Archiwum kategorii: wiersze

Już nie boli

IMG_0269

Zaduszki – otwierają się wrota między światem żywych i umarłych
jest mgliście i zimno
po ciemku docieram na grób ojca
idę z córką i wnuczkami
ta najmłodsza owinięta chustą śpi na piersi mamy
starsza jest pierwszy raz na cmentarzu, trzyma mnie za rękę
różowa czapka z pomponami zsunęła się na oczy
co to jest pyta
tutaj odpoczywają wszyscy, którzy byli przed nami mówię
kiedyś byli dziećmi, żyli swoje życia i umarli nazywają się przodkowie.
tutaj odpoczywa mój tata
a twój pradziadek
acha
wyciągamy znicze
aby łatwiej im było trafić do nas mówię
nie mamy zapałek
nikogo nie ma wokół
nie udaje się odpalić od innych zniczy
długo to trwa, w końcu małe ognisko z patyczka i starych biletów
mała chce siku
wysadzam ja pod cisem
odwracam się żeby poskładać rzeczy
a ona opiera się rączką o rozgrzany dekielek od znicza.
Krzyk, mama tuli a ja myślę że tata mówi
tym ogniem.
Co mówisz tato?
Już nie boli – mówi nagle mała.

Reklamy

Koktajl otulacz

Zrzut ekranu 2017-04-07 o 17.42.57

Dzisiaj na deser tak:
– surowa marchewka albo dwie
– banan
– parę daktyli
– garść orzechów jakie są
– łyżka solidna masła orzechowego
– cynamon i gałka muszkatołowa, tyci tyci
– dwie szklanki wody, dałam ciepłą bo za oknem brrr
Wszystko zzzzzzz blenderem.
Taki koktajl otulacz
w sam raz na teraz

a na kolanach książka
a w książce wiersz

Nie mogę już odróżnić snu od jawy.
Na jaki świat obudzę się
Z tego niesamowitego snu?

Napisała go Ekazome Emon, w XI w. w Japonii. A przetłumaczył go z angielskiego na polski Czesław Miłosz.

I Ekazome ożyła.

Zrzut ekranu 2017-04-07 o 17.56.41

Kajita Hanko, sleeping woman

 

Luty

screen-shot-2017-02-12-at-18-08-24

To piękne zdjęcie Agnieszki Domańskiej, przypomniało mi o wierszu, który napisałam dawno temu, w czasach jeszcze przedlipowskich.
Taki dzień…

LUTY

Rude czupryny ogławianych wierzb,
nitka wody w zaoranej bruździe –
zimowy miedzioryt.

Złuszczony tynk lutowego krajobrazu
przytrzymywany czernią gawronów –
głęboki ślad dłuta.

Nieskończoność szarobrązów
zamienia przestrzeń w niebopole –
skulony człowiek rzeźbi granicę.

Rytm jego kroków wyznaczają kałuże,
splątana płowość traw poddaje się wiatrowi –
wszystko ma kształt kuziemny.

Nawet ja.

screen-shot-2017-02-12-at-18-21-33

I jeszcze jedno zdjęcie Agnieszki

 

Kiedy kończy się rodzina?

screen-shot-2016-10-28-at-23-51-25

Z takim pytaniem wyszłam z kina po „Ostatniej rodzinie” Jana P.Matuszyńskiego.
Filmem o rodzinie Beksińskich jestem poruszona do głębi nie tylko ze względu na prawdziwe i tragiczne losy bohaterów, bo te znałam wcześniej.
Dzieła Beksińskiego poruszały we mnie zawsze strunę, której dźwięku wolałabym nie słyszeć ale czy przez to dźwięk ten nie istnieje? Ciekawe, bo wrażenie dźwięczności (albo niemego krzyku) obrazów Beksińskiego, spotęgowane jest w filmie po mistrzowsku dobraną muzyką.
Muzyka jest też przede wszystkim żywiołem Tomka Beksińskiego, którego audycje pamiętam jeszcze z radiowej Trójki.

Obszary, których nie chcemy zobaczyć, a nawet jeśli wpełzają na krawędź świadomości, spychamy je jak najszybciej – inność, życie jako umieranie, rozkład, śmierć, samotność.
A z drugiej strony bliskość w rodzinie, potrzeba relacji, autentyczność i zniewalające, skomplikowane ciepło bijące od Beksińskich. Miłość. Znajduję ją nawet w słowach ojca, który prosi lekarza aby nie ratować syna po nieudanej próbie samobójczej  (bo znów będzie tak cierpiał żyjąc) oraz w ostatecznym- „gratuluję, w końcu ci się udało”, nad martwym już ciałem syna.

screen-shot-2016-10-29-at-00-03-37

Film jest wspaniały we wszystkich aspektach – zachwyciła mnie reżyseria, zdjęcia, dialogi, gra aktorów, kadrowanie, światło, oszczędność formy, kostiumy…niedokończona jakby kreska, niejednoznaczność relacji i „grubość i kruchość” jednocześnie.
Uszanowanie innego, nie ocenianie, powstrzymanie się.

A moje subiektywne, jak wszystko tutaj, pytanie na wstępie?
Kiedyś rodzina jawiła mi się długą historią. Teraz coraz częściej nie znamy imion swoich pradziadków a czasem i dziadków. Rozchodzimy się i rozwodzimy, Wszystkich Świętych staje się Halloweenem, chociażby dlatego, że dzieci „nie wyrabiają” się z zadowoleniem wszystkich stron podczas wszystkich świąt więc i czas rodzinny się skraca.

Gubi się ciągłość.
We wszystkim.
Oprócz
Życia

 

Zamach i „Serce psa”Laurie Anderson

screen-shot-2016-10-12-at-21-07-55

kadr z filmu „Serce psa”

Po seansie wyszliśmy poruszeni, cichsi, skupieni. „Serce psa” Laurie Anderson niezwykle intymny, poetycki obraz płynnie łączący wspomnienia osobiste, cytaty filozoficzne, nauki buddyjskie oraz wydarzenia 11 września. Zmieniający ogniskową z tego co bliskie, pamiętane, na to co odległe i zapomniane. Obraz odpływający w sen i powracający z niego. Powracający do czego?
Przywołał do mojej pamięci mój wiersz po runięciu wież WTC

ZAMACH

Jesteś nieśmiertelny
co o tym powiesz?

Byłeś upalnego sierpnia
dwieście lat temu
będziesz nadal za trzysta zim.

W każdej sekundzie
miesza się twoja krew
w nieskończonej ilości połączeń.

Jesteś nieugięty
co o tym powiesz?

Tamtego września byłeś niedaleko
przetarłeś dłonią szybę
został na niej gęsty kurz.

W każdej sekundzie
umiera człowiek
i człowiek się rodzi

Jesteś samotny
co o tym powiesz?

w tej sekundzie tylko ty

w tej sekundzie tylko ty i aż ty
witający na kolanach
wschód słońca

cud

screen-shot-2016-10-12-at-21-13-01

kadr z filmu „Serce psa” – za szybą fragment obrazu Francisco Goy’i Pies

Zadziwia mnie

Zadziwia mnie tyle rzeczy
Że obraz na który długo patrzymy zostaje nam pod powiekami nawet gdy zamkniemy oczy
Że oblewamy się rumieńcem gdy zaskoczy nas myśl lub osoba
Że starzejemy się niepostrzeżenie
Że mija miłość i miłość się rodzi
A może nigdy nie mija tylko zapisuje się nowa na tej która była
Tak jakbyśmy zapisywali następna kartkę w zeszycie gdy poprzednie kartki blakną
Jak blaknie twarz matki która już nie żyje
Że w ogóle przeżywamy kiedy opuszcza nas sens
kiedy tracimy to co najważniejsze
ludzi
że mieszają się porządki
I że każdego dnia jesteśmy kimś nowym
że życie jest jak płatek śniegu, kruchy, unikalny i znika po chwili, wracamy do wody skąd przyszliśmy
I choć jest piękny maj stąpam bosymi stopami po płatkach w mojej wyobraźni
I staję się z nimi jednym, nasłuchując nierównego oddechu mojego ukochanego męża i zadziwia mnie że to on zachorował, nie kto inny, nie kto inny…
Jak wyrwać go. Ochronić, złemu nie dać, odczarować?
kiedy kurczą się sposoby i my się kurczymy a już rano wstajemy budować nowy dom.
Na jak długo nam starczy- nie wiemy
Tak jakby i dom i jego mieszkańcy byli śnieżnymi płatkami.
Jesteśmy sami w tej najkruchszej z krain-krainie rozmów o śmierci, o lęku, o braku, który choroba spowodowała. To brak planów, jedynie słusznych rozwiązań, brak rozmów które nie kończą się zapytaniami o chorobę.
Ludzie patrzą na nas delikatniej, pewnie też zauważyli że z płatków śniegu jesteśmy. Spadamy cicho na to co zostało, pod stopy rozmówców, lekarzy, przyjaciół, spadamy na męstwo i pokorę, bo tego uczy choroba. Męstwo mojego męża to wytrwałość dzień po dniu – od dwóch lat zastrzyki, chemia, infekcje, ograniczenia. W ograniczeniach też zmieniamy się, oswajamy.
Cały czas jest życie, jest oddech, jest następna chwila.
Kompresja życia – sok z soku -jesteśmy razem i kochamy się

IMG_4737

„Wystarczy istnieć by być kompletnym”

Niesamowita rzeczywistość rzeczy
jest mym codziennym odkryciem.
Każda rzecz jest , tym czym jest,
I trudno mi wytłumaczyć, jak bardzo mnie to cieszy,
I jak bardzo mi to wystarcza.

Wystarczy istnieć, by być kompletnym.

Napisałem dość wierszy.
Rzecz jasna, napiszę ich jeszcze więcej.
Każdy mój wiersz mówi właśnie o tym,
A każdy jest inny,
Bo każda istniejąca rzecz to sposób na wyrażanie tego.

Czasem wpatruję się w jakiś kamień.
Nie zastanawiam się nad tym, czy on czuje.
Nie zatracam się, nazywając go bratem,
Lecz lubię go za to, że jest kamieniem,
Lubię go, bo on nic nie czuje,
Lubię go, bo w niczym nie jest do mnie podobny.

Kiedy indziej słucham, jak wieje wiatr,
I myślę, że warto urodzić się choćby po to, by słyszeć, jak wieje wiatr.
Ja nie wiem co będą myśleć inni, gdy to przeczytają;
Lecz zdaje mi się, że tak jest dobrze, bo myślę to bez wysiłku,
Nie sądziłem, że ktoś może słyszeć moje myśli;
Bo myślę to bez myśli,
Bo mówię to tak, jak moje słowa mówią.

Kiedyś nazywano mnie poetą materialistą,
A ja się zdumiałem, bo nie sądziłem,
Że można mnie nazwać w jakikolwiek sposób,
Ja nawet nie jestem poetą – widzę.
Jeśli to co piszę, ma jakąś wartość, to nie ja mam tę wartość –
Wartość jest tam, w moich wierszach.
Wszystko to jest całkowicie niezależne od mojej woli.

Fernando Pessoa „Poezje zebrane Alberta Caeiro”