Archiwum kategorii: życie na wsi

Dlaczego?

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21441428,cztery-hektary-lasu-pod-ochrona-wyciete-w-lebie-w-dwa-dni.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21446256,wiewiorka-lezy-w-pniu-scietego-drzewa-to-zdjecie-wlasnie-staje.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta

http://wyborcza.pl/7,75400,21441071,90-proc-poteznych-bialowieskich-debow-juz-wyrzneliscie-zostawcie.html

https://www.facebook.com/fundacjadzikapolska/?hc_ref=NEWSFEED

http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/wycinka-drzew-prawo-szyszki,30,0,2272542.html

 

screen-shot-2017-03-04-at-13-50-50

Reklamy

Rozgryziony przypadkiem goździk i wycinka drzew dawno temu

Od dwóch dni jestem zaziębiona. Nic wielkiego, nic strasznego ale uprzykrza życie. Leje się z nosa, leje się z oczu, wyjść nie można a za oknem słońce, którego już tak spragnieni jesteśmy. Nawet w opcji z wiatrem, nawet pod pachę z zimnem – Słońce, Słońce kocham ciebie.

img_7649

Dzisiaj Maciej aby mnie trochę pocieszyć zrobił na śniadanie ryż z prażonymi jabłuszkami, cynamonem i goździkami. Wspaniałe danie, wspomnienie dzieciństwa, proste, szybkie i tanie. I gdy go jadłam ze smakiem, rozgryzłam goździka (no przecież, włąśnie je dodajemy do jabłuszek, a z gwoździ robimy zupę:). Poczułam piekący, aromatyczny smak, którego z niczym pomylić nie sposób. I przypomniałam sobie wszystkie dobrodziejstwa, które niesie ze sobą taki goździk. Oprócz tych smakowych.

W tym malutkim, nierozwiniętym pączku kwiatowym, który jest zbierany gdy się tylko zaróżowi siedzi eugenol – czarodziej, który zmniejsza stany zapalne i hamuje ekspansję drożdży. Jest wspaniałym remedium na ból zęba – przypomniał mi się mój kuzyn cierpiący na zapalenia dziąseł i słabe zęby, który często chodził z opatrunkiem z goździków.
Goździki znane są ze swoich właściwości antybakteryjnych i antyseptycznych.
Goździki odświeżają też znakomicie jamę ustną – były żute już w starożytnych Chinach, przed audiencją u cesarza, żeby władcy nie powalić nieprzyjemnym zapachem z gęby. Może warto zastąpić nimi napakowane chemią gumy do żucia?
Znali je też Rzymianie a pierwsze ślady używania goździków pochodzą z 1700 roku p. n.e.

screen-shot-2017-03-04-at-12-30-44

Ta przyprawa, jak większość, pochodzi z Indonezji a konkretnie z Moluków (Wysp Korzennych) i była, podobnie jak gałka muszkatołowa cenniejsza niż złoto.
Kiedy w 1522 jedyny z pięciu statek Magellana powróciły (bez niego) z fatalnej wyprawy dookoła ziemi, był wyładowany właśnie goździkami i gałką. Goździków było 26 ton i sprzedano je za równowartość prawie 1 mln dolarów!
W 1605 na Moluki dotarli Holendrzy i zapragnęli zmonopolizować rynek goździków.
Wycięli wszystkie drzewa, które rosły poza strefą ich kontroli co przyczyniło się do… powstania na Molukach. Goździkowiec jest bowiem drzewem, które tradycyjnie sadzone jest po urodzeniu dziecka i jak tradycja karze, jego życie jest powiązane z życiem dziecka. Można sobie wyobrazić nienawiść do tych którzy przybyli i zaburzyli ten zwyczaj.

No cóż, wycinanie drzew, próba monopolizacji, zachwianie ekosystemu, zachłanność i brak poszanowania dla tradycji i dla drugiego człowieka…prowadzące do powstania. Może to wcale nie taka odległa historia?

http://indahnesia.com/indonesia/MALHIS/history_of_maluku.php
http://www.indepthinfo.com/cloves/health.shtml

Luty

screen-shot-2017-02-12-at-18-08-24

To piękne zdjęcie Agnieszki Domańskiej, przypomniało mi o wierszu, który napisałam dawno temu, w czasach jeszcze przedlipowskich.
Taki dzień…

LUTY

Rude czupryny ogławianych wierzb,
nitka wody w zaoranej bruździe –
zimowy miedzioryt.

Złuszczony tynk lutowego krajobrazu
przytrzymywany czernią gawronów –
głęboki ślad dłuta.

Nieskończoność szarobrązów
zamienia przestrzeń w niebopole –
skulony człowiek rzeźbi granicę.

Rytm jego kroków wyznaczają kałuże,
splątana płowość traw poddaje się wiatrowi –
wszystko ma kształt kuziemny.

Nawet ja.

screen-shot-2017-02-12-at-18-21-33

I jeszcze jedno zdjęcie Agnieszki

 

WIOSNA – pascha, mazurki, żurek i nowe przednówkowe przepisy czyli drugi z cyklu warsztatów gotowania

screen-shot-2017-02-08-at-18-50-55

Wczesna wiosna nie jest najłatwiejszą Panią w kuchni – wszystko się budzi z zimowego snu ale daleko jeszcze do młodych warzyw lata i wybujałej dojrzałości owoców jesieni.

Na warsztacie obłaskawimy przednówek bo jest porą kreatywną, kiedy powstają nowe przepisy, nowe kompozycje, kiedy wszystko otwiera się na porzucenie starych nawyków. To najlepszy czas na odkurzenie garderoby i zrobienie porządków w kuchennych szafkach.
A może zrobić je według nowego klucza – co nam służy a co już przestało, z czym warto się pożegnać aby zrobić miejsce nowemu?

Na warsztacie zrobimy to, na co czekamy cały rok:
– upieczemy mazurki według starej receptury
– przygotujemy najlepszą paschę z kandyzowanym imbirem
– ugotujemy wegetariański żurek na własnym zakwasie
– wyczarujemy znakomity pasztet

Poza tym:
– wykiełkujemy różne nasiona, z których skomponujemy nowe, zaskakujące sałatki
– ugotujemy probiotyczne zupy i odżywcze dania główne, bardzo potrzebne na przednówku
– zrobicie własne tofu z ekologicznej soji
– kolorowe sajgonki
– znakomite sosy robione od podstaw
– pyszny chleb i nowe pasty

Nie będziemy pracować od świtu do nocy.

Co oprócz gotowania?
Przede wszystkim spacery i pachnące naturą powietrze. Bezcenne!
W domu jest kino i wspaniała kolekcja filmów oraz biblioteka, w której można wieczorami buszować do woli i z książką zasiąść przed kominkiem.
A poza tym chętnych zapraszam codziennie o 8.30 na medytacje.

Oprócz tego za dodatkową opłatą zapraszamy do skorzystania z aparatu Ionic detox oraz generatora plazmowego, wspomagającego leczenie wielu schorzeń.
Można też skorzystać
ze wspaniałego masażu Lomi Lomi Nui.

termin warsztatu 2 – 5 marzec (od czwartkowej kolacji do niedzielnego obiadu)

miejsce to lipowy dom
cena to 850zł

ZAPRASZAMY również na WIELKANOC 14 – 17 kwietnia, będzie pysznie
cena to 700zł

screen-shot-2017-02-08-at-16-36-59

A tak wyglądały grudniowe warsztaty

KONTAKT: lipowydom@poczta.pl lub tel 509685188

Zapraszam
Agnieszka Dziewolska z Lipowego domu

Zima – warsztaty gotowania za nami i …przed nami

img_7360Długo nie mogłam się zebrać aby opisać ten wesoły warsztat. Zaraz potem święta, nowy rok, nowe postanowienia, haha itd.
Był to pierwszy warsztat, który prowadziłam i muszę przyznać, że byłam po prostu zmęczona.
Podziwiam wszystkich, którzy biorą na siebie nauczanie, w jakiejkolwiek dziedzinie. Wielka odpowiedzialność i potrzeba uważności. Różne mam na ten temat przemyślenia, na razie jedno słowo mocno dźwięczy: pokora. I z całą pewnością wdzięczność i radość, że te 4 dni dały niektórym wytchnienie, inspiracje, nowe doświadczenia a przede wszystkim, co podkreślały wszystkie te cudowne kobiety – radość z bycia razem, z pracy razem, z budującego się poczucia przynależności. Bardzo poczułyśmy jak  brakuje przysłowiowego darcia pierza, kołowrotków ustawionych jeden przy drugim, jedynego w swoim rodzaju śmiechu kobiet, które opowiadają sobie o…hahaha.

img_7268img_7275

Wykonałyśmy z Paniami, których było 16,  cały plan. Zrobiłyśmy 15 kg ostrego kimchi, które pojechało w różne strony Polski, ugotowałyśmy trzy różne curry, zrobiłyśmy pyszne zupy i ciepłe dania na kolację, z których szlagierem był pęczak z warzywami korzeniowymi i śmietanką. Ale jarmuż na ciepło z granatami też poszedł:).
Podobały się pasty ze słonecznika, z marchewki i hummus, który można przyrządzać na setki sposobów.

img_7310img_7315

Czytając jeszcze raz zaproszenie, na które tak gromadnie odpowiedziałyście, myślę, że plan został wykonany w 100%. Włącznie z tym, że krem do tortu warzył się, tak jak napisałam w broszurce reklamującej warsztat :
Moje warsztaty do gotowania podejdą trochę filozoficznie, może pojawią się pytania:
– co lubię jako osoba,
– z czego czerpię radość,
– czy mogę dalej cierpliwie ucierać ten zważony krem, czy wyrzucić go w cholerę?
– po co ja to robię?
– dla kogo?
– czy może coś chcę zmienić?
Bo gotowanie może określać nasz stosunek do świata, siebie i innych a uwaga z jaką pochylamy się nad garnkiem rosołu, zatapiając w nim paloną na ogniu cebulę, wiele mówi o nas samych.”img_7338

img_7340

img_7341

Dziękuję Bardzo Iwonie Sikorze, która wykonała dla nas przepiękny koncert gongów i mis oraz zaprosiła każdą z nas na uzdrawiajacy masaż w tych cudownych dźwiękach.

Taki oto piękny list dostaliśmy od Wiki:

Droga Agnieszko, drogi Lipowy Domu:)
Od warsztatu minął prawie miesiąc, ale wspomnienie czasu, który spędziłam u Was, wciąż grzeje serducho.
Odebrana nauka też nie poszła w las! Na stole goszczą pierniczki z przyprawą wg Justyny, kokosanki i chlebek Joanny, w kącie pokoju cicho wzdychają słoiki ze świeżo nastawionym kimchi (uzależniłam się!), a na święta – choć z lekkim drżeniem nowicjuszki w dziedzinie kremów i biszkoptów – planuję tort makowy.
Dziękuję jeszcze raz za inspiracje i energię, które otrzymałam!

To ja dziękuję i szykuję już następne propozycje. Tym razem bedą mazurki i pascha!

 

 

Sobotnia przytulanka czyli gluten-free śliwkowy crumbe

14671337_1290721624334702_5111089666688289684_n

Sobotni wieczór – zrobione w pół godziny… no może trochę dłużej bo jeszcze trzeba posprzątać.
Bezglutenowy crumble śliwkowy:
1. Śliwki – ile jest:) – my mieliśmy 80 dag ale jeśli jest garść to będzie więcej ktuszonki, a przecież właśnie kruszonkę wszyscy wyjadamy sekretnie
2. Ok.100 gr masła
3. 6 łyżek ksylitolu
4. 6 łyżek mąki ryżowej
5. 6 łyżek płatków owsianych bezglutenowych
Śliwki bez pestek układamy w żaroodpornym naczyniu, z reszty składników w palcach ugniatamy kruszonkę, posypujemy śliwki i buch do rozgrzanego na 190 st piekarnika na 40 min. I potem buch do rozgrzanego brzucha!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
…jak człowiek staje sie babcią albo dziadkiem, to tak właśnie się z nim dzieje:)
Bo od środy będzie u nas wnusia!

kinin_daria_v

tak wyglądała dawno dawno temu bo teraz to już dorosła panna:)

img_6518

rok pózniej

Dziadek powraca za sprawą „Korekt” Jonathana Franzena

Jedne z piękniejszych wspomnień z dzieciństwa to chwile, kiedy wchodziłam do gabinetu mojego dziadka, Mariana Paluszkiewicza, w Poznaniu na ul.Miłej.

IMG_0787.JPG
Gabinet był najpierw na piętrze willi, w której mieszkali dziadkowie, potem, chyba po feralnym upadku dziadka z czereśni, powędrował wraz ze swoim gospodarzem na parter. Dziadek nigdy już nie odzyskał pełni sił.
W moim wspomnieniu widzę pokój , którego cztery ściany zabudowane są od sufitu po podłogę półkami. Na tych półkach piętrzą się książki.
Ich grzbiety niczym nie przypominają dzisiejszych – są stonowane, często skórzane z wygrawerowanym na złoto tytułem i autorem. Część z nich jest oprawiona w płótno, część starannie obłożona w szary pergamin. Na pergaminie pięknym pismem dziadka – autor i tytuł.

img_6943img_6942

książka z biblioteki dziadka. wpis na pierwszej stronie mówi: ten egzemplarz Krzyżaków Sienkiewicza nabyłem w październiku 1939 r, gdy w Poznaniu pod okupacją hitlerowską zaczął się srożyć ucisk polskości. Byłem wówczas w księgarni Tetzlaffa przy Placu Wolności i proszono mnie, abym nabył jeden z ostatnich egzemplarzy Krzyżaków, które wyłapywała i niszczyła policja niemiecka.
Egzemparz ten schowałem w listop. 39r na strychu naszego domku przy ul. Miłej 18a, gdzie szczęśliwie przetrwał do naszego powrotu na wiosnę 1945r.

Aby wziąć książkę do ręki najpierw sięga się po flanelową suchą szmatkę, która była kiedyś miękką koszulą. Szmatka wisi na przyszytej przez dziadka haftce, zawsze w tym samym miejscu. Dziadek bierze szmatkę, potem książkę i przeciera jej wierzch.
Pyta czy myłam ręce.
Siadam w jego starym fotelu, który kiedyś odziedziczę i zaczynam czytać.
Fotel, lampa, książka i ja. Nic więcej się nie liczy, nic więcej nie istnieje.
Nie wiem, kiedy robi się wieczór, ze świata powieści, bardziej realnego niż ten za oknem, wyrywa mnie babcia wołając na kolację. Czy będzie dziś mój ulubiony omlet francuski z waniliowym serkiem? Nie wiem. Nawet dla omleta ciężko pożegnać ten zaczarowany świat, wyjść z kręgu światła rzucanego przez zieloną lampę.

Tego świata już nie ma, nie ma ekslibrysów, katalogowania swoich książek, szelestu kruchego papieru najwyższej jakości. Wydaje się też, że nie ma tych wspaniałych powieści, pisanych z rozmachem, z wiedzą historyczną i wnikliwą psychologiczną głębią. A może nie? Może tylko tak się nam wydaję?
To u dziadka na fotelu czytałam sagę rodziny Buddenbrooków i teraz wróciłam do tych chwil za sprawą innej książki. Tą książka są Korekty Jonathana Franzena.
Obydwie powieści dzieli 100 lat i ocean a łączy historia upadku rodziny, co Buddenbrookowie mają przecież w tytule.

screen-shot-2016-10-04-at-18-15-05

„Korekty „przypomniały mi Buddenbrooków z racji rozmachu z jakim są napisane oraz z racji melancholii i smutku, który zawsze towarzyszy schyłkowi. Opisana rodzina Lambertów jest właśnie u kresu – nieszczęśliwe, stare małżeństwo i trójka dzieci, które dawno już wyszły z domu i mają do niego przyjechać na „ostatnie święta”.
Podobnie jak u Manna dekadencką atmosferę powieści podkreśla ironia i czarny wręcz humor. To współczesna tragikomedia i farsa na społeczeństwo amerykańskie.
Nie brak w niej również proroczych wglądów (powieść została wydana dzień przed zamachem na WTC).
Przeczytałam ją jednym tchem bo choć mówi o amerykańskiej rodzinie po tych kilkunastu latach od jej wydania, jest bardzo aktualna również dla nas. Wiadomo, wszystko przychodzi z Ameryki:) więc zachowania i kody kalekiej (a może po prostu takiej jaka jest) komunikacji miedzy najbliższymi sobie ludźmi są łatwo rozpoznawalne.
Do Buddenbrooków chciałam ostatnio wrócić – nie dałam rady. Ale w powieści Franzena odnajduję jeszcze inne tropy. To mój ukochany kiedyś Kurt Vonnegut i jego zabójczy (nie zawsze śmiechem) pazur.
„Korekty”  to lektura gorzka ale polecam, sama zachęcona odnalezieniem tej pozycji w kanonie literatury XXI wieku ogłoszonej przez BBC.
Czas otrzepać się z pajęczyn i odłożyć XX wiecznych mistrzów – są nowi, którzy, mam nadzieję, pomogą zrozumieć ten dziwny świat.

screen-shot-2016-10-04-at-18-15-36

“ Och, mizantropia i gorycz. Gary chciał cieszyć się tym, że miał bogactwo i wolny czas, ale Ameryka czyniła to niełatwym zadaniem. Wokół niego miliony nowo wyhodowanych, zaangażowanych milionerów uporczywie brały udział w pościgu za poczuciem niezwykłości – za nabyciem idealnej posiadłości wiktoriańskiej, za rozdziewiczeniem nietkniętego stoku narciarskiego, za zaprzyjaźnieniem się z jakimś znanym szefem kuchni, za zlokalizowaniem plaży, której nie dotknęła ludzka stopa.
Oprócz tego były jeszcze dziesiątki milionów młodych Amerykanów, którzy nie mieli pieniędzy, ale i tak gonili za Superżyciem. Tymczasem smutna prawda była taka, że nie każdy mógł być niezwykły, nie każdy mógł być Supergościem, bo kto wówczas pozostałby zwyczajnym człowiekiem? Kto odwaliłby niedocenioną robotę bycia stosunkowo niesuper?”
do tego pięknego opisu po tych kilkunastu latach można by dodać jeszcze pzyjaźń ze znanym fryzjerem i trenerem osobistym:)

i takie perełki

“ brak chęci wydawania pieniędzy uznaje się za objaw choroby wymagającej kosztownego leczenie”

“rozglądała się dookoła i widziała dwustu dobrych ludzi i ani jednego niedobrego. Wszyscy jej znajomi byli porządni i mieli porządnych znajomych, a ponieważ porządni ludzie zwykle miewają porządne dzieci, świat Enid przypominał trawnik tak gęsto obsiany trawą, że chwasty nie miały tam żadnych szans. Prawdziwy cud porządności.

“ całe życie Gary’ego było zaplanowane jako korekta, jak poprawianie życia ojca…dlatego Gary nie miał wyboru i musiał walczyć, zagryzać nieustannie zęby i robić, co w jego mocy, żeby cieszyć się życiem…”

“Niemożność jest atrakcyjna.”

“To, co człowiek w sobie odkrywa w związku z wychowywaniem dzieci, nie zawsze jest miłe i atrakcyjne”.

“Wszyscy jesteśmy tak stworzeni, że myślimy, że nasze dzieci sa od nas ważniejsze, rozumiesz, i przez nie spełniamy się w życiu.”

“Chipa uderzyły ogromne podobieństwa między czarnym rynkiem na Litwie i wolnym rynkiem w Ameryce. W obu krajach wszystkie bogactwa były w rękach nielicznych posiadaczy; zanikły wszystkie istotne różnice między sektorem prywatnym a publicznym; potentaci handlowi żyli w nieustannym strachu, który zmuszał ich do bezlitosnego powiększania imperiów; zwykli ludzie żyli w nieustannym strachu, że zostaną zwolnieni, i wiecznej konfuzji co do tego, który prywatny fundusz może nagle wykupić na własność  publiczną do tej pory instytucję; ekonomię w ogromnej większości napędzały elity i ich nienasycone pragnienie luksusu…Główna różnica między Litwą a Ameryką zdaniem Chipa polegała na tym, że w Ameryce kilku bogaczy niewoliło tłumy biedniejszych od siebie za pomocą ogłupiających i zabijających sumienie rozrywek, gadżetów i leków, podczas gdy na Litwie kilku wpływowych ludzi gnębiło resztę obywateli za pomocą siły i przemocy”.

Z dziadkiem „Korekty” mają jeszcze inne powinowactwo – dziadek był pedagogiem, godzinami pochylonym nad pracami swoich uczniów oraz nad swoimi własnymi i drobnym, pochyłym pismem nanosił na marginesach korekty. Takim go pamiętam.