Medicine Wheel Indian Quero

Rysunki przedstawiające założenia wszystkich szamańskich tradycji na świecie znalazłam pod tym adresem,
Interesował mnie świat, jakim go pojmują Indianie Quero bo to jest podstawa pracy, którą wykonujemy nad sobą z Joanną Rus. Pisałam już o tym tutaj. Warsztaty cały czas są kontynuowane, spotykamy się od prawie 10 lat w tym samym składzie, dwa razy do roku. Już samo to jest zadziwiające i niespotykane.  Jeśliby ktoś był zainteresowany, jest gotowość otwarcia nowej grupy.

Rysunek może wydawać się tajemniczy, egzotyczny – Waż i Jaguar, Koliber i Kondor.
Ma jednak głęboki sens i natychmiastowe przełożenie na nasze życie i na to co się w nim wydarza. Jest narzędziem dzięki, któremu posuwamy się w samopoznaniu i zmianie. Bo czy samopoznanie warte jest tej całej pracy bez możliwości zmiany? Bez porzucania starych nawyków, które nawet nie są nasze, które niesiemy i dziedziczymy, nawet jeśli są wyrazem buntu i zerwania. Sam bunt albo odwrócenie się od przodków jest przecież jedynie odpowiedzią na to co zastane. O tym przypomina nam Wąż, zrzucając ciągle swoją skórę (uzdrowienie na poziomie fizycznym). Teraz może zaatakować Jaguar, w jednej chwili zaciskając szczęki na tym co już nie służy i transformować, zamieniać na nowe (uzdrowienie na poziomie emocji).  Teraz przyleci Koliber aby pić nektar z naszego Serca i z radością przyjąć co jest i tworzyć naszą pieśń (uzdrowienie mentalne). Teraz dopełnia się duchowe uzdrowienie i wysoko nad nami, widząc wszystko wzlatuje Kondor

screen-shot-2017-02-17-at-19-36-47

Dziękuję tej wielkiej tradycji i wszystkim, którzy ją tworzyli i którzy dbają o nią teraz. Dziękuję Życiu, że dane mi spotykać ludzi, którzy ponad wszystko pragną rozwoju Świadomości i otwarcia Serca,początkowo swojego, potem pracując dla innych, potem dla Wszystkiego.

A to przyszło w Walentynki od  mojej nauczycielki

screen-shot-2017-02-17-at-20-06-42

 

Reklamy

Luty

screen-shot-2017-02-12-at-18-08-24

To piękne zdjęcie Agnieszki Domańskiej, przypomniało mi o wierszu, który napisałam dawno temu, w czasach jeszcze przedlipowskich.
Taki dzień…

LUTY

Rude czupryny ogławianych wierzb,
nitka wody w zaoranej bruździe –
zimowy miedzioryt.

Złuszczony tynk lutowego krajobrazu
przytrzymywany czernią gawronów –
głęboki ślad dłuta.

Nieskończoność szarobrązów
zamienia przestrzeń w niebopole –
skulony człowiek rzeźbi granicę.

Rytm jego kroków wyznaczają kałuże,
splątana płowość traw poddaje się wiatrowi –
wszystko ma kształt kuziemny.

Nawet ja.

screen-shot-2017-02-12-at-18-21-33

I jeszcze jedno zdjęcie Agnieszki

 

WIOSNA – pascha, mazurki, żurek i nowe przednówkowe przepisy czyli drugi z cyklu warsztatów gotowania

screen-shot-2017-02-08-at-18-50-55

Wczesna wiosna nie jest najłatwiejszą Panią w kuchni – wszystko się budzi z zimowego snu ale daleko jeszcze do młodych warzyw lata i wybujałej dojrzałości owoców jesieni.

Na warsztacie obłaskawimy przednówek bo jest porą kreatywną, kiedy powstają nowe przepisy, nowe kompozycje, kiedy wszystko otwiera się na porzucenie starych nawyków. To najlepszy czas na odkurzenie garderoby i zrobienie porządków w kuchennych szafkach.
A może zrobić je według nowego klucza – co nam służy a co już przestało, z czym warto się pożegnać aby zrobić miejsce nowemu?

Na warsztacie zrobimy to, na co czekamy cały rok:
– upieczemy mazurki według starej receptury
– przygotujemy najlepszą paschę z kandyzowanym imbirem
– ugotujemy wegetariański żurek na własnym zakwasie
– wyczarujemy znakomity pasztet

Poza tym:
– wykiełkujemy różne nasiona, z których skomponujemy nowe, zaskakujące sałatki
– ugotujemy probiotyczne zupy i odżywcze dania główne, bardzo potrzebne na przednówku
– zrobicie własne tofu z ekologicznej soji
– kolorowe sajgonki
– znakomite sosy robione od podstaw
– pyszny chleb i nowe pasty

Nie będziemy pracować od świtu do nocy.

Co oprócz gotowania?
Przede wszystkim spacery i pachnące naturą powietrze. Bezcenne!
W domu jest kino i wspaniała kolekcja filmów oraz biblioteka, w której można wieczorami buszować do woli i z książką zasiąść przed kominkiem.
A poza tym chętnych zapraszam codziennie o 8.30 na medytacje.

Oprócz tego za dodatkową opłatą zapraszamy do skorzystania z aparatu Ionic detox oraz generatora plazmowego, wspomagającego leczenie wielu schorzeń.
Można też skorzystać
ze wspaniałego masażu Lomi Lomi Nui.

termin warsztatu 2 – 5 marzec (od czwartkowej kolacji do niedzielnego obiadu)

miejsce to lipowy dom
cena to 850zł

ZAPRASZAMY również na WIELKANOC 14 – 17 kwietnia, będzie pysznie
cena to 700zł

screen-shot-2017-02-08-at-16-36-59

A tak wyglądały grudniowe warsztaty

KONTAKT: lipowydom@poczta.pl lub tel 509685188

Zapraszam
Agnieszka Dziewolska z Lipowego domu

Zima – warsztaty gotowania za nami i …przed nami

img_7360Długo nie mogłam się zebrać aby opisać ten wesoły warsztat. Zaraz potem święta, nowy rok, nowe postanowienia, haha itd.
Był to pierwszy warsztat, który prowadziłam i muszę przyznać, że byłam po prostu zmęczona.
Podziwiam wszystkich, którzy biorą na siebie nauczanie, w jakiejkolwiek dziedzinie. Wielka odpowiedzialność i potrzeba uważności. Różne mam na ten temat przemyślenia, na razie jedno słowo mocno dźwięczy: pokora. I z całą pewnością wdzięczność i radość, że te 4 dni dały niektórym wytchnienie, inspiracje, nowe doświadczenia a przede wszystkim, co podkreślały wszystkie te cudowne kobiety – radość z bycia razem, z pracy razem, z budującego się poczucia przynależności. Bardzo poczułyśmy jak  brakuje przysłowiowego darcia pierza, kołowrotków ustawionych jeden przy drugim, jedynego w swoim rodzaju śmiechu kobiet, które opowiadają sobie o…hahaha.

img_7268img_7275

Wykonałyśmy z Paniami, których było 16,  cały plan. Zrobiłyśmy 15 kg ostrego kimchi, które pojechało w różne strony Polski, ugotowałyśmy trzy różne curry, zrobiłyśmy pyszne zupy i ciepłe dania na kolację, z których szlagierem był pęczak z warzywami korzeniowymi i śmietanką. Ale jarmuż na ciepło z granatami też poszedł:).
Podobały się pasty ze słonecznika, z marchewki i hummus, który można przyrządzać na setki sposobów.

img_7310img_7315

Czytając jeszcze raz zaproszenie, na które tak gromadnie odpowiedziałyście, myślę, że plan został wykonany w 100%. Włącznie z tym, że krem do tortu warzył się, tak jak napisałam w broszurce reklamującej warsztat :
Moje warsztaty do gotowania podejdą trochę filozoficznie, może pojawią się pytania:
– co lubię jako osoba,
– z czego czerpię radość,
– czy mogę dalej cierpliwie ucierać ten zważony krem, czy wyrzucić go w cholerę?
– po co ja to robię?
– dla kogo?
– czy może coś chcę zmienić?
Bo gotowanie może określać nasz stosunek do świata, siebie i innych a uwaga z jaką pochylamy się nad garnkiem rosołu, zatapiając w nim paloną na ogniu cebulę, wiele mówi o nas samych.”img_7338

img_7340

img_7341

Dziękuję Bardzo Iwonie Sikorze, która wykonała dla nas przepiękny koncert gongów i mis oraz zaprosiła każdą z nas na uzdrawiajacy masaż w tych cudownych dźwiękach.

Taki oto piękny list dostaliśmy od Wiki:

Droga Agnieszko, drogi Lipowy Domu:)
Od warsztatu minął prawie miesiąc, ale wspomnienie czasu, który spędziłam u Was, wciąż grzeje serducho.
Odebrana nauka też nie poszła w las! Na stole goszczą pierniczki z przyprawą wg Justyny, kokosanki i chlebek Joanny, w kącie pokoju cicho wzdychają słoiki ze świeżo nastawionym kimchi (uzależniłam się!), a na święta – choć z lekkim drżeniem nowicjuszki w dziedzinie kremów i biszkoptów – planuję tort makowy.
Dziękuję jeszcze raz za inspiracje i energię, które otrzymałam!

To ja dziękuję i szykuję już następne propozycje. Tym razem bedą mazurki i pascha!

 

 

Słoneczny deser

Chyba z tęsknoty za słońcem takich kolorów używam ostatnio w kuchni

screen-shot-2017-01-22-at-15-38-50

To jest budyń z nasion chia na kokosowym mleku.

Mleko robimy sami – zalewamy szklankę wiórków kokosowych szklanką ciepłej wody. Miksujemy ok.2 min i dolewamy następną szklankę wody. Miksujemy ponownie do uzyskania w miarę gładkiego płynu. Łatwo powiedzieć z super blenderem ale najzwyklejszy na świecie w formie łapki też da radę.
Przelewamy płyn przez gazę umieszczoną na sicie. Wyciskamy do ostatniej kropelki:) Suchą masę, która zostanie możemy zamrozić – przyda się do ciasteczek.

Na jedną porcję deseru potrzebujemy:
niecałą szklankę mleka2 łyżki nasion chia
4 łyżki pulpy mango (można kupić w sklepach orientalnych lub przez internet)
1 łyżka zmiksowanych mrożonych truskawek
1 łyżeczka syropu klonowego albo syropu z mniszka

W słoju łączymy mleko z nasionami i syropem. Potrząsamy. Potem drugi raz po kilkunastu minutach. Wstawiamy słoik do lodówki na kilka godzin lub na noc.

Przelewamy do miseczki, dekorujemy musami.

Uwaga: jeśli wiórki są dobrej jakości możemy odstawić mleko i zebrać z niego śmietanę i potem połączyć mleko z nasionami. Śmietanę wykorzystamy do innego dania np curry (przepis tutaj). Jeśli śmietana wytrąci się nam już w słoiku z chia, nie należy się martwić. Wystarczy potrzymać słoik w cieple i wstrząsnąć do rozpuszczenia śmietanki. Będzie kaloryczniejszy:)

Słońca na deser życzę i zaraz zabieram się do opisywania ostatnich włoskich lektur.

 

Bardzo dziwna książka i łyk zdrowia po niej

Po świętach ogarnęło mnie czytelnicze szaleństwo. W ciągu jednego dnia przeczytałam „Noc ognia” – Erica Emanuella Schmitt’a, w ciągu następnych „Uprawę roślin południowych metodą Miczurina” – Weroniki Murek a dziś zamknęłam „Drogę” – Cormac’a McCarthy’ego.

„Droga” poruszyła mnie bardzo, ale nie ona jest tytułową dziwną książką.
Jest nią nagradzany w Polsce debiut młodej Weroniki Murek – zbiór opowiadań, które przekraczają granice snu-jawy, żywego-martwego oraz niczym nieograniczonej fantazji, która buzuje na kartkach książki i zagarnia czytelnika. Trzeba się skoncentrować aby nie przepaść w tej krainie. Czasem miałam wrażenie, że to sztuka dla sztuki i nie dziwiłam się, że książkę poleciła mi koleżanka artystka. Widziałam bowiem przed oczyma poszczególne sceny jak zmieniające się obrazy, skończone w swoim pięknie, surrealistyczne.
Od samego początku, od okładki, która wprowadza tajemnicęi dezorientację, wchodzimy w mroczny świat, który, i to jest największym żródłem niepokoju, znamy skądś dobrze. Zapyziałe miasteczko, przedszkole jak z sennych powidoków, gdzie naświetlane są dzieci, przeciwko krzywicy – jeszcze to pamiętam. Autorka zachwyca  kreowaniem atmosfery z pogranicza światów i historii. Wszystko bardzo dojrzałe i dotykające tematów, które przypisuje się innemu wiekowi – śmierć, odchodzenie, samotność.

screen-shot-2017-01-01-at-19-32-16

Czasy się mieszają, plany się mieszają, narracje i w końcu my sami coraz bardziej pomieszani.
W pierwszym opowiadaniu spotykamy dziewczynę, która jest już martwa ale jeszcze o tym nie wie, tuła się zatem po śladach swojego życia i szuka dowodu, że to pomyłka, że nie ją chowają za chwilę. ” O tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia. Czasami tak bywa. ” To pierwsze zdanie książki.

„No – powiedział mężczyzna znad szachownicy – to na co pani zmarła?
– Może pani mówić – odezwał się ten w czerwonych chodakach – Tutaj sami swoi.
– A tak sobie, po prostu powiedziała Maria – Mogłam, to umarłam.
– Tak sobie, po prostu – powtorzył tamten i zabębnił palcami w stół, rozglądając się dookołą.
Wszyscy pospuszczali wzrok.
– Osobiście jestem człowiekiem rozumu – powiedział – i nie przekonuje mnie śmierć tak po prostu.
– Dlaczego? – spytała kobieta z aksamitką – Ja też się kiedyś zabiłam. Nie ma się czego wstydzić. Każdy z nas ma inne potrzeby. Niektórzy odchodzą w samotności, tak lubią. Jeśliby oceniać…
– Wcale nie oceniam – powiedział mężczyzna – po prostu nie mieści mi się w głowie. Ja osobiści żyłbym ile wlezie – umilkł, udał, że zbiera paluchem okruchy ze stołu.- Ostatecznie jednak człowiek jest wolny niestety.”

Maciej uważa, że w tych swoich opowiadaniach o książkach za dużo cytatów daję. Ale jeden cytat, zwłaszcza o takiej sile i zniewalającym pięknie, mówi więcej o książce niz setki słów. A i tak zawsze swoje trzy grosze wrzucę, choćby poprzez wybór książek, o których piszę.
„Uprawa roślin południowych…”wprowadza wręcz nastrój psychodeliczny, i trudno odpowiedzieć, czy mi się podobała. Na pewno zagarnęła, przeniosła w inny świat. Zachwycają mnie piękne metafory, czarny humor, dialogi. I na pewno będę z niecierpliwością czekać na następne dzieło. Mam nadzieję, że tym razem powieśc bo „Uprawa…” zostawia duży niedosyt, jest urwana jakby w pół słowa i to jest dla mnie jej mankamentem. Choć może w tym również leży jej siła…nie wiem, i trudno mi nawet rozpoznać wszystkie uczucia, które książka we mnie wzbudziła.

A tytułowym łykiem zdrowia jest mój zimowy szlagier, uzależniacz. Prosty jak cep (aby odwołać się do wiejskich klimatów książki:) a zdrowy niesłychanie.

img_7299

Na 1/2 szklanki przegotowanej ciepłej wody dodaj

  • sok z jednej pomarańczy
  • 2 łyżeczki octu jabłkowego
  • 2 łyżeczki miodu

    Ocet jabłkowy najlepiej zrobić samemu, wiadomo, ale jeśli nie mamy cierpliwości warto kupić go w sklepie ze zdrową żywnością. Nasze kochane jabłka to niestety jedne z bardziej pryskanych owoców a napój ten jest pysznym lekiem na całe zło:)
    Przepisów na ocet jest w internecie mnóstwo, podobnie jak informacji czego jest skarbnicą i dlaczego warto go pić.  Tutaj podaję ten, który robi Pani Iwonka i który używamy do bardzo wielu potraw w lipowym domu – od winegretu, przez zupy, pasty do napojów właśnie.

    Wyparzony słoik skórek z jabłek, najlepiej 3 rodzajów i oczywiście ekologicznych, zalewamy ciepłą przegotowaną wodą z miodem i cukrem. Na litr wody dodajemy 1 łyżkę miodu i 1 łyżkę cukru.
    Skórki nie powinny unosić się nad powierzchnię płynu, można docisnąć je wyparzonym talerzykiem albo mniejszym słoiczkiem.
    Przykrywamy gazą i odstawiamy w miejsce, gdzie będziemy mogli początkowo mieszać ocet codziennie. O temperaturze w jakiej powinien stać ocet są rozbieżne zdania. Pani Iwonka trzyma go w temperaturze ok 20 st. Ważne, aby utrzymane były sterylne warunki – gdy mieszamy ocet nie oblizujemy łyżeczki:). Jabłka zaczynają pracować i podniosą się trochę, przykrycie musi zabezpieczać przed muszkami.
    Pierwsza fermentacja gotowa jest po ok. 4 tygodniach. Jeśli chcemy uzyskać ocet mocniejszy filtrujemy płyn, dokarmiamy miodem i cukrem i pozostawiamy do powtórnej fermentacji.
    Po tym czasie zlewamy do butelek.

    Na zdarowie!

 

Czas na kawę

Dzięki spostrzegawczości czytelniczki, korygujemy wpis, w którym kardamon wyprzedził cynamon. A cytryna sól. Dziękujemy bardzo.

14956653_1309602075779990_2960062705129300637_n

Czas na kawę, o której przepis pytacie goszcząc w lipowym domu.

Robimy ją tak:
na wrzątek wsypujemy

-szczyptę (jeśli dla 1 lub 2 osób) do 1/4 łyżeczki, (jeśli na garnek) kurkumy
-kawałek kory cynamonu
-2-4 goździki
– plasterek imbiru
-parę ziaren kardamonu utartego w moździeżu
– szczypta soli
– parę kropli cytryny
-na to łyżkę na osobę kawy mielonej – trzeba uważać, bo zacznie kipieć

a po odstawieniu na chwilę dosładzamy miodem wg uznania
Podajemy tylko kolejność, wg pięciu przemian, bez teorii, której możecie nauczyć się z książek lub warsztatów, bez proporcji, bo te zależą od tego jaką ilość gotujecie, jaki smak lubicie i jaką MOC.
Traktujcie więc jak ściągę i przypomnienie chwil u nas:)

Albo zaproszenie, jeśli jeszcze u nas nie byliście.
Nie jest tak daleko jak się wydaje. Mamy gości ze Szczecina, Poznania, Wrocławia, Katowic, Krakowa, Niemiec, Anglii, oj nie chcielibyśmy nikogo pominąć…

Odległość to kwestia perspektywy – czas w podróży bywa tym darowanym, od którego wszystko się zaczyna.
Do zobaczenia zatem.