Archiwum kategorii: szamanizm

Medicine Wheel Indian Quero

Rysunki przedstawiające założenia wszystkich szamańskich tradycji na świecie znalazłam pod tym adresem,
Interesował mnie świat, jakim go pojmują Indianie Quero bo to jest podstawa pracy, którą wykonujemy nad sobą z Joanną Rus. Pisałam już o tym tutaj. Warsztaty cały czas są kontynuowane, spotykamy się od prawie 10 lat w tym samym składzie, dwa razy do roku. Już samo to jest zadziwiające i niespotykane.  Jeśliby ktoś był zainteresowany, jest gotowość otwarcia nowej grupy.

Rysunek może wydawać się tajemniczy, egzotyczny – Waż i Jaguar, Koliber i Kondor.
Ma jednak głęboki sens i natychmiastowe przełożenie na nasze życie i na to co się w nim wydarza. Jest narzędziem dzięki, któremu posuwamy się w samopoznaniu i zmianie. Bo czy samopoznanie warte jest tej całej pracy bez możliwości zmiany? Bez porzucania starych nawyków, które nawet nie są nasze, które niesiemy i dziedziczymy, nawet jeśli są wyrazem buntu i zerwania. Sam bunt albo odwrócenie się od przodków jest przecież jedynie odpowiedzią na to co zastane. O tym przypomina nam Wąż, zrzucając ciągle swoją skórę (uzdrowienie na poziomie fizycznym). Teraz może zaatakować Jaguar, w jednej chwili zaciskając szczęki na tym co już nie służy i transformować, zamieniać na nowe (uzdrowienie na poziomie emocji).  Teraz przyleci Koliber aby pić nektar z naszego Serca i z radością przyjąć co jest i tworzyć naszą pieśń (uzdrowienie mentalne). Teraz dopełnia się duchowe uzdrowienie i wysoko nad nami, widząc wszystko wzlatuje Kondor

screen-shot-2017-02-17-at-19-36-47

Dziękuję tej wielkiej tradycji i wszystkim, którzy ją tworzyli i którzy dbają o nią teraz. Dziękuję Życiu, że dane mi spotykać ludzi, którzy ponad wszystko pragną rozwoju Świadomości i otwarcia Serca,początkowo swojego, potem pracując dla innych, potem dla Wszystkiego.

A to przyszło w Walentynki od  mojej nauczycielki

screen-shot-2017-02-17-at-20-06-42

 

Bardzo dziwna książka i łyk zdrowia po niej

Po świętach ogarnęło mnie czytelnicze szaleństwo. W ciągu jednego dnia przeczytałam „Noc ognia” – Erica Emanuella Schmitt’a, w ciągu następnych „Uprawę roślin południowych metodą Miczurina” – Weroniki Murek a dziś zamknęłam „Drogę” – Cormac’a McCarthy’ego.

„Droga” poruszyła mnie bardzo, ale nie ona jest tytułową dziwną książką.
Jest nią nagradzany w Polsce debiut młodej Weroniki Murek – zbiór opowiadań, które przekraczają granice snu-jawy, żywego-martwego oraz niczym nieograniczonej fantazji, która buzuje na kartkach książki i zagarnia czytelnika. Trzeba się skoncentrować aby nie przepaść w tej krainie. Czasem miałam wrażenie, że to sztuka dla sztuki i nie dziwiłam się, że książkę poleciła mi koleżanka artystka. Widziałam bowiem przed oczyma poszczególne sceny jak zmieniające się obrazy, skończone w swoim pięknie, surrealistyczne.
Od samego początku, od okładki, która wprowadza tajemnicęi dezorientację, wchodzimy w mroczny świat, który, i to jest największym żródłem niepokoju, znamy skądś dobrze. Zapyziałe miasteczko, przedszkole jak z sennych powidoków, gdzie naświetlane są dzieci, przeciwko krzywicy – jeszcze to pamiętam. Autorka zachwyca  kreowaniem atmosfery z pogranicza światów i historii. Wszystko bardzo dojrzałe i dotykające tematów, które przypisuje się innemu wiekowi – śmierć, odchodzenie, samotność.

screen-shot-2017-01-01-at-19-32-16

Czasy się mieszają, plany się mieszają, narracje i w końcu my sami coraz bardziej pomieszani.
W pierwszym opowiadaniu spotykamy dziewczynę, która jest już martwa ale jeszcze o tym nie wie, tuła się zatem po śladach swojego życia i szuka dowodu, że to pomyłka, że nie ją chowają za chwilę. ” O tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia. Czasami tak bywa. ” To pierwsze zdanie książki.

„No – powiedział mężczyzna znad szachownicy – to na co pani zmarła?
– Może pani mówić – odezwał się ten w czerwonych chodakach – Tutaj sami swoi.
– A tak sobie, po prostu powiedziała Maria – Mogłam, to umarłam.
– Tak sobie, po prostu – powtorzył tamten i zabębnił palcami w stół, rozglądając się dookołą.
Wszyscy pospuszczali wzrok.
– Osobiście jestem człowiekiem rozumu – powiedział – i nie przekonuje mnie śmierć tak po prostu.
– Dlaczego? – spytała kobieta z aksamitką – Ja też się kiedyś zabiłam. Nie ma się czego wstydzić. Każdy z nas ma inne potrzeby. Niektórzy odchodzą w samotności, tak lubią. Jeśliby oceniać…
– Wcale nie oceniam – powiedział mężczyzna – po prostu nie mieści mi się w głowie. Ja osobiści żyłbym ile wlezie – umilkł, udał, że zbiera paluchem okruchy ze stołu.- Ostatecznie jednak człowiek jest wolny niestety.”

Maciej uważa, że w tych swoich opowiadaniach o książkach za dużo cytatów daję. Ale jeden cytat, zwłaszcza o takiej sile i zniewalającym pięknie, mówi więcej o książce niz setki słów. A i tak zawsze swoje trzy grosze wrzucę, choćby poprzez wybór książek, o których piszę.
„Uprawa roślin południowych…”wprowadza wręcz nastrój psychodeliczny, i trudno odpowiedzieć, czy mi się podobała. Na pewno zagarnęła, przeniosła w inny świat. Zachwycają mnie piękne metafory, czarny humor, dialogi. I na pewno będę z niecierpliwością czekać na następne dzieło. Mam nadzieję, że tym razem powieśc bo „Uprawa…” zostawia duży niedosyt, jest urwana jakby w pół słowa i to jest dla mnie jej mankamentem. Choć może w tym również leży jej siła…nie wiem, i trudno mi nawet rozpoznać wszystkie uczucia, które książka we mnie wzbudziła.

A tytułowym łykiem zdrowia jest mój zimowy szlagier, uzależniacz. Prosty jak cep (aby odwołać się do wiejskich klimatów książki:) a zdrowy niesłychanie.

img_7299

Na 1/2 szklanki przegotowanej ciepłej wody dodaj

  • sok z jednej pomarańczy
  • 2 łyżeczki octu jabłkowego
  • 2 łyżeczki mioduOcet jabłkowy najlepiej zrobić samemu, wiadomo, ale jeśli nie mamy cierpliwości warto kupić go w sklepie ze zdrową żywnością. Nasze kochane jabłka to niestety jedne z bardziej pryskanych owoców a napój ten jest pysznym lekiem na całe zło:)
    Przepisów na ocet jest w internecie mnóstwo, podobnie jak informacji czego jest skarbnicą i dlaczego warto go pić.  Tutaj podaję ten, który robi Pani Iwonka i który używamy do bardzo wielu potraw w lipowym domu – od winegretu, przez zupy, pasty do napojów właśnie.

    Wyparzony słoik skórek z jabłek, najlepiej 3 rodzajów i oczywiście ekologicznych, zalewamy ciepłą przegotowaną wodą z miodem i cukrem. Na litr wody dodajemy 1 łyżkę miodu i 1 łyżkę cukru.
    Skórki nie powinny unosić się nad powierzchnię płynu, można docisnąć je wyparzonym talerzykiem albo mniejszym słoiczkiem.
    Przykrywamy gazą i odstawiamy w miejsce, gdzie będziemy mogli początkowo mieszać ocet codziennie. O temperaturze w jakiej powinien stać ocet są rozbieżne zdania. Pani Iwonka trzyma go w temperaturze ok 20 st. Ważne, aby utrzymane były sterylne warunki – gdy mieszamy ocet nie oblizujemy łyżeczki:). Jabłka zaczynają pracować i podniosą się trochę, przykrycie musi zabezpieczać przed muszkami.
    Pierwsza fermentacja gotowa jest po ok. 4 tygodniach. Jeśli chcemy uzyskać ocet mocniejszy filtrujemy płyn, dokarmiamy miodem i cukrem i pozostawiamy do powtórnej fermentacji.
    Po tym czasie zlewamy do butelek.

    Na zdarowie!

 

Na co czekać?

image

Kąpiemy się we wrześniu w jeziorze, jedziemy 30 km bo przyszła ochota na dobrą rybkę i 20 żeby uściskać dawno nie widzianą osobę. Idziemy podziwiać jej warzywniak a po ziemniaki, te suche, żółte, z pola w przeciwną stronę.

Wyrzucamy stare mapy i ubrania.

Skracamy dystans. Do siebie samych. Wchodzimy do środka, daleko coraz bliżej, tam gdzie bije serce.

Bo na co czekać? Kiedy zacząć to co zawsze trwa? Kiedy skończyć co nigdy nie było?

Zanurzamy się w jeziorze, zanurzamy się w sercu. Teraz.

image

Aga Michalska w swoim ogrodzie

Stanislav Grof w Polsce

Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że w połowie września przybędzie do Polski Stanislav Grof, wielki badacz psychiki i przede wszystkim wpływu jaki mają na nią środki psychodeliczne. Choć nie tylko. Jest on również ojcem oddychania holotropowego – metody, która bez użycia substancji zmienia i poszerza stany świadomości. Zarówno środki psychodeliczne, zwłaszcza LSD, jak i oddychanie holotropowe, służą Grofovi do badań nad leczeniem nerwic, psychoz, uzależnień oraz do pomocy nieuleczalnie chorym i umierającym w pogodzeniu się i zaakceptowaniu nadchodzącej śmierci. Wyniki jego kilkudziesięcioletnich badań i terapii, rozpoczętych w Pradze a od 1967 kontynuowanych w USA, dokąd Grof wyemigrował, są fascynujące, przede wszystkim dlatego, że ukazują i eksplorują obszary wypierane bądź wykluczane z kręgu zainteresowań zachodniej medycyny. 

informacje dt wizyty Stanislava Grofa w Polsce

Czytałam dwie książki Stanislava Grofa, obydwie wspaniałe i obydwie wydane przez nieocenioną i niezastąpioną Okulturę, o której na pewno będzie osobny wpis.Pierwsza z nich to niedostępna na razie:

“Mój pierwszy kontakt ze stanami holotropowymi był bardzo trudny i kłopotliwy pod względem intelektualnym
i uczuciowym. W początkowym okresie swych badań laboratoryjnych i klinicznych nad psychodelikami codziennie bombardowały mnie przeżycia i spostrzeżenia, do których nie byłem przygotowany jako lekarz
i psychiatra. Tak naprawdę, widziałem rzeczy, które z naukowego punktu widzenia, czyli światopoglądu,
w którym się wychowałem, w ogóle nie powinny mieć miejsca. A jednak cały czas zdarzało się to, co niemożliwe.

Kiedy niemożliwe staje się możliwe to zbiór opowieści opisujących różne wydarzenia
z mojego życia zawodowego i osobistego, które nakłoniły mnie do porzucenia sceptycznego i naukowo-materialistycznego spojrzenia na życie oraz przyjęcia perspektywy w dużej mierze ukształtowanej przez filozofie duchowe Wschodu i nauki mistyczne świata. Dzięki tym wydarzeniom wykształciłem w sobie olbrzymi szacunek dla życia duchowego i obrzędowego oraz tradycji uzdrowicielskich występujących
w tzw. kulturach plemiennych, które świat Zachodu zbywa jako wytwory prymitywnych zabobonów. Mam całkowitą świadomość tego, że samo czytanie o tych niezwykłych historiach nie jest w stanie oddać ich mocy. Ale mam nadzieję, że pozwolą one czytelnikom choćby zasmakować tego ponownego oczarowania światem, jakie stało się moim udziałem.”.
(fragment książki), wybrany przez wydawnictwo Okultura

druga doczekała się już drugiego wydania

“Do późnych lat sześćdziesiątych XX wieku zachodnia cywilizacja przemysłowa niemal w ogóle nie interesowała się problematyką śmierci i umierania. Jedynym wiarygodnym wytłumaczeniem tego fenomenu jest masowe wypieranie się śmierci i tłumienie wszystkiego, co się z nią wiąże”. Topimy śmierć we łzach, odpędzamy śmiechem, zagłuszamy szumem medialnym. W Najdalszej podróżyStanislav Grof proponuje nam wyprawę aż po kres istnienia w celu zobaczenia, co znajduje się dalej. Czym jest śmierć – końcem czy początkiem wszystkiego? Jakie towarzyszą jej wizje? Dokąd prowadzą? Książka Grofa nie zabiera ostatecznego głosu w tej kwestii, ale dostarcza fascynującego spojrzenia na problematykę, która dotyczy każdego.“ fragment książki

I oczywiście koniecznie trzeba pamiętać o tych, którzy poświęcają czas, pasję, nierzadko angażując własne środki aby odwiedziny takich gości były możliwe. Organizatorem przyjazdu i wykładów Stanislava Grofa jest Fundacja Gaia Mater, która w tamtym roku zaprosiła do nas Ralpha Metznera

Biegnąca z wilkami

Rzadko piszę o książkach choć czytam je bez ustanku. Są najlepszymi przyjaciółmi. Zawsze tym były, odkąd pamiętam. Niepohamowana ciekawość co będzie dalej pchała mnie do najśmielszych wyczynów w czasach dzieciństwa i młodości. Do nich należało czytanie „Przeminęło z wiatrem” na lekcji geografii u Pani Patyry w V LO w Szczecinie (kobiety- legendy, pożerającej struchlałych uczniów na drugie śniadanie), taszczenie książek w plecaku przez góry, czytanie pod kołdrą przy latarce, kiedy dawno już kazano zgasić światła.
Nie ma natomiast wiele tytułów do których wracam – stoją na półce „w razie czego”, są bezcenne, kochane ale cały czas jest tyle nowego do przeczytania, że nie starcza czasu na powroty.
Ale ta książka jest inna. Pierwszy raz sięgnęłam po nią, niech no sprawdzę, w 2001 roku bo wtedy było pierwsze polskie wydanie. Przeczytałam pierwsze rozdziały, były trudne, wymagały skupienia. Nie wiem na czym wtedy skończyłam, z całą pewnością nie doczytałam do końca.
Teraz ta książka zawołała mnie – nie umiem tego inaczej określić ale tak właśnie było. Czytałam ją miesiąc, od deski do deski, wracając do fragmentów szczególnie dla mnie ważnych.

image

ilustracje Justyny Stoszek

Wiele baśni, zwłaszcza od połowy książki, wrecz mnie zahipnotyzowały – taką opowieścią jest Kobieta – szkielet. Potem już tylko napięcie rosło:). I osiągało szczyt, po to aby przetoczyć się z łoskotem na drugą stronę – stronę uzdrawiającej mocy opowieści. Jak fale, zagarniała mnie ta książka, otwierała serce, opatrywała rany. Kołysała i śpiewała do ucha pieśń o naszej prawdziwej naturze. Pieśń o Tej, która Wie, pieśń o Dzikiej Kobiecie w każdej z nas.
Mowa oczywiście o Biegnącej z wilkami Clarissy Pinkoli Estes. Nie będe tu pisać o autorce, można o niej przeczytać na stronie
a jej komentarze do rzeczywistości oraz najnowsze poematy sa między innymi tutaj

image

Wiele baśni, które opowiada, które na nowo odsłania dla nas rozpoznawałam jako „historyczne” dla mojego życia. To te, które mówią o naszej młodości, o błędach, które popełniamy i popełniać musimy aby przejść inicjacje, aby wkraczać głębiej i głębiej do naszej Jaźni, do naszej prawdy o sobie. Choć są motywy, które nie mijają z wiekiem. Ciągle potykamy się o sytuacje, które tylko z pozoru są nowe i inne. Są coraz głośniej rozbrzmiewającym mitem naszego własnego życia. Początkowo to tylko szmer…Estes nie cacka się z nami – dotąd będziemy krwawić, będziemy się potykać, dokąd nie rozpoznamy swojego prawdziwego oblicza – oblicza Dzikiej Kobiety.

image

Etapy w życiu kobiety wg Estes

0-7 wiek ciała i marzeń, socjalizacja bez utraty wyobraźni
7-14 wiek rozdzielenia i splatania sie rozumu i wyobraźni
14-21 wiek nowego ciała, wiek dziewczęcy, pączkująca, jeszcze skrywana zmysłowosc
21-28 wiek nowego świata, nowe życie, poznawanie różnych swiatów
28-35 wiek acierzyństwa, nauka matkowania sobie i innym
35-42 – wiek poszukiwań, matkowanie własnej tożsamości, poszukiwanie tożsamości
42-49 początek starczej mądrości, odnalezienie swej dalekiej siedziby, dodawanie otuchy innym
49-56 wiek podziemnego świata, poznawanie znaczenia słów i obrzędów
56-63 wiek wyboru, wybór swojego świata i pracy, jaka została jeszcze do zrobienia
63-70 wiek strażniczki, przewodniczki, przetworzenie całej zdobytej wiedzy
70-77 wiek odmłodzenia, pogłębianie wiedzy staruchy
77-84 wiek istoty mgielnej, znajdowanie wielkich rzeczy w małych
84-91 wiek snucia szkarłatnej nici, zrozumienie splotów życia
91-98 wiek eteryczności, mniej słów, więcej istnienia
98-105 wiek pneumy – oddechu, ducha, tchnienia życia, powiewu
105+ wiek nieskończoności

W tym roku skończyłam 50 lat. Bardzo cieszyłam się na tą chwilę i przygotowywałam do niej.  Życie po raz kolejny pokazało, że ma w nosie moje plany. Przyszła choroba najbliższej osoby, która sprawiła, że planowanie jest ostatnia rzeczą, która mi w głowie. Przyszła potrzeba podążania za życiem, takim jakie ono jest, bez naginania go do własnych wizji. Przyszła akceptacja cykli, których amplitudy zmieniają się nie tylko z roku na rok, z miesiąca na miesiąc ale z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Zdałam sobie sprawę, że jedyne słowo, którego nie ma w moim słowniku to czekać. I znalazłam je w etapie teraz mi przynależnym – w świecie podziemnym poznajemy znaczenie słów i obrzędów.

image

Ostatnia baśń w książce “Bezręka dziewczyna” obejmuje cały cykl życia kobiety.

Oto fragmenty książki
Nie trwamy żeby trwać. Wytrwałość jest tworzeniem czegoś solidnego i ważnego.
W mitach próba wytrwałości jest jednym z rytuałów Odwiecznej Pierwotnej Matki, archetypu Dzikiej Kobiety…
Gdzie odbywa się ta nauka? w podziemnym lesie…Ten pierwotny świat leży pod światem widzialnym, pod światem postrzeganym przez ego…
dziewczyna z baśni kilkakrotnie zstępuje w podziemny świat. po opanowaniu jednego etapu zstąpienie i transformacji zagłębia się w następny. Te alchemiczne szczeble stanowią pełne cykle, a w każdym z nich następują po sobie zagubienie, ofiara, nadejście światła.
Możemy sobie świetnie radzić zw życiu codziennym ale każda kobieta, jeśli tylko trafi się okazja, bez namysłu da się wciągnąc w pakt z diabłem. Ta katastrofalna w skutkach transakcja wiąże się z ogromnym i znamiennym paradoksem. choć niefortunna decyzje można uznac za patologiczny akt samozniszczenia, najczęściej staje się on przełomowym i życiodajnym wydarzeniem, które otwiera drogę do odrodzenia potęgi instynktownej natury. Biorac to pod uwagę, choc nastepuje chaos, nieszczeście i smutek, błędna decyzja, tak jak narodziny i śmierć, okazuje sie dobroczynnym w skutkach balansowaniem na skraju przepaści, zaplanowanym przez Jaźń, żeby wprowadzic kobiete na głębiny jej dzikosci.

By umożliwić pełny rozkwit, własny instynkt prowadzi nas do odkrycia, że nic nie jest takie jak się z pozoru wydaje.
Zagubienie i zdrada to pierwsze nieporadne kroki w podziemnym lesie. Tam, nierzadko po raz pierwszy w życiu, możemy przestać sie obijać o mury wzniesione własnymi rękami i wyjść z ich kręgu.

…nawet podczas chwil najbardziej mrocznych kobieca nieświadomość, nasza najgłębsza natura, karmi duszę kobiety. Kobiety relacjonują, że nawet w nieprzeniknionych ciemnościach duszy czują muśnięcie skrzydeł i doznają oświecenia. Czują przypływ pożywienia z wewnątrz, wytrysk świętej wody z suchej spękanej ziemi. ..skąd dokładnie, nie wiedzą. To źródło nie kładzie kresu cierpieniom, ale karmi w chwilach kiedy nic innego nie ma. Zaspokaja głod byśmy mogły iśc dalej. A to najważniejsze – iść dalej. Dążyć do przeznaczonej nam wiedzy.

stajemy przed wyzwaniem pokochania „brzydkich” aspektów naszej osobowości i jest to największy wysiłek, jaki musi podjąć każda bohaterka.

ta opowieść zostawia cenna wskazówkę – jeśli czujesz że zaprzepaściłaś swoją misję, jeśli jesteś zagubiona, zbita z tropu, to poszukaj diabła zastawiającego zasadzki w twojej własnej psychice.

Jest wielką zasługą kobiety, że nawet jeśli wielokrotnie tego sobie życzy, to nie odjeżdża samochodem, zapatrzona w zachód słońca. A przynajmniej nie robi tego permanentnie. Właśnie to zewnętrzne życie wytwarza bowiem odpowiednie ciśnienie, napięcie potrzebne do wykonania podziemnych zadań. To napięcie jest dla nas korzystne, ono tworzy głębię i sens życia.

I jeszcze jedna rzecz – nie mogąc oderwać się od książki, wędrowałam z nią pod pachą po mieście. Wchodziłam do kilku sklepów, do gabinetu kosmetycznego na swoje wymarzone pazurki, szwendałam się po mieście niespiesznie bo jest to pierwsze od wielu lat lato, którego nie spędzam wyłącznie na Mazurach. Gdziekolwiek wchodziłam, kobiety widząc książkę, podnosiły głowy znad kas, lad czy stóp i mówiły – też ją uwielbiam. 

Nasz wielki klan jest tutaj, wokół, tuż za rogiem. Kobiety połączone niewidzialną nicią, więzami przeżyć i odczuć, pragnień i niezłomności. Siostrzaństwo.

Nareszcie wkroczyła CZAROWNICA

“ – wiem kim jesteś, czuwałaś nade mną przez całe moje życie, wiem, że tam jesteś. Twój cień podążał za mną gdy byłam mała, nie bój się…

– nie boję się

– więc pokaż się

– wtedy ty zaczniesz się bać…”

image

Dawno dawno temu czyli wszędzie i zawsze, w Tobie, we mnie, w nas wszystkich i dookoła nas, śni się baśń.

Ta, o której pisze to Śpiąca królewna, napisana w XVII w przez Charlesa Perraulta. W niej to król i królowa przez wiele lat oczekują upragnionego dziecka, popadając w coraz większy smutek i zwątpienie. I oto któregoś dnia, podczas kąpieli, królowej ukazuje się żaba i przepowiada  narodziny potomka (zupełne zwiastowanie) Po 9 miesiącach rodzi się dziewczynka. Cały dwór i całe królestwo szaleje z radości a królewska para urządza oszałamiające przyjęcie z okazji chrzcin Aurory. Król zaprasza 12 wróżek (bo tyle ma ponoć złotych talerzy), pomijając jedną z nich. Aurora zostaje przez wróżki obdarowana wszelkimi przymiotami – cnotą, urodą, mądrością, dobrocią, skromnością i sama już nie wiem czym tam jeszcze. Na pewno są to wszystkie cechy grzecznej dziewczynki, perfekcyjnej pani domu, kochającej przyszłej matki i oddanej córki.

image

Kiedy swój dar składa 11 wróżka w sali balowej pojawia się ta pominięta, “przeoczona” wróżka trzynasta. Jej cyfra, tak jak i ona sama, jest od wieków wykluczona – od momentu kiedy w patryialchalnym świecie kalendarz księżycowy, oparty o 28-dniowy miesiąc zgodny z fazami księżyca i fazami cyklu kobiety został zastąpiony kalendarzem gregoriańskim.  Ta “fatalna” 13 wie czego chce i jest bardzo konkretna – Aurora ukłuje się w palec wrzecionem i umrze w dniu swoich 16 urodzin – tak brzmi wyrok.

Wrzeciono nie znalazło się tu przypadkowo – jest jednym z najstarszych atrybutów dojrzałej kobiecości. To właśnie przy nich gromadziły się kobiety i wspólnie tkały, to przy krosnach siedziały w kręgu i tkały siostrzaństwo. Czyż nie jest symbolicznym spalenie wszystkich krosno w królestwie?

Ale wracając do baśni. W obliczu klątwy wszyscy zamierają z przerażenia. Na szczęście został jeszcze dar 12 wróżki i ona to zmienia zaklęcie – Aurora zaśnie na 100 lat i obudzi ją pocałunek księcia.

image

zdjęcie Eugenio Recuneco

Resztę znamy dosyć dokładnie – klątwa spełnia się ale i lekarstwo na wszelkie zło pod postacią dzielnego księcia przybywa i pocałunkiem budzi królewnę do szczęśliwego życia (rodzinnego). Zła czarownica ginie przebita mieczem księcia.

image

ilustracja z pięknego bloga Mateusza Świstaka

Wbrew pozorom to okrutna baśń, skazująca kobiety na bierność, na bycie miłą i pachnącą (polskie imię Aurory to Różyczka), na odwieczny sen w oczekiwaniu na wybawienie przez mężczyznę. I mimo pozorów wyzwolenia kobiety śnią dalej. Ich niedojrzała kobiecość wykorzystuje manipulacje i poczucie winy do fałszywego poczucia panowania nad swoim życiem. A w głębiach coraz bardziej zgorzkniałych serc nadal czekają na księcia, który oczywiście nie jest ich mężem ani nawet kochankiem. Ale na pewno jest, gdzieś tam, i gdyby tylko…Punkt kulminacyjny każdej wersji tej baśni to początkowo cichy szum kołowrotka, głos, intuicja i ciekawość, która prowadzi Aurorę do zamkniętych drzwi wieży. Kiedy je otworzy nic nie bedzie takie jak przedtem. To może być scena o każdej inicjacji, podczas której musimy umrzeć aby urodzić się na nowo – to pierwsza miesiączka, inicjacja seksualna, porzucenie dotychczasowego życia, podążenie za swoim marzeniem, decyzja o terapii, o zerwaniu związku, o nowym związku, o byciu singlem, o wyjeździe, o powrocie. Inicjacją może być każda decyzja, która płynie z potrzeby serca, z niezgody na życie cudzym życiem, na uwarunkowania ograniczające wolność, czymkolwiek jest ona dla nas. Ten kołowrotek jest wieczny – trzeba nastawić tylko ucha…

image

Obudź się królewno, obudź się królewno – to pocałunek Czarownicy przypomni Ci kim jesteś. Otwórz oczy i spójrz w swoją twarz – piękną i dziką. Twarz, która wie co chce, zna siebie, zna swoją historię, swoje upadki, błędy. Może nie bez powodu głowę Czarownicy owija turban z wężowej skóry – tak jak wąż, potrafi zrzucać swoją starą skórę, odradzać się ciągle na nowo, zmieniać i uczyć siebie.

image

Bo baśń, tak jak sen może być obrazem naszego wewnętrznego wszechświata, gdzie wszystkie postaci są częścią nas, zmagającą się, walczącą, czasem na śmierć i życie, przechodząc przez uzależnienia, słabości, zdrady i kłamstwa. Bo ostatecznie, tak jak mówi Czarownica, nie jesteśmy dobrzy albo źli. Jesteśmy tacy i tacy.

Świetny film, wspaniała zabawa i mądra lekcja. No i cudowna Angelina, która po mistrzowsku rozgrywa co do niej należy, myślę, że absolutnie zasłużenie staje sie ikoną XXI wieku.

I może tylko ciekawi i w głowie się snuje opowieść o prawdziwej historii króla. Czy aby tylko chore ambicje i kompleksy biednego dziecka? Ojciec który za wszelką cenę chroni córkę przed nieuniknionym? A książę? Gdzie jest i jakie ma zadania? W finałowej scenie plącze się gdzieś trochę niepotrzebny. Kto napisze jego historie przebudzenia – bo on tam jest, potrzebny i ważny, i w ostatecznym rachunku bez niego świat jest tylko połowiczny.

“Szamańskie uzdrawianie: Nie jesteśmy sami” – wywiad z Michaelem Harnerem [Bonnie Horrigan]

Michael Harner jest profesorem antropologii kulturowej i założycielem Fundacji Na Rzecz Studiów Nad Szamanizmem, międzynarodowej organizacji ochraniającej dziedzictwo szamanizmu plemiennego, a także nauczającej technik szamańskich z wykorzystaniem ich dla celów współczesnej cywilizacji.

Michael Harner uznawany jest za prekursora neoszamanizmu, praktykuje od 1961 roku. Uzyskał doktorat na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, zasiadał w radzie wydziałowej wydziału antropologii New School for Social Research w Nowym Yorku oraz był jej wykładowcą, wykładał także na Uniwersytetach Yale, Columbia i UC Berkeley. Opublikował książkę Jivaro, halucynogeny i szamanizm oraz klasyczną Drogę szamana. Prowadził również liczne badania terenowe wśród ludów górnej Amazonii, Meksyku, Peru, Arktyki kanadyjskiej i wielu innych.

image

 

Czym jest szamanizm?

Michael Harner: Słowo “szaman” w języku tunguskim odnosi się do osoby, która odbywa podróże w zaświaty w zmienionym stanie świadomości. Przyswojenie tego terminu przez kulturę Zachodu było użyteczne ze względu na to, że ludzie nie znali jego znaczenia. Terminy tj. czarodziej, czarownik, wiedźma czy znachor mają swoje własne konotacje, niejasności i oraz związane z nimi uprzedzenia. Mimo, że termin jest syberyjski, szamanizm był praktykowany na wszystkich zamieszkanych przez ludzi kontynentach.

Po latach wytężonej pracy, Mircea Eliade, w swojej książce Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy stwierdził, że szamanizm jest podstawą wszystkich tradycji duchowych naszej planety i że najbardziej charakterystyczną jego cechą jest, choć nie znaczy to że jedyną, podróż w zaświaty w zmienionym stanie świadomości. Szamani zwani są także często “jasnowidzami” lub “wiedzącymi” w językach plemiennych, ponieważ są uwikłani w system wiedzy oparty na doświadczeniu bezpośrednim.

Szamanizm nie jest systemem wierzeń. Jest on oparty na osobistych eksperymentach nastawionych na uzdrawianie, otrzymywanie informacji czy na inne rzeczy. Faktycznie, jeśli szamani nie uzyskują żadnych rezultatów, nie są dłużej wykorzystywani przez ludzi z danego plemienia. Ludzie pytają mnie, skąd wiesz czy ktoś jest szamanem? A ja odpowiadam, to proste. Czy podróżują w zaświaty? I czy dokonują cudów?

Czy szamanizm jest religią?

Michael Harner: Praktyka szamańska jest metodą, a nie religią. W wielu kulturach koegzystuje ona z dominującymi religiami. Na Syberii znajdziemy szamanizm koegzystujący z buddyzmem i lamaizmem, to samo w Japonii. To prawda, że szamani są częstym zjawiskiem w kulturach animistycznych. Animizm oznacza, że ludzie wierzą w egzystujące gdzieś duchy. Tak więc w kulturach szamanistycznych, gdzie szamani spotykają się z duchami by uzyskać efekt tj. uzdrowienie, nic dziwnego, że ludzie w nie wierzą. Ale szamani nie wierzą w duchy. Szamani z nimi rozmawiają, wykorzystują je. Nie wierzą oni w duchy bardziej niż w to, że mają dom czy rodzinę. To bardzo ważna sprawa, bo szamanizm to nie system wierzeń.

Szamanizm nie rości sobie także pretensji do wyłączności. Szamani nie mówią “Mamy jedyny system leczenia”. W całościowym podejściu do leczenia szaman używa środków duchowych pozostających w jego gestii, we współpracy z ludźmi, którzy dysponują innymi technikami tj. ziołolecznictwo, masaż i nastawianie kości. Celem szamana jest przywrócenie pacjenta do zdrowia, a nie udowodnienie, że jego czy jej system jest jedynym skutecznym. W wielu kulturach szamani otrzymują podarki za swoją pracę ale zwracają je zawsze jeśli pacjent umiera, co jest godną polecenia innowacją, która mogłaby pomóc nam obniżyć koszty dzisiejszej służby zdrowia.

Z mojego doświadczenia wynika, że są dwa aspekty szamańskiego uzdrawiania, medyczny i duchowy.

Michael Harner: Szamani rozmawiają z roślinami i zwierzętami, z całą naturą. To nie jest tylko przenośnia. Robią to bowiem w zmienionym stanie świadomości. Nasi studenci odkrywają raptownie, że dzięki rozmawianiu z roślinami, potrafią docie tego, jak przygotować z nich lekarstwo. Szamani robią to zaś od niepamiętnych czasów. Oczywiście mają sporą wiedzę o roślinach, ale nie jest to najważniejsze. Na przykład, szamani Eskimosów nie mają dostępu do wielu roślin, więc pracują z innymi środkami. Amazońscy szamani znają jednak różne rośliny i pieśni, które z nimi harmonizują i uczą się ich zwyczajnie od nich.

Jeden mój były student z U.S.A. wynalazł praktykę odkrywania i używania roślin leczniczych opartą na uczeniu się bezpośrednio od nich. Odkrył on, że farmakopeja, którą wynalazł, bardzo przypominała starożytną, klasyczną, chińską farmakopeję mówiącą jak przygotowywać i używać tych roślin na różne dolegliwości. Inna, była studentka z Niemiec pracowała z minerałami i odkryła jak mogą być użyte w leczeniu. Okazało się, że jej odkrycia były bardzo bliskie temu, co było znane w Indiach, w czasach starożytnych. Wszystko to dowodzi bardzo ważnej rzeczy: wszystko, co było kiedyś znane, wszystko co będzie kiedyś znane, jest dostępne szamanowi w Czasie Snu. To dlatego szamani mogą być profetami, dlatego właśnie mogą się cofać w przeszłość. Razem z dyscypliną, treningiem i pomocą duchów, totalne źródło wiedzy jest dostępne.

Co się dzieje, kiedy chora osoba prosi szamana o pomoc?

Michael Harner: Szaman może na przykład podjąć podróż dla celów diagnostycznych, żeby uzyskać informacje o problemach jednostki z duchowego punktu widzenia. Niekoniecznie jest ważne jaka jest diagnoza z punktu widzenia codziennej rzeczywistości. Nie ma prostej, liniowej zależności pomiędzy chorobą duchową, a chorobą na poziomie codziennej rzeczywistości. Nie można powiedzieć, że to jest właśnie to. Tak więc szaman często będzie podejmował podróż, by dowiedzieć się jaka jest duchowa przyczyna i zgodnie z nią zdecydować o właściwym leczeniu.

Z szamańskiego punktu widzenia, ludzie którzy nie są potężni duchowo, wypełnieni mocą, są podatni na chorobę, wypadki i pecha. To wykracza poza przyjętą przez nas definicję choroby. Szaman przywraca osobie połączenie z jej duchową mocą. Duchowa moc człowieka jest czymś analogicznym do duchowego systemu odpornościowego ale nie postawiłbym między nimi znaku równości. To analogia. Moc sprawia, że człowiek jest odporny na chorobę. Jeśli ktoś jest wciąż chory, wtedy jasne jest, że potrzebuje połączenia ze swoją mocą. Zdrowa osoba, która nie jest chora może podjąć wędrówkę po wizję, by uzyskać to duchowe połączenie, ale jedną z ról szamana jest pomaganie ludziom, którzy nie są w stanie tego sami zrobić.

W naszej kulturze wielu ludzi uważa obecnie za awangardę mówienie o połączeniu pomiędzy ciałem i umysłem ale fakt, że mózg jest połączony z resztą ciała nie jest żadnym novum. Wiemy to od setek tysięcy lat. Co jest najbardziej interesujące w szamanizmie to wg mnie fakt, że szaman wie, iż nie jesteśmy sami. Rozumiem przez to, że kiedy istota ludzka pracuje ze współczuciem nad tym, aby druga osoba przestała cierpieć, duchy pomocnicze interesują się tym i angażują. Kiedy ktoś bezinteresowny, kto nie jest najbliższym członkiem rodziny, przez szczodrość i współczucie pomaga komuś innemu uśmierzyć chorobę albo ból i cierpienie, a to działa nawet lepiej, kiedy jest w to zaangażowanych dwóch lub więcej szamanów, wtedy dzieje się cud. Tak więc wielką nowinę, o której mówi nam szamanizm jest nie to, że głowa jest połączona z resztą ciała ale to, że nie jesteśmy sami.

Czym jest przywracanie duszy?

Michael Harner: Każdy kto miał traumę, z szamańskiego punktu widzenia, mógł stracić duszę. Przez duszę rozumiemy duchową esencję niezbędną do życia człowieka, tak jak rozumiemy życie w naszej kulturze, które toczy się od poczęcia lub narodzin aż do śmierci. Techniki, którymi leczy się utratę duszy, to techniki jej przywracania, a jedną z klasycznych szamańskich metod jest udanie się w jej poszukiwania i przywrócenie jej. Jakieś osiem lat temu ludzie ze świata Zachodu wciąż sądzili, że przywracanie duszy, to przesąd bez żadnej wartości, ale rzeczy się zmieniły.

Muszę powiedzieć, że głównym powodem jest praca mojej koleżanki, Sandry Ingerman, autorki książki Przywracanie Duszy i Powrót do Domu. Podczas jej szamańskiej praktyki w Santa Fe, lata temu, kobiety które miały znaczące zaburzenia przeżyć w dzieciństwie, wspomniały podczas seansu, że usunęły się psychicznie z sytuacji będącej przyczyną zaburzeń.. Sandra natychmiast rozpoznała, jako praktykująca szamanka, że dusza osoby do pewnego stopnia opuściła ciało (gdyby opuściła je całkowicie, osoba ta by umarła), więc zgodnie z tym, logiczną rzeczą było przywrócenie straconej części duszy i sprowadzenie jej z powrotem. Talk więc, zaczęła sprowadzać duszę z powrotem tym ludziom, którzy mieli znaczące traumy w dzieciństwie, a rezultaty okazały się zdumiewające. Dzisiaj, ta praca jest ważną częścią szamańskiej praktyki uzdrowicielskiej na Zachodzie.

Rzeczywiście, jeśli spytasz grupę ludzi “Ile z was czuje, że straciło część swojej duszy?”, to oczywiste, że każdy podniesie rękę do góry. Na pewnym, głębokim poziomie mamy do czynienia z naturalną świadomością tego problemu. Przy okazji, nawet mała trauma może zaowocować pewnego stopnia utratą duszy i może być leczona. Następną ważną techniką w szamańskim uzdrawianiu jest wydobywanie. Wydobywanie pociąga za sobą usuwanie duchowej intruzji. Tak jak mogą być infekcje w codziennej rzeczywistości, tak mogą być duchowe intruzje. Nie mamy tutaj na myśli wkroczenia “złych duchów”. To bardziej przypomina termity w drewnianym domu. Jeśli miałbyś w swoim domu termity, nie powiedziałbyś, że są one złe; powiedziałbyś, że chcesz się ich pozbyć z domu. W ten sam sposób szaman pracuje by usunąć rzeczy, które źle wpływają na zdrowie ciała tj. duchowe intruzje, wydobywa je. Nie dzieje się to poprzez podróż. Jest to robione poprzez pracę tutaj, w Środkowym Świecie, w zmienionym stanie świadomości.

Jak uzyskuje się zmianę stanu świadomości w szamanizmie?

Michael Harner: Odmienne stany świadomości, używane w szamanizmie są w 90% kultur tego globu osiągane dzięki technikom zmiany świadomości angażującym monotonny dźwięk perkusyjny; najczęściej jest to bęben, ale czasem także patyczki, grzechotka i inne instrumenty. Być może w 10% kultur szamani używają środków psychedelicznych, by zmienić swój stan świadomości.

Zapoznałem się z pracą szamana w 1961 r. Pośród Indian Konibo we wschodnim Peru, z pomocą lokalnych psychedelików. Kiedy wróciłem do U.S.A. i nie miałem już zapasów ayahuaski, zacząłem eksperymentować z bębnieniem. Ku mojemu zdziwieniu, to poskutkowało. Nie powinno mnie to było zadziwić, ponieważ bębny były poświadczone jako narzędzia pracy szamanów na całym świecie. Faktycznie, wszystko co znajdziemy w szamanizmie, jest wykonywane, bo przynosi skutki. Ponad dziesiątki tysięcy lat temu szamani wynaleźli najbardziej wytrzymały na czas system używania ducha, umysłu i serca do uzdrawiania, do tego jeszcze leki roślinne itp. Ponownie, system ten jest wytrzymały na czas. Więc, jeśli uzdrowiciele w 90% szamańskich kultur używają tych samych metod, bacznie się im przyglądamy. I oczywiście dowiadujemy się, że te metody działają.

Wróćmy do technik wydobywania: technika ta wymaga odmiennego stanu świadomości i spoglądania do wewnątrz ciała pacjenta. Wiele z szamańskiej pracy, włącznie z podróżowaniem i wydobywaniem odbywa się w ciemności z bardzo prostego powodu. Szaman pragnie się odciąć od bodźców płynących z codziennej rzeczywistości – światła, dźwięku itp. i wejść w rzeczywistość niepoznawalną zmysłowo. Szaman uczy się spoglądać w ciało za pomocą “wzroku promieni x” i widzieć chorobę oraz jej lokalizację, a potem wydobywać tą chorobę na zewnątrz.

Czy to jest jak uwolnienie?

Michael Harner: Uwolnienie jest związane z wydobyciem, ale nie jest to ta sama rzecz. Z szamańskiego punktu widzenia jest bardzo ważne by wydostać się ze Środkowego Świata kiedy podróżuje się z duchowych powodów. W dawnych dniach szamani podróżowali po Środkowym Świecie, żeby zobaczyć jak się mają krewni w odległych stronach lub by zlokalizować stada migrujących zwierząt. Większość naszej pracy dzisiaj wykonujemy jednak w Górnym i Dolnym Świecie dokąd udawali się szamani od niepamiętnych czasów. Szamani często wolą nie posługiwać się duchami Środkowego Świata, ponieważ wiele z nich jest niezbyt pewnych i brakuje im mocy. Udając się do Górnego czy Dolnego Świata, natykamy się na pierwiastki duchowe współczucia, mocy i mądrości.

Szamani, którzy zajmują się innym typem uzdrawiania, pomagają zarówno martwym jak i żywym. Ci szamani, to “psychopompowie” lub przewodnicy dusz. Trzeba pamiętać jednak, że z szamańskiego punktu widzenia, kiedy jest się nieprzytomnym, jest się martwym. Tak więc, szaman w przypadku osoby nieprzytomnej odszuka ją i zobaczy czy chce ona wrócić. Szamanizm nie jest systemem, którego zamiarem jest zatrzymać ludzi w tej, codziennej rzeczywistości czy chcą tego, czy nie, ponieważ szaman wie, że nie jest to koniecznie najlepsza rzeczywistość. Podróżujesz dla osób nieprzytomnych by dowiedzieć się czego chcą. Jeśli chcą wrócić, wtedy praca szamana polega na sprowadzeniu duszy z powrotem. Lecz, jeśli chcą utrzymać ten stan lub inaczej, jeśli umierają albo już umarli, wtedy pracą szamana jest poprowadzenie ich do miejsca, w którym będą zadowoleni i nie pozwolenie im na zostanie tu, by nie dryfowali w Środkowym Świecie.

Wróćmy teraz do sprawy uwolnienia. Większość przypadków uwolnienia ludzi, to przypadki opętania przez innych ludzi, którzy są martwi ale wciąż znajdują się tu, w Środkowym Świecie i nie wiedzą, że nie żyją. Jeśli ludzie są pozbawieni mocy, utracili duszę lub moc, stają się jak ssawka przyciągająca te zagubione dusze. To jest bezwolne opętanie. Szamani odprowadzają te dusze z ich pozwoleniem, jeśli te zdają sobie sprawę ze swojej śmierci, do miejsca leżącego poza Środkowym Światem, gdzie zjednoczy się ona z ludźmi, których kocha. Kiedy to nastąpi i klienci nie narzekają już na opętanie, szamani przywracają im ich całą duszę i utracone siły duchowe, tak by znowu stali się całością i nie byli podatni na następne opętania. Uwalnianie ma bardzo różne formy w wielu kulturach, ale podstawowe pryncypia są te same. Mam nadzieję, że pewnego dnia nasza kultura rozpozna potrzebę na akceptację działania praktykantów szamanizmu z duchowymi aspektami choroby we współpracy z nie duchowymi specjalistami od zdrowia.

Dlaczego jeszcze tego nie robimy, twoim zdaniem?

Michael Harner: Niestety, kiedy zaczął się rozwój nauki, częściowo jako reakcja na Kościół w Europie, zaczęto głosić, że dusze i duchy są nierzeczywiste i z tego powodu nie ma na nie miejsca w naukowej teorii. Teraz jest to pogląd a priori; innymi słowy, z przekąsem, wyznanie wiary zostało ogłoszone w XVIII w. Faktycznie, nauka nigdy nie udowodniła, że duchy nie istnieją. Podkreśliłbym, że teraz, na progu XXI w. Jest wreszcie czas, by ukrócić uprawianie nauki opartej na wierze (wierzę w to, że nie ma żadnych duchów) i przekształcić to w prawdziwą naukę, co oznacza, że nie może ona a priori ogłaszać, że pewne rodzaje wyjaśnień nie mają racji bytu.

Odnośnie do leczenia poprzez wydobywanie, z szamańskiego punktu widzenia, skąd pochodzi choroba, która jest wydobywana?

Michael Harner: Z szamańskiego punktu widzenia, wszyscy ludzie mają swoją duchową stronę, czy o niej wiedzą, czy nie. Kiedy ludzie wpadają w gniew, są zazdrośni lub mają niestałą naturę emocjonalną, wtedy mogą powodować nie tylko zwykłe, fizyczne obrażenia, ale także obrażenia duchowe, nawet o tym nie wiedząc. Innymi słowy, jeśli ktoś jest ignorantem wobec szamańskich pryncypiów, może powodować szkody u innych ludzi na poziomie duchowym.

Pośród ludów Untsuri Shuar i Jivaro we wschodnim Ekwadorze, z którymi żyłem przez jakiś czas, nazywa się te intruzje “magicznymi strzałkami”. Było tam wiele waśni i wojen, a czasami uzdrowiciele wściekają się i tracą swoje opanowanie, tak więc używają swoich mocy by się odpłacić. Ważne jest jednak, by zdawać sobie sprawę z tego, że jest to wielką pomyłką, nie tylko etycznie ale również jeśli chodzi o kontrolowanie siebie. Nieważne, jak bardzo emocjonalnie usprawiedliwiona czuje się ta osoba w danym momencie, duchowa rzeczywistość, która reprezentuje wielki, kochający, ukryty wszechświat zerwie połączenie. To tak, jakbyśmy byli akumulatorkami. Wciąż mamy trochę mocy i możemy dokonać zniszczeń, ale źródło mocy już nas nie zasila. Widziałem to wiele razy w Amazonii. Szamani, w swojej złości robią krzywdę przez chwilę, ale w końcu wszystko co wywołali zwraca się przeciwko nim, a to często kończy się nie tylko śmiercią lub cierpieniem, ale ich najbliższą rodzinę również dotyka to z katastrofalnym skutkiem.

To nie oznacza, że nie powinieneś gniewać się na innych ludzi. To oznacza tylko, że powinieneś się zdyscyplinować i wiedzieć, że są granice. Możesz się wściec na kogoś i zwyczajnie popuścić sobie wodze, ale w tym samym czasie kontroluj swoją duchową stronę. Dla samej samokontroli, jeśli nie starasz się o uśmierzenie bólu i cierpienia, i szczególnie, jeśli pracujesz w sprzeczny sposób, niedługo wylecisz z interesu i prawdopodobnie zginiesz.

Jeśli dobrze rozumiem koncept, szamani przywracają całość i moc istocie ludzkiej i ta całość wraz z mocą uzdrawiają wszystko co niedobre w tej osobie. Tak więc na tej podstawie osoba wypełniona mocą ma możliwość by wyleczyć się sama.

Michael Harner: Dla niewtajemniczonego, to będzie wyglądać tak, jakby ludzie uzdrawiali się sami. Ale koncept samo-uzdrawiania wyklucza duchy. Z szamańskiego punktu widzenia nikt nie jest w stanie przeżyć dorosłego życia bez pomocy duchowej czy to wie, czy nie. Koncept samo-uzdrawiania jest osobnym założeniem i jest to w porządku , jeśli o to chodzi. Uczy to ludzi brania odpowiedzialności za swoją chorobę. Ale uczy również brania odpowiedzialności za własną śmierć. Z takim podejściem, każdy w momencie śmierci jest nieudacznikiem, ponieważ to on jest odpowiedzialny za całą sprawę. Z szamańskiego punktu widzenia, nie jesteśmy aż tacy ważni Niekoniecznie jesteśmy najwspanialszą rzeczą w kosmosie. Szaman posiada bardziej skromny punkt widzenia, że jest coś, co wygląda jak samo-uzdrawianie, ale w rzeczywistości otrzymujemy pomoc. Rolą szamana jest zaś, wzmacnianie tej możliwości.

Więc osoba nie leczy się sama?

Michael Harner:Może to uczynić w specyficznej sytuacji. Nie chcę tego rozstrzygać. Samo-uzdrawianie jest bardzo odmiennym sposobem widzenia rzeczywistości, ale jest to krok świadomości. To jak rozpoznanie, że mózg jest połączony z resztą ciała.

Czy możesz dyskutować o różnicy pomiędzy codzienną, a niecodzienną rzeczywistością szczególnie uwzględniając implikacje medyczne?

Michael Harner: Terminy “codzienna rzeczywistość” i “niecodzienna rzeczywistość” pochodzą od Carlosa Castanedy. Codzienna rzeczywistość jest tą rzeczywistością, którą odbieramy powszechnie. Jest to ta rzeczywistość, w której wszyscy możemy się zgodzić, że na ścianie wisi zegar. Niecodzienna rzeczywistość, to rzeczywistość powiązana z szamańskim stanem świadomości; dlatego właśnie, kiedy świadomość zostaje zmieniona jest się w stanie widzieć rzeczy, których normalnie nigdy by się nie zobaczyło.

Codzienna rzeczywistość jest czymś, z czym właściwie wszyscy się zgadzają. Niecodzienna rzeczywistość jest bardzo uzależniona od specyfiki danej osoby. Informacja uzyskana w niecodziennej rzeczywistości jest dopasowana do indywiduum, inni ludzie mogą tego w ogóle nie dostrzec; jest to niejako przeciwieństwo informacji uzyskanej w codziennej rzeczywistości, w której wszyscy otrzymują to samo.

Niecodzienna rzeczywistość jest również rzeczywistością empiryczną, dlatego człowiek wchodzi z nią w interakcję, widzi ją, dotyka, słyszy i czuje. Szaman postrzega tą rzeczywistość sercem. W niecodziennej rzeczywistości, by coś było takie same dla różnych osób, musi być takie same w sercu. Tu (w codziennej rzeczywistości) by coś było takie same, nieważny jest stosunek emocjonalny, widzisz to, na przykład, jak drzwi do pokoju. Jeśli pokazałbym ci zdjęcie mojej matki, już nieżyjącej, nie mielibyśmy takiego samego związku emocjonalnego z tym zdjęciem. Ale jeśli powiedziałbym słowo matka, a każdy zobaczyłby swoją matkę, uczucie w sercu byłoby podobne, nie identyczne, ale podobne. Więc by zobaczyć rzeczy w sercu tak samo, muszą one być dla każdego trochę inne, ponieważ każda osoba ma odmienną osobowość i inną historię życiową.

Termin “niecodzienna rzeczywistość” jest użyteczny, bo przypomina, że dostęp do tych światów jest uzależniony od stopnia, w jakim poznało się szamańskie stany świadomości. Wyjaśnia nasz sposób myślenia. Przez wiele lat ludzie byli bardzo zmieszani tym co mówili szamani. “Odbyłem podróż i nie było mnie przez trzy lata, zdarzyło się to i to”. Teraz ta osoba ma uczucie jakby nie było jej przez trzy lata, ale mogło jej nie być tylko przez pół godziny codziennej rzeczywistości.

A co z wróżeniem?

Michael Harner: Szamańska praca również uwzględnia wróżenie. Osoba może odbyć podróż samemu lub poprosić kogoś, kto praktykuje szamanizm by ją odbył, w celu uzyskania odpowiedzi na swoje pytania. Co jest w tym interesujące, to kiedy kompletnie obca osoba, o której szaman nie wie nic pyta o pewne rzeczy, a szaman odbywa podróż lub używa innych technik i otrzymuje odpowiednią odpowiedź, która jest ważna dla tej osoby. To może się wydarzyć, ponieważ te sprawy są znane duchom. Szaman nie musi znać niczego poza metodami, których używa lecz musi posiadać swe duchy pomocnicze.

Jak lekarze i pielęgniarki mają używać tych metod?

Michael Harner:

Czasami dla wiadomości ludzi nazywam nasza fundację Uniwersytetem Szamanizmu. Podnoszę tą sprawę, ponieważ naszym głównym celem jest przywrócenie szamanizmu na naszej planecie dzięki treningowi ludzi. Wielu z tych ludzi jest lekarzami i innymi specjalistami od spraw zdrowia. To właśnie oni powinni odkryć, jak włączyć to, czego się nauczyli do ich praktyki. Nie mamy jeszcze na to gotowego szablonu. W ciągu paru następnych lat, mamy nadzieję zrobić konferencję na naprawdę dużą skalę, w której uczestniczyć będą specjaliści, którzy uczyli się razem z nami, by wymienić informacje, w jaki sposób używają swoich metod w praktyce.

Wiem, że Fundacja przewodzi badaniom dotyczącym bębnienia i zdrowia. Czy możesz o tym mówić?

Michael Harner: Nasze badania, dziękujemy fundacji kanadyjskiej, dotyczą ważnych spraw związanych z szamańskimi podróżami, bębnieniem i zdrowiem. Moja żona, dr Sandra Harner jest dyrektorem Projektu Szamanizm i Zdrowie. Jej badania łączą dwa aspekty, z których jeden to efekt szamańskiej podróży i ciągłego bębnienia, a drugi to pomiar reakcji systemu odpornościowego oraz przyglądanie się emocjom.

W połączeniu z tą pracą ma już ona pewne ślady, które wskazują, że ludzie o określonych profilach psychologicznych reagują o wiele bardziej wydatnie niż inni, jeśli chodzi o układ odpornościowy. To jest oczywiście sprawa znacznej wagi. Odkryła ona również, że jest olbrzymi wzrost samopoczucia jak również ogromny spadek zakłóceń nastrojów oraz stresu u ludzi, którzy pracują z szamańskim bębnieniem i podróżami. Ale mówić o tym coś więcej jest zbyt wcześnie.

Jest w tym trochę ironii, że system uzdrawiania, inny niż ziołolecznictwo, który jest najstarszym znanym systemem uzdrawiania na świecie, nie powinien być badany inaczej, niż za pomocą tak skromnych środków, jakie posiadamy. Czekam na dzień. Kiedy możliwość duchowej przyczyny nie będzie wykluczana z badań, żeby nauka mogła być naprawdę naukowa.

My także natykamy się na to, co lekarze, profesjonaliści określiliby przypadkami “anegdotycznymi”. Ludzie często przychodzą do szamanów, kiedy zawiedli wszyscy inni. Mamy przypadki, w których ludzie, którzy zaczęli szamańską kurację i jednocześnie kontynuują testy laboratoryjne, zaczynają mieć wyniki negatywne, kiedy wcześniej były pozytywne. Wnioskiem ze strony lekarskiej jest zwykle stwierdzenie, iż wcześniejsze diagnozy były błędne, z powodu radykalnej zmiany. Nam to wystarczy. Mimo wszystko, jest praktycznie niemożliwe, na podstawie jednorazowego przypadku by, dowieść właściwej przyczyny. Ludzie pytają, skąd wiesz, że to działa? Po prostu trzeba praktykować to przez całe życie, a to rozwija się we właściwy dla ciebie ślad.

Nad czym teraz pracujesz?

Michael Harner: Moją główną sferą zainteresowań są teraz cuda. Poświęciłem trochę lat na to, by dowiedzieć się jakie procesy stymulują powstawanie cudów. Sądzę, że czynimy znaczące postępy. Prawie wszystko, co zostało napisane na temat cudów w literaturze zajmującej się szamanizmem jest w tej chwili w zasięgu naszego pojmowania. I do tego również zaliczają się cuda uzdrawiania. W przyszłym roku, będziemy wdrażać ten projekt z pomocą naszych najbardziej zaawansowanych studentów. Nie mogę w tej chwili otwarcie dzielić się tymi informacjami – jest za wcześnie – ale zawierają prawdziwą obawę przed duchami.

Mógłbym cos powiedzieć na temat duchów, ponieważ jest to dla ludzi dziwne słowo. Czym jest duch? W 1961 roku, kiedy zamieszkiwałem u Indian Konibo we wschodnim Peru, w Amazonii, szkoliłem się w używaniu ayahuaski z szamanem i pracowaliśmy z różnymi duchami natury każdej nocy. Pracowałem z duchem anakondy, czarnej pantery, delfina słodkowodnego, różnymi duchami drzew itp. Przychodziły, mogliśmy je zobaczyć itd. Wtedy, pewnego wieczora zapoznałem się z duchem silnika motorowodnego. Potem z duchem samolotu i duchem radia. Zdałem sobie sprawę, że wszystko co się widzi w kompletnych ciemnościach lub z zamkniętymi oczami jest, technicznie rzecz biorąc, duchem. To brzmi trochę tak, jakby był to tylko wizerunek w powietrzu, ale szamani są w stanie dowiedzieć się, które duchy mają moc, a które nie. Dowiadują się jakie duchy mogą pomóc i w jaki sposób. Jest bardzo ważne, by zdać sobie sprawę, że wszystko z czym kontaktuje się człowiek w niecodziennej rzeczywistości jest, technicznie rzecz biorąc, duchem. Jest to rzeczywistość duchowa.

Kiedy szaman kontaktuje się z duchami, co się dzieje?

Michael Harner:Następuje przepływ mocy z niecodziennej rzeczywistości do codziennej rzeczywistości. Te dwie rzeczywistości są konceptualnie rozdzielne, ale szaman jest w stanie przenosić moc z jednej do drugiej. Kiedy kończy się to sukcesem, tak pojawia się uleczenie, a my mamy to, co nazywamy cudem.

Twoje zainteresowanie cudami było z pewnością wywołane ich doświadczaniem czy własnymi świadectwami. Czy byłbyś skłonny nam opowiedzieć historię jakiegoś cudu?

Michael Harner: To bardzo prosta historia, której skutki są widoczne do dnia dzisiejszego, empirycznie, w codziennej rzeczywistości. Jeden z naszych czterech studentów, Carol Herkimer, siedział w czymś, co nazywamy “łodzią duchów” razem z innymi studentami pierwszego roku. Łódź duchów jest techniką używaną przez Aborygenów w Australii, na północno-wschodnim wybrzeżu Ameryki Pn. oraz w Górnej Amazonii. Grupa szamanów podróżuje do Dolnego lub Górnego Świata by wyjść ze strumienia czasu. Mogą się udawać w celach leczniczych lub po wiedzę. Kiedy cała grupa ludzi, odpowiednio przygotowanych, w kontakcie z duchami podróżuje razem by pomóc jednej osobie, jest to bardzo silna praktyka.

Używaliśmy studia tańca na Dolnym Manhattanie, mieszczącego się na Canal Street nazywanego “Kiva”. Jak każde studio tańca, miało ono bardzo mocno wypolerowane podłogi, więc cały czas musieliśmy uważać by ich nie porysować. Carol wracała do zdrowia po strasznym wypadku i nie mogła nawet usiąść na poduszkach rozłożonych na podłodze, z innymi ludźmi. Musiała usiąść na krześle z wygiętymi, metalowymi nogami. Wyruszyliśmy w podróż i kiedy wróciliśmy (do codziennej rzeczywistości), ludzie zaczęli się dzielić tym czego doświadczyli. Kiedy Carol wyruszyła w podróż, przebyła ona morze ognia w niecodziennej rzeczywistości. Kiedy wróciła, podłoga pod jej stopami zaczęła się palić, a wygięte, aluminiowe nogi wypaliły dziurę w podłodze, ale ona nie spłonęła. Ludzie, którzy wynajęli nam studio byli trochę zbici z tropu, a ta dziura znajduje się tam do dzisiejszego dnia.

Odosobniony przykład niczego nie dowodzi, ale to właśnie takie koincydencje stwarzają twoją własną praktykę. W żadnym, jednym przypadku nie możesz być do końca pewny co się właściwie stało, ale jeśli znajdziesz mocny związek pomiędzy kuracją przeprowadzaną przez ludzi, którzy są dobrze znani jako szamani, a wyzdrowieniem – kiedy inne środki zawiodły – wtedy zaczynasz przykładać do tego wagę.

Kiedy zaczynasz szamańskie podróże i jesteś osobą współczującą, chcącą ludziom pomóc, dostaniesz mnóstwo nauk, o które nie prosiłeś i zupełnie się ich nie spodziewałeś. Ponieważ, jeśli raz przejdziesz przez te drzwi – czymkolwiek one są – duchy zaczną cię uczyć od punktu, w którym się znajdujesz, a twoje życie ulegnie zmianie. Nawet mała podróż może zacząć zmieniać twoje życie.

(tłum. Conradino Beb)

Źródło: Shamanism, Vol.10, No.1 (Spring-Summer) 1997.

wywiad znaleziony na