Archiwa miesięczne: Marzec 2018

Middlesex – lektura obowiązkowa na dzisiejsze czasy.

Koniecznie chcę was namówić na przeczytanie powieści Jeffrey’a Eugenidesa „Middlesex”.

Screen Shot 2018-03-23 at 16.12.26

Niezwykłe jest to, że książka jest dla wszystkich: od wielbicieli pięknego języka i unikalnego sposobu narracji, przez miłośników sag rodzinnych rozpiętych na wielu pokoleniach, po poszukiwaczy sensacji i tropicieli smaczków, czytanych z wypiekami na twarzy.

Powieść opowiada o losach Calliope, dziewczynki urodzonej w Detroit w greckiej rodzinie emigrantów, która w wieku lat 14 okazuje się być chłopcem i taką też tożsamość wybiera, uciekając przed operacją, która miała sprawić, by jej atrybuty żeńskie, stały się jeszcze bardziej kobiece. Calliope (to grecka muza poezji), poprzez własny, dramatyczny wybór staje się Calem, który jako narrator opowiada nam historię swojej rodziny.

Wędrujemy więc do Grecji i roku 1922, gdzie dziadkowie Cala uciekają ze swojej rodzinnej wioski przed nadciągającymi tureckimi hordami. Dotrą do Smyrny, którą cudem opuszczą na okręcie, zostawiając za sobą jeden z największych pożarów nowożytności i pogrom greckich i ormiańskich chrześcijan.

To tutaj, w miłosnej szalupie Leftiego i  Desdemony zaczyna się historia pewnego zmutowanego genu.
Kochankom zdaje się, że mgła gęsta jak mleko, przesłoni ich wielką tajemnicę.
Tajemnicy tej nie da się przesłonić ale przez niezwykły kunszt Eugenidesa oswajamy się powoli  i otwieramy serce na losy tej kazirodczej miłości. Czujemy jak naturalne mogą stać się wybory, kierowane prawdą serca…a może to nie są wybory…może to los…przed którym nic nas nie ochroni.

Powoli oswajamy się i miękniemy w obliczu inności głównego bohatera. Stajemy się nim, tak jak on staje się wszystkimi postaciami tej wspaniałej powieści bo Eugenides to absolutny MISTRZ narracji, którą prowadzi w wielu wątkach, jak wszystkowiedzący Obserwator, rozumiejący i kochający Człowieka.

My, Grecy, pobieramy się w kręgach, aby tym silniej wyrazić podstawowe prawdy małżeńskie, mówiące, że aaby być szczęśliwym, trzeba odnaleźć różnorodność w powtarzaniu, a aby pójść do przodu, należy wrócić do początku.”

„Tymczasem Miltona dręczyło dziwne pragnienie rodziców, a zwłaszcza ojców, aby ich dzieci przeszły przez te same cierpienia co oni.
– Przydałaby ci się służba wojskowa – powiedział”

 „ Sokrates: – Zdaje się, że istnieją dwie przyczyny upadku sztuki.
Adeimantus: – jakież to?
Sokrates – Bogactwo, powiadam, i ubóstwo”

 „Ale ostatecznie nie zależało to ode mnie. Wielkie sprawy nigdy nie zależą od nas. Takie jak narodziny i śmierć. I miłość.
I to, co miłość przekazuje nam w spadku jeszcze przed naszym narodzeniem.”

IMG_1888rysunek Marty Mai Gierczyńskiej z naszego Pierwszego zeszytu z przepisami (następny w przygotowaniu)

 I cóżby tu zaproponować na grecki obiad?
Może WEGAŃSKĄ MUSAKĘ?

1 szklanka brązowej soczewicy
1.5 szklanki wody
2 średnie bakłażany, pokrojone na plastry ok. 1.5 cm
sól
olej do smażenia
3 średnie ziemniaki, pokrojone w plastry ok. 7mm
3 łyżki koncentratu pomidorowego
puszka pomidorów z wodą
2 łyżeczki sosu chilli
2 łyżeczki sosu Worcester
1/2 łyżeczki zmielonego ziela angielskiego
1/2 łyżeczki zmielonej gałki muszkatołowej
1 łyżeczka Marmite, do kupienia u nas w sklepach z kuchniami świata
1/2 szklanki wywaru z jarzyn, może być z kostki lub po prostu woda
2 łyżeczki soli
1 łyżeczka świeżo zmielonego pieprzy
natka pietruszki do posypania

Gotujemy przepłukaną soczewicę ok. 20 min.
Solimy bakłażana i odstawiamy na 20 min, po czym odsączamy zebraną wodę. Smażymy krótko na patelni z olejem, odsączamy na papierowym ręczniku. Tak naprawdę to zawsze najpracochłonniejszy krok przy daniach z bakłażanem, który lubi opić się tłuszczu, za czym my z kolei nie przepadamy.
Blanszujemy ziemniaki, na koniec przelewając zimną wodą na sicie. Muszą pozostać półtwarde.
Soczewicę i wszystkie przyprawy wraz z pomidorami, Marmite, sosami i wodą miksujemy w blenderze ale nie na kompletną papkę. Mikstura powinna być grudkowata i płynna, jak sos.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 C.
w żaroodpornym naczyniu układamy warstwę bakłażana, połowę sosu, warstwę ziemniaków, znów bakłażany i na końcu pozostały sos.
W wersji wege to wszystko przed zapieczeniem (możemy ułożyć wege ser dobrze znoszący obróbkę cieplną.
Pieczemy 45 min i posypujemy na końcu natką.

W wersji wegeteriańskiej robimy jeszcze sos, podobny do tego do lasagni.

Sos
4 łyżki masła
4 łyżki mąki
1.5 szklanki mleka
1 łyżeczka soli
2 rozdzielone jajka
pół szklanki utartego sera
Rozpuszczamy masło w rondelku, dodajemy mąkę, mieszamy do uzyskania gładkiej masy, powoli dodajemy mleko, ciągle mieszając. Dobre do tego są małe trzepaczki.
Zdejmujemy z ognia i dodajemy powolutku żółtka. Białka ubijamy i dodajemy do sosu wraz z utartym serem.
Polewamy musakę i tak zapiekamy.

Przepis pochodzi z nowozelandzkiej książki Rowan Bishop i Sue Carruthers

SMACZNEGO!

 

Reklamy