Poczułam piekący, aromatyczny smak, którego z niczym pomylić nie sposób. I przypomniałam sobie wszystkie dobrodziejstwa, które niesie ze sobą taki goździk. Oprócz tych smakowych.

W tym malutkim, nierozwiniętym pączku kwiatowym, który jest zbierany gdy się tylko zaróżowi siedzi eugenol – czarodziej, który zmniejsza stany zapalne i hamuje ekspansję drożdży. Jest wspaniałym remedium na ból zęba – przypomniał mi się mój kuzyn cierpiący na zapalenia dziąseł i słabe zęby, który często chodził z opatrunkiem z goździków.
Goździki znane są ze swoich właściwości antybakteryjnych i antyseptycznych.
Goździki odświeżają też znakomicie jamę ustną – były żute już w starożytnych Chinach, przed audiencją u cesarza, żeby władcy nie powalić nieprzyjemnym zapachem z gęby. Może warto zastąpić nimi napakowane chemią gumy do żucia?
Znali je też Rzymianie a pierwsze ślady używania goździków pochodzą z 1700 roku p. n.e.

screen-shot-2017-03-04-at-12-30-44

Ta przyprawa, jak większość, pochodzi z Indonezji a konkretnie z Moluków (Wysp Korzennych) i była, podobnie jak gałka muszkatołowa cenniejsza niż złoto.
Kiedy w 1522 jedyny z pięciu statek Magellana powróciły (bez niego) z fatalnej wyprawy dookoła ziemi, był wyładowany właśnie goździkami i gałką. Goździków było 26 ton i sprzedano je za równowartość prawie 1 mln dolarów!
W 1605 na Moluki dotarli Holendrzy i zapragnęli zmonopolizować rynek goździków.
Wycięli wszystkie drzewa, które rosły poza strefą ich kontroli co przyczyniło się do… powstania na Molukach. Goździkowiec jest bowiem drzewem, które tradycyjnie sadzone jest po urodzeniu dziecka i jak tradycja karze, jego życie jest powiązane z życiem dziecka. Można sobie wyobrazić nienawiść do tych którzy przybyli i zaburzyli ten zwyczaj.

No cóż, wycinanie drzew, próba monopolizacji, zachwianie ekosystemu, zachłanność i brak poszanowania dla tradycji i dla drugiego człowieka…prowadzące do powstania. Może to wcale nie taka odległa historia?

http://indahnesia.com/indonesia/MALHIS/history_of_maluku.php
http://www.indepthinfo.com/cloves/health.shtml