Archiwa tagu: życie na wsi

Jak ominęły mnie sztokholmskie muzea

Szukając raju na kilka dni, który nie byłby Lipowem, dostałam wiele cennych adresów – Maroko, Ibiza, Ouzo, Sycylia…Ostatecznie wylądowałam w Sztokholmie, który przyniósł wszystko czego potrzebowałam (widać mit słonecznych wysp jest naszym polskim rajem bo ciężko nam wyobrazić sobie wyjazd na wakacje w styczniu na północ:) A jednak! Senność, ciemność, ciepło przyjaciół, spowolnienie, brak przewodnika i planu – nic nie musieć, być ze sobą. Dużo, długo jak najdłużej:)image

Szwedzi kochają zwierzęta – to wcale nie niezwykły widok – czworonóg w pracy

Nie mogłam doczekać się reniferów, które jak słyszałam, przechodzą przez środek miasta

image

co okazało się prawdą:)

i innych zwierząt mocy…

image

które okazały się zwierzętami nocy

image

image

…teraz

smakowałam pozamuzealny detal

image

image

karmiąc dziecięce marzenia

image

i ciało

image

I jak tu się dziwić, że zakochałam się w mieście, które otula człowieka jak szal jak pierzynka mimo , że dmucha, mimo że ziąb – wszystko jest tam na naszą ludzką skalę. I omywa niespokojny umysł niespodziewaną wodą i krzykiem rybitw pośród wież kościółów, nielicznych na szczęście. 

imageimage

image

image

image

image

image

image

Ominęły mnie i w ogóle znać mnie nie chciały wszystkie muzea i wystawy, ominęły mnie sklepy z odzieżą i butami, ominęły mnie turystyczne zadania i plany.

Pogoda była. I byli przyjaciele.

Reklamy

Senność gęsta jak śnieg

Dojechałam
z deszczu w zadymkę
do domu

image


Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg
Zasypuje śnieżnymi płatkami sennymi

Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiekI te
ślady bezładnych moich kroków po ziemi.

Czy to dobrze, czy źle: tak usypiać we mgle?
Szeptać wieści pośnieżne, podzwonne, spóźnione?

Czy to dobrze, czy źle: snuć się cieniem na tle
Kołującej śnieżycy i epoki przyćmionej?

Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg
Zasypuje śnieżnymi płatkami sennymi

Julian Tuwim

nic lepszego nie powstało…

https://www.youtube.com/watch?v=5XyyTAoC9Pk

1.

Przeszło miesiąc, dwa? nie było wpisu – bo cóż pisać jeśli głowa, ciało, dusza, serce gdzie indziej – niech będą tam gdzie ich miejsce. Blogi poczekają, wszystko poczeka…

Dzisiaj, po półrocznych zmaganiach z chorobą, po 6 kursach chemioterapii, Maciej znalazł się w szpitalu na oddziale zamkniętym hematologii onkologicznej. Czeka na przeszczep szpiku. W trudnych chwilach sięgam po karty – dziś wyciągnęłam kartę z Świetlistej siły Aniołów. Oto co mówi:
Obudź się ze snu zapomnienia…
…Nie jesteś sam.
Nie jesteś jedynym człowiekiem, który podlega pewnym procesom.
Nie jesteś jedynym człowiekiem, któremu przytrafiają się pewne rzeczy.
Wszystkie dzieła Stwórcy sa ze sobą powiązane.
Jesteś jednym z tonów w orkiestrze Stworzenia.
Zharmonizuj swój ton z innymi.
Uświadom sobie swoją rolę w orkiestrze dzieł Stwórcy.
Swoim bytem wytwarzasz różne tony.
Mogą one być takie, że inni przyłączą się do nich i chcą się w nie wsłuchiwać, jak również takie, od których inni się odwracają..
…Dzięki swojej energii możesz być uzdrawiającym impulsem dla Ziemi.
image

Porzuć nadzieję? Zaufaj.

image

“Nadzieja i lęk to dwie strony tego samego medalu, podobnie jak brak nadziei i zaufanie. Jeśli porzucimy nadzieję na to, że uda nam się pozbyć niepewności i cierpienia, to zdobędziemy się także na odwagę, by odnaleźć spokój nawet w braku oparcia. To pierwszy krok na ścieżce.

Brak nadziei to fundament praktyki. Gdyby nie on, odbywalibyśmy podróż ścieżką buddyjskich nauk z wiarą, że możliwe jest uzyskanie poczucia bezpieczeństwa. Jeśli praktyce przyświeca taki cel, rozmijamy się z jej sensem. Możemy medytować, studiować nauki, możemy podążać za wszelkimi wskazówkami i instrukcjami, ale czyniąc to wszystko w nadziei uzyskania poczucia bezpieczeństwa, osiągniemy jedynie rozczarowanie i cierpienie. lepiej zatem oszczędzić sobie czasu i już teraz poważnie potraktować to przesłanie. Wejdźmy na duchową ścieżkę wolni od nadziei na zdobycie dla siebie punktu oparcia. Zacznijmy od wyrzeczenia się nadziei”. Pema Cziedryn

Kochamy marchewkę

image

och, jak jest pięknie, jak cicho
nagle jednego dnia
odlatują żurawie
opada mgła
przychodzi jesień
Wraz z nią czas na rozgrzewające zupy i warzywa. Marchewka z imbirem jest jednym z hitów – po prostu nowsza wersja kochanej przez wszystkich marchewki z groszkiem, którą robiły nasze Mamy i Babcie. Czasem z zasmażką, czasem bez ale było to niedzielne trio w każdym polskim domu w 70-latach: kotlet schabowy, marchewka z groszkiem i ziemniaki puree. Chyba się nie mylę:)
image
rysunek Marty Maji Gierczyńskiej, z naszych pierwszych zeszytów z przepisami

Nasza propozycja jest równie prosta:

–  5 marchewek jesiennych lub 10 młodziutkich

– 2-3 cm kawałek imbiru

– pół łyżeczki kurkumy

– tymianku na końcu łyżeczki

 – sól, pieprz

Surowmarchewk– jeli jest młodziutka nie skrobijej ani nie obieram tylko myj, kroimy na słupki 4-5 cm długie. Do garnka wrzucamy masło, roztapiamy, dodajemy kurkumi tymianek, wrzucamy utarty imbir i prze- smaamy chwil. Dodajemy marchewki odrobinwody – dosłownie parę łyek, aby masło i przyprawy oblepiły marchewk. Dusimy pod przykryciem ok. 10 min, tak aby marchewka była twardawa.

Jeśli do naszej marchewki dodamy rodzynki lub suszone morele i podusimy trochę dłużej, na końcu doprawiając danie miodem i cytryną otrzymamy cymes, żydowska potrawa, które w zależności od wersji może być daniem głównym albo deserem!  A cymes, każdy wie to pycha nad pychami!


Lubimy mieszać

Przed chwilą zahipnotyzowana mocą obrazu Tomasza Alana Kopera postanowiłam “podzielić się” nim na blogu (tutaj można zobaczyć o czym piszę). Wszystkie dzieła tego artysty budzą moje emocje. I nie chodzi tu o podobanie się czy nie – doceniam zawsze warsztat ale nie tylko o niego też chodzi. Musi kopnąć, poruszyć, przytrzymać, zaniepokoić i wyprosić choćby na chwilę z ciepłej strefy komfortu. To jedno z najważniejszych zadań sztuki. Może najważniejsze. Obraz o którym mowa poruszył wiele i wiele tytułów cisnęło mi się do głowy. Ale to tylko nazywanie, które samo w sobie okrawa nas i zubaża – niech więc mówi każdemu do ucha i duszy to co ma być usłyszane.

A kiedy już wysłyszymy, to co nie zawsze chcemy, można zrobić coś dla przeciwwagi. Ogniska palą na polanach, jabłka i śliwki spadają z drzew, to najlepszy czas na najprzytulniejsze ciasto jakie znam – na szarlotkę. Zawsze kojarzyć mi się będzie z moją Mamą a moim dzieciom z Babcią – ten zapach, słodko-kwaśny smak, początek szkoły i koniec lata. Początek i koniec jednocześnie. Może więc można byłoby dalekie echa tego stanu wrześniowego znaleźć jednak na obrazie Kopera? Nie wiem, tak po prostu sobie to płynie…

Na szarlotkę i racuchy najlepsze są antonówki a najlepsza na nie pora jest właśnie teraz. Trzeba jednak przy zakupie (zwłaszcza 20 kg na zaprawy:) zachować czujność – za bardzo zielona antonówka, choć z natury taka jest, jest niedojrzała i kwaśna ponad nasze potrzeby a ta za bardzo żółta może być już przejrzała.

image

 

antonówki, co do których czułam, że może są za żółte w środku wyglądały tak

image

Przygotowujemy kruche ciasto

40 dag przesianej przez sito mąki pszennej

25 dag masła

1 lub 2 żółtka + 1 całe jajko

1 łyżeczka proszku do pieczenia

0.5 szklanki cukru

Masło wykładamy na stolnice i kroimy nożem. ąkę mieszamy z proszkiem do pieczenie i dosypujemy do masła. Kruche ciasto powinno być zarobione jak najszybciej, aby uniknąć ogrzania nadmiernego masła (dlatego dłoni używamy pod sam koniec łączenia składników). Dodajemy jajka, chwilę łączymy w dłoniach aby ciasto utworzyło kulę. Wkładamy ją do woreczka i do lodówki na min 1 godzinę.

Obieramy jabłka, kroimy na ósemki, dusimy w garnku na odrobinie wody przez ok 10 min. Chodzi o to aby zmniejszyły swoją objętość ale nie rozpadły się. Odcedzamy je na sicie.

Wyciągamy ciasto z lodówki i dzielimy na dwie części. Jedną kroimy na równe plastry (ok 5mm) i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przerwy między plastrami łączymy palcami ( trochę jakbyśmy plasteliną wykładali dno). Wykładamy jabłka na tak przygotowany spód, posypujemy cukrem (ok. 4-5 łyżek) i cynamonem (2-3 łyżeczki). Drugą część ciasta kroimy na plastry i przykrywamy jabłka – mogą pozostać przerwy – widać to na drugim zdjęciu.image

image

image

Ciasto wkładamy do nagrzanego do 190 stopni piekarnika i pieczemy 45 min. Na ostatnie 15 min zmieniamy grzanie na góra – dół.

Kiedy przestygnie, co nie zawsze ma niestety miejsce – możemy ciasto popruszyć cukrem pudrem lub pokryć lukrem (0.5 szklanki cukru pudru+sok z jednej cytryny, wymieszać, nie dodawać wody, nie zagotowywać, wyleć na ciasto)

Do dzieła!